Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Mięciel? 3 x TAK!

piątek, 9 maja 2008 10:03
Qbas

Jak zwykle wraz z końcem sezonu pojawiają się przymiarki transferowe. I tradycyjnie z emigracji wracają podstarzałe gwiazdy polskiej piłki kopanej. Niestety, najczęściej tylko po to by poodcinać kupony od wątpliwej i dawno minionej sławy. W lidze na co dzień mamy okazję oglądać takich globtroterów jak Jerzy Brzęczek, Tomasz Hajto, Piotr Świerczewski, Radosław Kałużny, Tomasz Kłos, Marcin Adamski, Wojciech Kowalewski a w II lidze Radosław Gilewicz czy Grzegorz Wędzyński. Co ciekawe, właściwie wszyscy wymienieni byli wyróżniającymi się postaciami w swoich zespołach.

Ba, w trudnych momentach to na nich spadał ciężar prowadzenia gry drużyny. Tego typu zawodnika brakowało wśród legionistów.


Tymczasem akces do powrotu na Łazienkowską zgłosił wieloletni ulubieniec publiczności (zwłaszcza żeńskiej) Marcin Mięciel. Po latach spędzonych w Niemczech i Grecji wychowanek tczewskiej Wisły zapragnął wrócić na łono ojczyzny. A żeby chęci przekuć w czyn, zlecił swemu menadżerowi wysondować co w warszawskiej trawie piszczy. Propozycja come back`u do Legii, znajdującego się wciąż w wysokiej dyspozycji, „Miętowego”, spotkała się z dużym zainteresowaniem dyrektora sportowego. Mirosław Trzeciak raczył był nawet stwierdzić, że zawodnik znajduje się wśród tych których klub chciałby pozyskać. I gdyby rzeczywiście do transakcji doszło byłby to strzał w dziesiątkę!


Wprawdzie Mięciel skutecznością imponuje tylko od czasu do czasu, ale zdobył już ponad 100 goli na pierwszoligowym poziomie. Statystyki zatem mówią same za siebie. Ponad to nie jest tylko napastnikiem. Przez dłuższy czas w Salonikach występował na pozycji ofensywnego pomocnika, grającego tuż za napastnikiem lub parą atakujących. W tej funkcji radził sobie nadspodziewanie dobrze, również dzięki swojej ponadprzeciętnej technice. Biorąc pod uwagę ustawienie preferowane przez Jana Urbana, mógłby spokojnie występować za plecami „strzelby” - Takesure Chinyamy (o ile zostanie w Warszawie). Tym samym ogromnie zwiększyłby pole manewru trenerowi. No i to co najważniejsze: Mięciel przez 6 lat grał (nie tylko był) przeciwko silnym rywalom w Bundeslidze i w lidze greckiej. Przez ostatni rok w Niemczech zaliczył 24 mecze, z czego 13 w pierwszym składzie. Zdobył też jak na razie 4 bramki (stan na 6.05.2008). Nabyte przez niego doświadczenie jest dla klubu na wagę złota, zwłaszcza w perspektywie występu Legii w europejskich pucharach. „Wojskowi” mocno stawiają na młodzież, ale ci muszą mieć od kogo czerpać pozytywne wzorce sportowe. Z całym szacunkiem dla wszystkich piłkarzy – na Łazienkowskiej prawdziwych gwiazdorów nie ma. Pan Marcin ma dopiero 32 lata i co najmniej przez kolejne dwa sezony gwarantuje grę na wysokim poziomie.


Pomijając aspekt sportowy, transfer Mięciela byłby nie lada gratką dla fanów. Od czasów Artura Boruca nie zdarzyło się, żeby jakiś piłkarz tak odważnie deklarował przywiązanie do czerwono – biało – zielonych barw. Jeśli słowa „Miętowego” były szczere to czeka go gorące powitanie na stadionie, zwłaszcza, że zawsze pozytywnie odnosił się do warszawskich kibiców.


A tak zwyczajnie, po ludzku, fajnie byłoby znów w koszulce z „eLką” zobaczyć faceta, który w młodości na miłość kibiców zapracował nie tylko efektowną grą w piłkę (ach te przewrotki!), ale również takowym życiem towarzyskim. Szybkie motocykle, modne ciuchy, wyszukane fryzury z mitycznymi już tonami żelu oraz piękne kobiety – oto właśnie Marcin Mięciel jakiego pamiętamy. Teraz jest już, jak sam mówi, spokojniejszy i bardziej stateczny. Ale to wciąż nietuzinkowa osobowość i jego obecność w Legii dodałaby tej drużynie kolorytu. Zarówno w szatni, jak i na boisku.

Podaj ten news dalej: