Dwa treningi dziennie to mordercza dawka? Nic bardziej mylnego. Po popołudniowym treningu na boisku pozostała grupa piłkarzy by rozegrać turniej w strzelaniu bramek głową. Dołączył do nich Jan Urban i zaczęła się rywalizacja na całego. Zasady były proste – wygrywa ten, który pierwszy strzeli pięć bramek. Warunek – strzelamy tylko głową i tylko zza 11 metra. Między słupki powędrowali bramkarze, żeby rywalizacja nie była zbyt łatwa.
Rywalizacja z głową
Szybko okazało się jednak, że tak restrykcyjnym regułom nie łatwo sprostać. Bartłomiej Grzelak, Sebastian Szałachowski, Błażej Augustyn i Jan Urban nie potrafili strzelić nie tylko pięciu goli, ale nawet jednej. Część winy ponosili za to dośrodkowujący w pole karne. "Piotrek czy ty nie masz litości dla takiego dziadka jak ja? Zagraj w końcu dobrą piłkę" - skarżył się Piotrowi Bronowickiemu szkoleniowiec. W końcu zmieniono więc zasady – wygraną gwarantowało jedno trafienie.
Zmrok zaczynał już zapadać, gdy sztuka ta udała się Augustynowi. Trójka rywali uznała jednak, że szczęśliwy strzelec w momencie uderzenia przekroczył linię wyznaczoną przez 11. metr. Na nic zdały się zapewnienia fotoreporterów, którzy uwiecznili tą chwilę. Żeby
"August" nie narzekał, zmieniono zasady i teraz aby wygrać trzeba było zdobyć 10 punktów. Najwięcej, bo aż trzy dawała bramka strzelona z przewrotki. Dwa oczka za strzał głową i jeden za uderzenie nogą. I wreszcie zaczęły padać gole.
Trzy trafienia zanotował Jan Urban, Błażej Augustyn i Sebastian Szałachowski. Zmrok zapadał jednak coraz szybciej i granicę dającą wygraną zmniejszono do pięciu oczek. Ale i jej nikt nie sprostał. Turniej nie został więc rozstrzygnięty. I tylko "August" schodził kręcąc głową, wciąż wspominając nieuznaną bramkę. "Złóż protest. Napisz do PZPN. Jak nas wezwą na komisję to od razu się stawimy" - śmiał się z zawodnika trener Urban.