Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Stanowski: Uwaga, zły pies 2

piątek, 3 sierpnia 2007 18:23
Redakcja

W poniedziałek ukazał się w dzienniku felieton Krzysztofa Stanowskiego pt. "Uwaga, zły pies", w którym autor wytknął niedociągnięcia marketingowe KP Legia. Jeszcze tego samego dnia w odpowiedzi klub wydał oświadczenie pt. "Pies nie taki zły", w którym wszedł w polemikę z autorem tekstu. Dziś otrzymaliśmy od redaktora Stanowskiego odpowiedź na pismo klubu, z prośbą o jej publikację. Poniżej prezentujemy jej treść:

Uwaga, zły pies 2
"Treści w nim zawarte w tendencyjny sposób dyskredytują wysiłki Klubu związane z promowaniem aktywnego kibicowania, a także w rażąco niesprawiedliwy sposób traktują o działaniach Klubu w sferze marketingu i promocji Legii"


Ha, to o tekście sprzed tygodnia z "Dziennika"! Miło, gdy artykuł nie przechodzi bez echa. Anonimy (bo oświadczonka nikt nie podpisał) z reguły powinno się wyrzucać do kosza, ale ten akurat jest dla mnie gratką wyjątkową – treść jego jest tak durna, że rywal (wnioskuję, że pracownik Legii w randze wyższej niż piłkarz) sam położył się na ziemi i poprosił o soczystego kopniaka. Bicie słabszego może nie jest zajęciem chwalebnym, ale z braku godniejszych rywali, można to potraktować jako sympatyczny sparing.


Dla niezorientowanych – spór dotyczy tego, czy działacze Legii (ci, którzy na mecz otwarcia sprowadzili 7145 osób) to królowie marketingu, czy też w tej dziedzinie niedojdy. Zostawmy na chwilę fakt, iż sam ton oświadczenia Legii jasno wskazuje, że mamy do czynienia z PR-owskimi amatorami, bo zawodowcy zaprosiliby niesfornego i niedoinformowanego dziennikarza do gabinetu, a potem w miłej atmosferze przedstawili swoje imponujące osiągnięcia, zamiast klecić pismo sprowadzające się do tego, że ów dziennikarz jest głupkiem. To akurat szczegół, bo nie forma przedstawienia racji jest najważniejsza.


No to czytam w oświadczeniu, że karnetów sprzedało się mało, bo Legia została wyrzucona z europejskich pucharów. Hejże, to Lech (13 tysięcy abonamentów) w ogóle w nich grał? Dalej zostaję przyskrzyniony argumentem, że wbrew temu co napisałem sprzedaż karnetów była reklamowana poprzez plakaty. Węszę, węszę i słyszę, że jeden wisiał na drzwiach w klubie. Więcej nie widziano. Wtajemniczona osoba oszacowała nakład plakatów na nieprzekraczający dziesięciu sztuk. Czyli prawdziwe białe kruki. No to jak, panowie z Legii, rozmawiamy poważnie czy urządzamy kabaret?


Bo żartem jest pisanie w oświadczeniu, że Legia ma w pełni wyposażony sklep z pamiątkami. Ja w lepszym kupuję pomidory i kapustę. Poza tym – to jednak na Łazienkowskiej da się kupić coś poza narkotykami?


A argument, że wkrótce ruszy telewizja klubowa? Brawo panowie, sprzedawca kuchenek potrzebował mniej czasu by ją uruchomić niż medialny potentat. Ale przy okazji powiedzcie – ilu dziennikarzy zostało zatrudnionych przy projekcie, kto jest szefem, gdzie mieści się redakcja, jakim sprzętem może się pochwalić, kiedy poznamy ramówkę? I najważniejsze – kiedy start? Bo rozumiem, że odpowiedź na te pytania to zwykła formalność... A jak już tak strzelacie nowościami, to jak z tą sprzedażą biletów przez internet? Rusza w sierpniu? Jednak nie? Skoro – jak piszecie – wszystko jest gotowe, to na co czekać?


Zamiast wydawać oświadczenia sto razy dziennie (swoją drogą, że Legia ciągle oświadcza, dlaczego się z kimś nie może dogadać, zamiast w końcu oświadczyć, że może?), ustawcie się w kolejce po bilet, do jednej z dwóch otwartych kas. Godzina? Trzy? Nie udało się kupić, bo system się zawiesił? Biletów nie będzie, bo się papier do drukarki wciął? Stańcie w przerwie w kolejce po kiełbaski. Co, nie udało się wrócić przed 60 minutą? Kupcie koszulkę pięcioletniemu synkowi. Nie ma, nie produkują takich małych? Może pościel? Też nie? Idźcie do kiosku, poczytajcie co się pisze. Że na Legię warto przychodzić, że jest magicznie, że to duma miasta? Nie, jednak tylko to, że mordercy i narkomani? Że omijać stadion należy naprawdę szerokim łukiem? Można tak wymieniać i wymieniać.


Nie jestem wrogiem ITI, ale niestety, drodzy panowie, fakty są takie, że dziś Legia ludzi odpycha, zamiast przyciągać. I większości warszawiaków jest kompletnie obojętna, co stanowi najdobitniejsze podsumowanie waszej marketingowej maestrii. I nie odpowiadajcie, że coś tam gdzieś było – ja mówię o prawdziwym promowaniu klubu, a wy o pokątnym puszczaniu bąków.


Ale oddaję wam głos jeszcze raz. "Mimo tego krzywdzącego Klub materiału mamy nadzieję, że już w najbliższym czasie pan Krzysztof zdobędzie się na publikację, która w rzetelny sposób przedstawi codzienną działalność KP Legia Warszawa". No to przedstawiam – beznadzieja, weźcie się do roboty.


Krzysztof Stanowski

Podaj ten news dalej: