Sobotni mecz Polska - Kazachstan może mieć negatywne skutki dla... bocznego boiska Legii. Na polecenie organizatorów tego spotkania jedna z bocznych muraw przeznaczona została na VIP-owski namiocik, w którym w przerwie i po zakończeniu spotkania odbędzie się wielki bankiet. Zresztą określenie namiocik jest w tym momencie sarkastyczne, ponieważ cała konstrukcja zajmuje powierzchnię 800 metrów kwadratowych! Czyli niemal pół boiska. Przy stawianiu rusztowań porobiono kilkadziesiąt dziur w ziemi, a gdy jeszcze do środka zostanie wstawiona drewniana podłoga, trawa przez długi czas znajdzie się w stanie agonalnym.
PZPN niszczy teren Legii
Na bocznych boiskach przy ul. Łazienkowskiej ćwiczą zarówno pierwszoligowcy, jak również zawodnicy zespołu Młodej Ekstraklasy oraz liczne grupy „Młodych Wilków”.
– Dla przedstawicieli PZPN mecz to tylko dodatek, bo ważniejsza wydaje się otoczka. Nazjeżdża się masa działaczy, którzy będą mieli okazję za darmo wypić po kilka głębszych, a nam pozostawią istne pobojowisko – narzekał jeden z pracowników klubu, zajmujący się pielęgnacją boisk. – Ostatnim razem, po zdemontowaniu namiotu musieliśmy zebrać z murawy wiele resztek jedzenia, pobitego szkła, używanych serwetek i tytoniowych petów. Najgorzej jednak, że jakiś baran wysypał pod podłogę cały popiół z grilla. W takiej sytuacji trawa nie ma szans na przeżycie – podsumował.
O fatalnym stanie infrastruktury polskich klubów wspomina często Leo Beenhakker. Wychodzi na to, że holenderski szkoleniowiec brakiem w Polsce boisk treningowych przejmuje się bardziej niż nasza piłkarska centrala, dla której przy Łazienkowskiej - kosztem boiska - przygotowuje się kolejną niekoniecznie duchową atrakcję...