Zgrupowanie w Grodzisku Wielkopolskim ma przygotować piłkarzy Legii do walki o odzyskanie mistrzostwa Polski. Treningi odbywają się więc dwa razy dziennie. Jednak w zajęciach biorą udział nie tylko piłkarze Wojskowych. Do ćwiczeń chętnie dołączaj też sztab szkoleniowy Legii. Jan Urban, Kibu Vicuna, Jacek Magiera i Ryszard Szul prawie każde zajęcia rozpoczynają od biegów z drużyną. Lucjan Brychczy precyzyjnymi strzałami nęka bramkarzy. A gdy trzeba wkracza na murawę i rozgrywa mecz siatkonogi.
Każdy chce trenować
„Rysiu przy dziennikarzach zwalniaj, żeby nie się nie wydało, że nie wytrzymuję” - pokrzykiwał na jednym z treningów do trenera Szula Jan Urban. Szkoleniowiec Legii aktywnie uczestniczy w prowadzonych przez siebie zajęciach. Gdy piłkarze trenowali rzuty wolne, Urban stanął w murku, a po chwili sam zaczął uderzać na bramkę. Trener nie uchyla się też przed rozkładaniem sprzętu, przenoszeniem bramek czy nurkowaniem w pobliskie krzaki po zabłąkane piłki. Gdy Legię prowadził Dariusz Wdowczyk, zbyt często nie byliśmy świadkami podobnych sytuacji.
Do treningów ciągnie też Jacka Magierę. „Magic” wciąż pamięta, jak sam biegał po murawie. Po jednym z treningów uciął sobie nawet krótką rozmowę z Bartłomiejem Grzelakiem. „Dobry masz numer na koszulce. Teraz musisz być tylko godnym następcą” - mówił. „Grzelu” w Legii gra z numerem 18, z którym przez wiele lat po boiskach biegał właśnie Magiera. I nadal biega, jeżeli tylko jest taka okazja. Gdy tylko urazu doznał Edson, były zawodnik Wojskowych natychmiast wszedł do gry w jego miejsce. Poziomem gry nie odstawał od młodszych kolegów, a zaangażowaniem nawet ich przerastał.
Temat na osobną opowieść to osoba Lucjana Brychczego. O precyzji jego strzałów wielokrotnie przekonali się już bramkarze Legii. Krzysztof Dowhań chętnie prosi pana Lucjana o pomoc w przeprowadzeniu zajęć dla golkiperów. A ci często powtarzają, że jeżeli obronią strzały popularnego „Kiciego”, to żaden napastnik nie jest im już straszny. W bardzo dobrym stanie jest też technika legendy Legii. Co prawda podczas meczu siatkonogi nie wykonywał efektownych przewrotek, jak młodzi legioniści, ale precyzji i panowania nad piłką młodzież wciąż może się od niego uczyć.
I tylko Kibu Vicunia przez dłuższy czas nie brał udziału w treningach. Zamiast tego chodził po murawie i cały czas skrzętnie coś notował w swoim kajeciku oraz rozkładał sprzęt. W końcu jednak i on aktywnie dołączył do zajęć. Zmobilizowany przez trenera Urbana, zaczął biegać razem z drużyną. Bo w Legii wszyscy chcą trenować. Nawet sztab szkoleniowy.






fot. Tomek Janus