Najlepszy piłkarz Legii dba o kondycję także podczas urlopu w Brazylii. Alkoholu nie pije, gra za to w piłkę z przyjaciółmi. Kibice Legii mogą być spokojni. Najlepszy zawodnik wiceliderów ekstraklasy podczas świąteczno-noworocznej przerwy nie straci formy. Roger w Brazylii gania za piłką, nie obżera się i nie pije alkoholu. - Nikt nie namówi mnie na wypicie choćby piwa. Nawet toasty wznoszę ulubionym napojem - colą.
Formę utrzyma aż do wiosny
Po zdobyciu mistrzostwa Polski, na które mimo dużej straty do Wisły wciąż liczę, też wypiję ten napój zaznacza pomocnik stołecznej drużyny. Brazylijczyk miał ostatnio wiele powodów do świętowania, ale i smutku. Gdy tylko przyleciał do Sao Paulo, na lotnisku dowiedział się, że zmarł mu ojciec. Potem były urodziny mamy i święta.
- Mama jest wyjątkową osobą w moim życiu. W prezencie urodzinowym podarowałem jej nowe auto - Citroena C3. Bardzo żałuję, że nie ma dziś z nami najwierniejszego kibica - taty. On zawsze mnie wspierał i marzył, by zobaczyć, jak strzelam gole dla Legii. Można powiedzieć, że to też był jego klub. Szkoda, że nie zdążył przylecieć do Warszawy na mój mecz - mówi Faktowi Roger, który ukochanego ojca pochował w koszulce Legii i grobie numer 6. Właśnie z "szóstką" Roger występuje na boisku.
Na imprezę urodzinową mamy, Brazylijczyk zaprosił swojego byłego kolegę z warszawskiego zespołu - Juniora. Miał więc z kim pokopać piłkę. Nowy Rok powita natomiast ze swoimi menedżerami.
- Robalinho i Marcelinho zaprosili mnie na imprezę, którą zorganizują nad oceanem. Nie będziemy jednak rozmawiać o transferze do innego klubu. Przez najbliższe pół roku będę grać w Warszawie - obiecuje.
Pomocnik Legii do Warszawy wraca 10 stycznia i życzy sobie, żeby w Polsce było trochę cieplej. - Może nie 30 stopni, jak teraz w Sao Paulo, ale chociaż nieco powyżej zera kończy Roger.