Ze względu na komplet żółtych kartek Takesure Chinyama mógł oglądać potyczkę z Wisły Kraków co najwyżej z wysokości trybun. Wobec tego Jan Urban był zmuszony wystawić Bartłomieja Grzelaka. "Grzelu" starał się jak mógł, walczył, szarpał, próbował uciekać rywalom. Niestety choć momentami naprawdę niewiele brakowało, to bramki nie zdobył.
Grzelak reaktywacja? Niekoniecznie
Zaczęło się tuż po pierwszym gwizdku sędziego, kiedy to napastnik Legii urwał się obrońcom "Białej Gwiazdy". W decydującym momencie uderzenie Grzelaka zostało zablokowane i gospodarze mogli wznowić grę z rzutu rożnego. W kolejnych akcjach brakowało zimnej krwi, przeszkadzał sędzia liniowy dopatrujący się pozycji spalonych lub też czujni byli defensorzy gości. Nie zmienia to faktu, że w 43. minucie powinno być 2-0. Jakub Wawrzyniak posłał podanie z lewego skrzydła w pole karne, gdzie Bartłomiej Grzelak z bliskiej odległości huknął z pierwszej piłki prosto w Mariusza Pawełka. Występ "Grzela" zakończył się w 68. minucie, kiedy to w jego miejsce pojawił się młody Kamil Majkowski. I choć doświadczony napastnik bramki nie zdobył, to na szkoleniowcu Legii wywarł poprawne wrażenie.
"Rzeczywiście Bartek pokazał się z bardzo dobrej strony. Był po długiej przerwie spowodowanej kontuzją i od razu stwarzał zagrożenie sprawiając wiele problemów defensywie Wisły" – stwierdził Jan Urban.
Czy tak aktywna postawa w ataku będzie kluczem do pierwszej jedenastki na zbliżające się mecze? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. "Teraz mamy tę możliwość, że oprócz Bartka jest i Takesure. Wcześniej mieliśmy tylko jednego z nich do dyspozycji. A nie można zapominać, że jest jeszcze młody Kamil Majkowski. Młody chłopak, który swoją szybkością potrafi w ataku stworzyć wiele niebezpieczeństwa i to na pewno cieszy" – wyjaśnił opiekun stołecznej drużyny.


fot. Mishka
