Po Rafale Stecu i Robercie Błońskim, kolejnym dziennikarzem, który próbuje zająć się sprawami kibicowskimi jest Jacek Sarzało. Niestety osoby te o kibicach (i kibicowaniu) faktycznie wiedzą niewiele, a artykuły przez nich publikowane godzą w dobre imię fanów. Mieszanie chuliganów z kibicami i wrzucanie wszystkich do jednego wora to z jednej stronie upraszczanie problemu, a z drugiej... zwykłe kłamstwo. Niestety, prawie wszystkie media w Polsce nastawione są do kibiców negatywnie i gdy tylko dojdzie do jakiegoś niepoprawnego zachowania z ich strony, zaraz robią z tego temat miesiąca.
Krzywda kibiców - temat nie dla prasy
Gdy jednak kibicom dzieje się krzywda, media mają to w głębokim poważaniu. Tak właśnie było w miniony weekend, kiedy policja dopuściła się bestialskiego zachowania względem fanów GKS-u Katowice, wracających ze spotkania w Stalowej Woli. Niestety nasi "znawcy" tematu, nie raczyli zainteresować się problemem kibiców i łamiących prawo funkcjonariuszy. Zamiast tego woleli po raz enty mówić bzdury o łamiących prawo kibicach Legii, czy Rzeczniku Praw Obywatelskich broniącym chuliganów z Wilna.
Być może ten temat dotyczący krzywdy kibiców jest nie na rękę dziennikarzom, którzy przyjęli front antykibicowski (antykibolski - według słownika panów Steca i Sarzały). Natomiast fani GieKSy w Krakowie zostali bestialsko traktowani przez tych, których rzekomo pilnują przestrzegania prawa. To, jak zachowywali się mundurowi na dworcu w Krakowie (gdzie zatrzymano pociąg specjalny wiozący kibiców), trzeba nazwać po imieniu - zezwierzęcenie. Niestety, podróżując na mecze po Polsce, wielokrotnie można się przekonać o tym, że osoby mieniące się stróżami prawa jeszcze chętniej niż "kibole" je łamią. Co więcej, robią to bezkarnie i przy aprobacie mediów, które opisywać tego typu zdarzeń po prostu nie chcą. Wszak łatwiej przyjąć jedną linię - potępiania "kibolstwa" i nie myśleć o losie najwierniejszych kibiców, podróżujących nieraz dziesiątki godzin tylko po to, by dopingować swój ukochany klub przez 90 minut (często bez ciepłego posiłku, w urągających warunkach i do tego za własne, a nie redakcyjne pieniądze - Panowie dziennikarze).
Swego czasu o postępowaniu policji przekonał się na własnej skórze prezes Legii, Marek Pietruszka. Jadąc z kibicami Legii na wyjazd, został tak jak inni potraktowany pałką przez mundurowych. Dopiero wtedy zrozumiał, przez co przechodzą fani jego klubu. Śmiem przypuszczać, że obecny prezes Legii nie zrozumie tego nigdy - nie ma on bowiem tyle odwagi (i czasu - sądząc po trudności z zauważeniem konfliktu między kibicami i działaczami), by wraz z fanami ruszyć w podróż za Legią w warunkach mniej komfortowych, niż do tego przywykł. Szkoda, może wtedy doceniłby oddanie fanatyków, tak jak uczynił to prezes Pietruszka, a także działacze innych klubów, jeżdżący na wyjazdy z kibicami (m.in. prezes Jagiellonii). Tak się akurat składa, że w Krakowie wraz z kibicami z Katowic jechał pracownik tego klubu, który również doświadczył brutalności policji. Nie dość, że został przez mundurowych pobity (tak jak inni - bez powodu), to jeszcze okradziono go z czterech tysięcy złotych. "Bandyta" - powie pewnie nowy "ekspert", Jacek Sarzało. Pan Jacek w swoim tendencyjnym wywiadzie pyta czy może poskarżyć się na to, że idąc z synem na mecz, jest zmuszony wysłuchiwać wulgaryzmów. A co ma powiedzieć kibic GKS-u, który do Stalowej Woli wybrał się ze swoją żoną, a którą w Krakowie na równi z innymi (czytaj pałą) potraktowała policja? Tego nie widać z cieplutkiej trybuny prasowej.
Aby pokazać w jaki sposób traktowani byli kibice na dworcu w Krakowie, posłużę się cytatem z oświadczenia Stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice. Może do któregoś pismaka dotrze, że to co się tam działo zasługuje na kryminał!
"Ponad sześciuset kibiców GKS-u Katowice spędziło pięć godzin leżąc na ziemi. Byli bici, poniżani, okradani oraz gazowani. Katowano wszystkich, bez żadnych wyjątków. Jeden z kibiców otrzymał ponad 20 uderzeń pałką w górne partie ciała, i od tragedii uratował go jedynie fakt, iż pałka w pewnym momencie najzwyczajniej się złamała. Kilka chwil później funkcjonariusz, który dokonał tego samosądu ukradł pieniądze z portfela na oczach kilkudziesięciu osób będących w tym samym wagonie. Policyjną pałką dostała nawet jedna z dziewczyn jadących na mecz. Wśród katowanych kibiców była osoba mająca astmę, która inhalatora mogła użyć dopiero po dłuższym czasie. Również kilka innych osób, cierpiących na różne choroby, przez bierność policjantów było narażonych na utratę zdrowia i życia. Bezpodstawnie zatrzymano młodego kibica, którego dręczono psychicznie." - czytamy w oświadczeniu.
Niestety, ani działacze, ani dziennikarze ogólnopolskiej gazety nie są w stanie zrozumieć, że na mecze (i te "u siebie" i te na wyjazdach) chodzą również normalni kibice i chcą oni respektowania prawa. Oni, a właściwie my, bo sam również się do nich zaliczam, chcemy, by stadionowe regulaminy były zgodne z prawem. Chcielibyśmy również, aby firmy ochroniarskie i policja nie zachowywały się prowokacyjnie i brutalnie wobec kibiców. Nie mówiąc już o przestrzeganiu przez kluby podstawowych wymogów licencyjnych. Niestety, mimo zapisów w regulaminie, ligowe stadiony (jak choćby obiekt Cracovii) nie posiadają ani depozytu dla kibiców, ani cateringu, nie mówiąc już o odpowiedniej przepustowości bramek wejściowych.
P.S. Po ostatnich publikacjach i wystąpieniach osób związanych z Gazetą Wyborczą, coraz lepiej można zrozumieć hasło doklejane w grudniu zeszłego roku do billboardów - "Gazeta Wyborcza zawsze po stronie Waltera/działaczy". Oryginalnego sloganu przytaczać nawet nie będę. Przecież słowo "kibic" w słownictwie Gazety nie funkcjonuje.
Relacje świadków zajść z Krakowa możecie przeczytać na forum GKS-u