Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Booysen: Zostaję w Legii

wtorek, 12 lutego 2008 08:07 galeria
Booysen: Zostaję w Legii
Mario Booysen będzie jedynym uzupełnieniem składu Legii? - fot. Tomek Janus
źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

W poniedziałek dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak ogłosił, że Booysen zostanie w Legii przynajmniej do końca sezonu. Booysen przyjechał na testy już po rozpoczęciu pierwszego zgrupowania wicelidera ekstraklasy. Także do Hiszpanii, ale wtedy do Estepony. Razem z nim inny obrońca James Madidilane i napastnik Bernard Parker. Wszyscy z RPA. Tamci dwaj od początku zostali uznani za mało wartościowych i nawet nie dokończyli zgrupowania. Booysen wzbudził zainteresowanie. Zagrał we wszystkich czterech sparingach, wystąpił także w piątym i szóstym, już na drugim obozie. Na razie będzie rezerwowym, bo pierwszymi stoperami są Inaki Astiz i Wojciech Szala, a potem w kolejce czeka Jakub Wawrzyniak.

Jak pan się czuje w Legii?
Mario Booysen: Jestem z zespołem już ponad trzy tygodnie. Podoba mi się atmosfera i klub. Warszawy jeszcze dobrze nie poznałem, ale to, co widziałem, też mi się podobało. Legia to największy polski klub i bardzo bym chciał, żeby udało mi się do niego dostać.


Trener Jan Urban stwierdził, że ten Booysen to ciekawy zawodnik. I że rozumie, jak trudno w zupełnie obcym środowisku, w krótkim czasie pokazać, na co naprawdę pana stać.
- Jednak udało mi się zostać do końca pierwszego obozu w Hiszpanii. Teraz jestem na następnym, więc chyba trener coś we mnie zobaczył. Rywalizacja jest ostra. Wszyscy w Legii to dobrzy piłkarze.


Na testy przyjechało was trzech z RPA. Bernard Parker i James Madidilane oblali, pan zdał.
- Podchodzę do życia bardzo pozytywnie. Zawsze wierzę, że to, co mam do zrealizowania, zakończy się dobrze. Koncentrowałem się, żeby jak najlepiej się pokazać, i nie patrzyłem na kolegów.


Od pięciu lat na środku defensywy Legii gra Dickson Choto z Zimbabwe. Słyszał pan o nim? Nie da się ukryć, że jego kontuzja i absencja do końca sezonu ułatwiła panu zadanie, bo zwolniło się jedno miejsce na pozycji stopera.
- O Dicksonie słyszałem. Z tego, co wiem, to bardzo dobry zawodnik. Reprezentant Zimbabwe. Zdążyłem go zresztą poznać, bo był przecież na pierwszym obozie Legii. I kiedy drużyna wróciła na kilka dni do Warszawy, on i Takesure Chinyama mi pomagali. Teraz trzymam się jak najbliżej tego drugiego. Można powiedzieć, że z nimi najbardziej się zaprzyjaźniłem.


Jest pan wysoki - 191 cm - taki powinien być stoper. Ale nie za wątły? Zamierza pan coś z tym zrobić? Nogi ma pan najcieńsze w zespole.
- Będę się starał nadrobić te braki. Widziałem Dicksona. Taki potężny nigdy nie będę, ale trochę mogę poprawić.


Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.
- Urodziłem się w Kapsztadzie. W Ajaksie zacząłem trenować, kiedy miałem 16 lat. Niedługo potem podpisałem pierwszy kontrakt. Grałem w I lidze RPA. Teraz mam lat 19, chociaż w tym roku skończę 20. Moim marzeniem jest zrobienie kariery w futbolu.


Rodzina?
- Mam trzech braci i siostrę. Wyjechałem za granicę szukać lepszego życia. Jestem drugim z najmłodszych braci. Mój młodszy brat ma 18 lat i też gra w Ajaksie. Zostawiłem w Kapsztadzie ojca i matkę. Ale inaczej nie mogłem. Była propozycja, to należało z niej skorzystać.


Ajax to mocny klub?
- Jak na nasze warunki bardzo mocny. Został stworzony na podobieństwo Ajaksu Amsterdam. Ma te same barwy i jeszcze kilka podobieństw. Nie wiem, dlaczego wybrano taką nazwę, a nie np. FC Capetown. Tak już jest. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.


Na stronie internetowej jest napisane: "Ajax Capetown - Urban Warriors" (Miejscy Wojownicy). Urban? To znak?
- Może coś w tym nawet jest. U trenera Urbana pracuje mi się bardzo dobrze. Dużo jest treningów z piłkami, a ja to bardzo lubię.


Legia to ma być przystanek? Potem coś większego?
- Nie myślę w takich kategoriach. Przecież ja nawet nie jestem tak całkiem w Legii. Wasz klub mi się podoba. Myślę tylko o tym, żeby tutaj zostać. A co będzie kiedyś, to zbyt odległa sprawa.


Jakie są pańskie największe atuty?
- Mam niezły przegląd pola i jak na wysokiego piłkarza dobrą koordynację. Największą radość sprawiają mi bramki, które z reguły zdobywam po strzałach głową.


Myślał pan o tym, co będzie, gdy po zakończeniu zgrupowania usłyszy: "Sorry Mario. Było miło, ale się skończyło"?
- Tak to już jest w piłce. Wielu piłkarzy jeździ na testy i z różnych względów, choć mogą być naprawdę dobrzy, nie przechodzą ich pozytywnie. Tak jak Bernard Parker i James Madidilane, bo moim zdaniem to wcale nie są źli zawodnicy. Jak jednak mówiłem, ja myślę pozytywnie i wierzyłem, że mi się uda.


Mario Booysen
Ur. 15 sierpnia 1988 r. w Kapsztadzie (RPA)
Wzrost/waga: 191 cm/78 kg
Klub: Ajax Kapsztad
Grał w młodzieżowych reprezentacjach RPA
Pozycja na boisku: stoper


Urban o Booysenie
Jest wysoki, potrafi zagrać twardo, naprawdę ostro. Dobrze gra głową, nie boi się przepchnąć przeciwnika. W czterech sparingach w Esteponie wyglądał dobrze. Dlatego go zostawiliśmy. Jego dwaj koledzy z RPA nie wyglądali na takich, którzy mogliby stanowić konkurencję dla naszych zawodników. On może. Ale już w pierwszym sparingu podczas drugiego zgrupowania aż tak dobrze nie wyglądał. Popełnił błędy, o meczu z FC Kopenhaga sam by nie chciał specjalnie pamiętać. Musi trochę nabrać ciała. Sam też musi zdawać sobie sprawę, że jest trochę za wolny.



fot. turi

Podaj ten news dalej: