Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Legia - Wisła, czyli kogo tym razem rozboli kręgosłup

sobota, 26 kwietnia 2008 10:49
Legia - Wisła, czyli kogo tym razem rozboli kręgosłup
Oprawa na Żylecie podczas meczu w 2005 roku wygranym przez Legię 5-1 - fot. Mishka
źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Wisła chce skończyć sezon bez porażki i zapowiada rewanż za wpadkę sprzed trzech lat. Legia ciągle walczy o wicemistrzostwo i każdy punkt jest dla niej na wagę złota. W niedzielę (godz. 17) w Warszawie derby Polski. To był jeden z najczarniejszych dni Wisły ostatnich lat. Krakowianie jechali do Warszawy odebrać trofeum z napisem "Mistrz Polski 2005", a wrócili z potężną dawką wstydu. - Gdybym był bramkarzem Wisły, to od schylania po piłkę bolałby mnie kręgosłup - żartował po spotkaniu Artur Boruc, bramkarz Legii.

Krakowianie przegrali przy Łazienkowskiej 1:5, choć do przypieczętowania tytułu wystarczał im remis. - Trudno zmobilizować zespół, który ma mistrzostwo w kieszeni - usprawiedliwiał wiślaków Jacek Zieliński, trener Legii. Przed niedzielnym spotkaniem krakowianie staną przed jeszcze większym problemem, bo tym razem tytuł mają już zapewniony. - Spokojnie, mobilizacja będzie jeszcze większa niż na spotkanie z Cracovią - zapewnia Mauro Cantoro, pomocnik Wisły.


Ostatnie lata dla Wisły


- Niech pan mi nawet tego meczu nie przypomina - zaprotestował z uśmiechem Skorża, gdy jeden z dziennikarzy zagadnął go o spotkanie sprzed trzech lat. - Pamiętamy tamten mecz, rozmawiałem o nim z piłkarzami. Nie będę jednak obawiał się porażki. Nie wierzę, żebyśmy mogli tam przegrać.


Niechętnie tamto spotkanie wspominają zawodnicy. - To był jeden z gorszych momentów, jakie przeżyłem w Wiśle. Jednak już o nim zapomniałem - ucina Cantoro.


- Mecze z Legią można porównać do derbów, więc tamta porażka mocno nas zabolała - dodaje Marcin Baszczyński, obrońca Wisły. - W Warszawie będziemy walczyć, bo chcemy ten sezon skończyć bez porażki.


Ostatnio to jednak Legia nie może sobie poradzić z krakowianami na własnym stadionie. Dwa lata temu Wisła popsuła im mistrzowską fetę i wygrała ostatni mecz sezonu (2:1), a rok temu był remis (1:1).


Ostatnim wiślakiem, który radował się przy Łazienkowskiej, był Wojciech Łobodziński. Pomocnik krakowian niespełna rok temu świętował tam mistrzostwo Polski z Zagłębiem Lubin. - To było fajne uczucie. Porażka Wisły 1:5? Pamiętam tylko goły wynik, bez żadnych szczegółów. Teraz motywacji nam nie zabraknie, a o odpuszczaniu nie ma mowy.


Chcą zgarnąć całą pulę


- Spotkaniem z Cracovią udowodniliśmy, że potrafimy się sprężyć. Na Legię mobilizacja będzie jeszcze większa. W końcu grają dwa wielkie zespoły polskiej ekstraklasy - podkreśla Cantoro.


O swoich meczach w Warszawie bardzo chętnie opowiada za to trener Skorża. - Parę spotkań tam grałem i ani razu nie zaznałem porażki. Smak zwycięstwa na Łazienkowskiej jest szczególny, więc zamierzamy tam zagrać o całą pulę.


Do Warszawy pojedzie Marek Zieńczuk, który w meczu z Cracovią stłukł bark. W tym samym spotkaniu kontuzji nabawił się Radosław Sobolewski i jego występ w niedzielnym meczu stoi pod dużym znakiem zapytania. - Kuracja kolana i ścięgna Achillesa idzie dość wolno, więc na grę ma jakieś 30 proc. szans - informuje Rafał Janas, drugi trener Wisły. W Warszawie nie wystąpi Cleber, który pauzuje za czwartą żółtą kartkę.


Z tego samego powodu w zespole Legii zabraknie Jakuba Rzeźniczaka oraz Takesure Chinyamy, najlepszego strzelca drużyny (14 goli). Niewykluczone, że po półtoramiesięcznej przerwie do gry wróci Edson. - Wisła jest poza zasięgiem całej ligi, ale tytuł ma już zapewniony. W tej sytuacji nam będzie bardziej zależało - uważa Jan Urban, trener Legii. - Choć z drugiej strony krakowianie mają szansę zakończyć rozgrywki niepokonani i przejść do historii.

Podaj ten news dalej: