Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Wybiórcza pamięć po Austrii

piątek, 13 czerwca 2008 11:13
Tomek Janus

Kontrowersyjna decyzja o podyktowaniu rzutu karnego przez angielskiego sędziego Howarda Webba, rozpaliła do czerwoności polskich fanów. Takie słowa jak „skandal” czy „draństwo” są dziś na porządku dziennym. Jeszcze dalej poszedł znany kompozytor Zbigniew Preisner, który uważa, że na znak protestu reprezentacja Polski powinna wycofać się z mistrzostw Europy. Szkoda, że nikt nie zauważa, że najwięcej pretensji powinniśmy mieć sami do siebie.

Zacznijmy od samego Webba. Aż trudno uwierzyć, że angielski arbiter dyktuje rzut karny za tak błahe przewinienie. Pewnie racje ma Marek Saganowski, który w pomeczowej wypowiedzi stwierdził, że za taką decyzję w Anglii Webb zostałby zawieszony na kilka miesięcy. Ale powtórki pokazują, że Mariusz Lewandowski faktycznie ciągnął rywala za koszulkę. Że niby delikatnie i 99 na 100 arbitrów nie wskazało by na przysłowiowe „wapno”? No cóż, widać trafił się nam ten jeden o aptekarskiej dokładności. A że tym samym przekreślił nasze nadzieje na trzy oczka, które były już bardzo blisko, to i nasza frustracja urosła to monstrualnych rozmiarów. Nasuwa się jednak jedno pytanie – kto zabronił nam strzelić więcej niż jedną bramkę do 93. minuty?


W meczu z Austrią byliśmy w końcu zdecydowanym faworytem. I co z tego skoro, gdyby nie Artur Boruc i jego genialna postawa na bramce już po pierwszym kwadransie Polska przegrywałaby przynajmniej trzema golami. Przewaga niby słabej Austrii do 29. minuty była tak zdecydowana, że patrząc na boisko wydawało się, że za Polaków musi trzymać kciuki nie tylko 38 milionów kibiców nad Wisłą, ale chyba i sam Bóg. Boruc bronił nawet, gdy wydawało się to niemożliwe. I nagle jedna akcja przyniosła nam prowadzenie. Akcja ładna, ale Roger był na pozycji spalonej. O tym jakoś w naszych mediach i wśród kibiców cicho.


Tak samo trudno doszukać się rozpamiętywania niewykorzystanych sytuacji przez naszych zawodników. A okazji do podwyższenia w drugiej połowie nie brakowało. Wynik mógł podwyższyć Euzebiusz Smolarek, Jacek Bąk, Mariusz Lewandowski czy Jacek Krzynówek. Wykorzystanie jednej z dogodnych sytuacji i o decyzji arbitra z 93. minuty nikt by nawet się nie zająknął. Nie byłoby też rwania szat, jak to znów zostaliśmy oszukani. Ale o tym też jakoś nikt nie pamięta.


Nie można jednak ukrywać, że w doliczonym już czasie gry piłkarska Polska przeżyła szok. Wygrana była na wyciągnięcie ręki i nagle została nam zabrana. Ciekawe tylko jak czuli się fani znad Dunaju, gdy po półgodzinnej przygniatającej dominacji Austrii, pierwsza akcja Polaków zakończyła się golem ze spalonego? Może też rzucali słowami „draństwo” i „skandal” i rozważali wycofanie się z mistrzostw Europy?


Gospodarzom pomagają ściany? To nie zapominajmy kto będzie gospodarzem mistrzostw Europy za cztery lata.

Podaj ten news dalej: