Powinien być na zgrupowaniu reprezentacji Polski we Wronkach, tymczasem do końca roku prawdopodobnie nie zagra w żadnym meczu. – Chciałbym być z kadrą, ale ten rok jest dla mnie bardzo pechowy – przyznaje skrzydłowy Legii Sebastian Szałachowski.
Wszystko zaczęło się od meczu o Puchar Ekstraklasy z Wisłą Płock w grudniu ubiegłego roku. 23-letni skrzydłowy doznał kontuzji i nie pojechał na mecz reprezentacji ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W ogóle temat kadry jest dla niego bardzo pechowy.
Stracony rok kadrowicza
– Wcześniej raz pojechałem na zgrupowanie, ale nie zagrałem (mecz z Belgią w Brukseli – przyp. red.). Byłem jeszcze dwukrotnie powoływany, jednak nie mogłem brać udziału w zgrupowaniu reprezentacji z powodu lekkich urazów. Dużo przez to straciłem – mówi Szałachowski.
Zaczęło się od krwiaka
W styczniu, podczas jednego z charytatywnych turniejów halowych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, został kopnięty w kość piszczelową. Powstał krwiak. Mimo urazu prognozy były optymistyczne.
– Podczas zgrupowania w Mrągowie zacząłem odczuwać bóle. Początkowo wydawało się, że to ze względów przeciążeniowych. Później okazało się, że mam zapalenie okostnej kości piszczelowej. Po badaniach w klinice ortopedii i medycyny sportowej Carolina dowiedziałem się, że mam złamaną kość piszczelową. Poddałem się operacji – wspomina „Szałach”.
Po dwóch miesiącach od operacji Szałachowski znów zaczął mieć problemy z nogą. – Musiałem poddać się kolejnemu zabiegowi. W klinice doktora Christiana Schenka w Schruns wyciągnięto mi płytkę. Trzeba było przeszczepić ścięgna boczne krzyżowe do piszczela, gdzie był ubytek kości i gdzie odczuwałem kłucia. Niezbędna była druga operacja. Po pierwszej czułem ból, nie byłem w stanie niczego zrobić. To znaczy, że nie była dobrze przeprowadzona – stwierdza 23-latek.
Piszczel zdrowy, boli kolano
Na letnim zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim Szałachowski już rozpoczął treningi. Wydawało się, że szybko dojdzie do zdrowia i w rundzie jesiennej będzie ważnym ogniwem Legii. Tymczasem jeszcze dziś nie wiadomo, kiedy Sebastian wróci do gry.
– W miejscu, które było operowane, nie odczuwam już bólu. Boli mnie jednak w kolanie, skąd miałem pobierane ścięgna. Widocznie jeszcze się nie zregenerowały. Na ostatniej konsultacji w Austrii okazało się, że ubytek w ścięgnach jeszcze został. Pewnie od tego promieniuje ból. Dlatego nie mogę zbyt intensywnie pracować. Biorę udział w jednym treningu z kolegami z drużyny, a na drugi dzień odczuwam ból – wyznaje „Szałach”.
Zawodnik jeszcze wierzy
– Czas goi rany i tak jest w moim przypadku. Czekam, aż wszystko się zregeneruje. Chciałbym zagrać jeszcze w tej rundzie, ale nie będzie to łatwe. Mam nadzieję, że po straconym roku będę mógł z zespołem przygotowywać się do rundy wiosennej 2008 – zakończył Szałachowski. Największy pechowiec Legii ostatnich lat.