Jeżeli jest godzina 17, to można być pewnym, że piłkarze Legii są na boisku treningowym w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie doskonalą swoją formę. Tak też było i w piątkowe popołudnie. Zajęcia te były jednak zdecydowanie inne od pozostałych. Nie wziął w nich udział Jan Mucha. „Janka bolą plecy, ale w sparingu z Zagłębiem powinien zagrać” - wyjaśnia trener bramkarzy Krzysztof Dowhań. A najwięcej napracowali się wspomniany już Dowhań i magazynier Piotr „Boja” Kęs.
Pięć strzelili
Wszystko za sprawą piłkarzy Legii, którzy przysporzyli im interesujących wrażeń. A zaczęło się od treningu podań w pole karne. Zadaniem piłkarzy było wykończenie go strzałem. I tu zaczynały się schody. Niektóre uderzenia kończyły się przepięknymi golami, ale pięć piłek wybrało wolność. Po śmiałych strzałach nie mogła ich powstrzymać nawet wysoka siatka ochronna. Futbolówki wylądowały w okolicznych chaszczach. Na poszukiwanie zagubionych piłek ruszyła zaś wspomniana już dwójka. Ekspedycja nie należała jednak do łatwych. Gąszcz traw i choinek nie dawał się łatwo sforsować. W końcu udało się znaleźć cztery zguby. Po jedną z nich popularny „Boja” musiał udać się aż na tory kolejowe. Mimo usilnych starań ekipy poszukującej jednej piłki nie udało się jednak odnaleźć.
W tym samym czasie na murawie używano piłek, które nie wybrały wolności i wciąż trwał trening dośrodkowań. „Panowie teraz już spokojniej, bo zaraz zabraknie nam piłek” - pokrzykiwał Jacek Magiera. Szczęśliwie więcej strat nie zanotowano. A po zakończonym ćwiczeniu, piłkarze wysłuchali uwag trenera Jana Urbana. „Te zagrania są bardzo ważne, bo w każdym meczu jest ich dużo. Musimy więc je dopracować” - wyjaśniał szkoleniowiec. Chwilę później Urban odbył też rozmowę z Rogerem, których nie chciał brać udziału w noszeniu bramki. „Roger to znaczy, że ja mam ją nosić za ciebie?” - dopytywał się trener najpierw po polsku a później po hiszpańsku. Brazylijczyk spuścił tylko oczy i milczał.
Na zakończenie treningu piłkarze zostali podzieleni na kilka grup. Jedna z nich skoncentrowała się na dalekich i z założenia dokładnych podaniach do partnera. Druga pod okiem Lucjana Brychczego ćwiczyła strzały na bramkę. Jeszcze inna wymieniała szybkie podania na małej przestrzeni.
A zagubioną piłkę po treningu odnalazł nieustępliwy trener Dowhań. „Jednak była w tych zaroślach” - mówił dumnie ściskając zgubę.














fot. Tomek Janus