Ligowa rywalizacja nabiera tempa i po pierwszej od siedmiu lat wygranej na własnym stadionie z Dyskobolią legioniści jadą do Łodzi, by tam spotkać się z miejscowym ŁKS-em. Piłkarze Legii staną tym samym przed okazją do przełamania kolejnej złej passy. Ostatni razy Wojskowi wygrali w ligowej rywalizacji na stadionie przy al. Unii Lubelskiej w 1995 roku.
Kolejna passa do przerwania
Tym razem szansa na wygraną jest jednak duża. Łodzianie słabo rozpoczęli ligę. W trzech spotkaniach zdobyli tylko dwa punkty. Legia zebrała zaś komplet oczek, a dodatkowo wygrała ostatni mecz rozgrywany na stadionie ŁKS-u. Pod koniec marca br. rywalizowano jednak tylko w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy. W lidze Legia nie potrafi wygrać przy al. Unii Lubelskiej od 19 kwietnia 1995 r. Także ostatni mecz obu drużyn w Łodzi zakończył się wygraną łodzian 2:1. „Jedziemy tam po trzy punkty” – zapowiada jednak Piotr Bronowicki.
Obrońca Legii choć wierzy w zwycięstwo swojej drużyny, przestrzega jednak przed lekceważeniem rywala. „ŁKS u siebie jest groźnym przeciwnikiem. To młody zespół i będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać. Na pewno już myślą, jak zrobić nam psikusa i urwać punkty” – zauważa „Skuter”. W podobnym tonie wypowiada się Jakub Wawrzyniak. „Nie ma słabych drużyn. Zawsze, żeby wygrać trzeba zostawić sporo zdrowia na boisku. Bez zaangażowania nie ma co liczyć na punkty” – wyjaśnia zawodnik, który dobrze zna łódzką piłkę, bo jeszcze w ubiegłym sezonie grał w Widzewie.
Przy całym szacunku, z jakim legioniści odnoszą się do kolejnego rywala, nie zapominają jednak, że Legia zawsze gra o całą pulę. „Miejmy nadzieję, że w Łodzi zagramy na zero z tyłu i znów przywieziemy trzy punkty” – ostrożnie stwierdza Wawrzyniak. Odważniejszy w sądach jest Błażej Augustyn. „Jak zawsze nasz cel to zero z tyłu i przynajmniej jedna bramka strzelona przez nas” – kończy roześmiany obrońca Wojskowych.