REKLAMA

Żołnierze z boisk

źródło: Rzeczpospolita - Wiadomość archiwalna

Wytrzymałość i siła woli wyćwiczona na arenach sportowych pomogła im w walce o niepodległą Polskę. Potrafili wygrywać na boisku i na wojnie.
Przed pierwszą wojną światową na ziemiach polskich trzech zaborów powstały pierwsze kluby piłkarskie. Prekursorem była Galicja, ponieważ federacyjny charakter Austro-Węgier gwarantował Polakom duże swobody. Kluby lwowskie i krakowskie (Pogoń, Czarni, Wisła, Cracovia) potrafiły walczyć jak równy z równym z najlepszymi ekipami Czech, Austrii i Węgier.
W Wielkopolsce rozwijała się Warta Poznań i Venetia Ostrów Wielkopolski, w Kongresówce ŁKS Łódź i Polonia Warszawa. Kluby te, składające się z Polaków, były wyrazem niezależności i patriotyzmu. Jedne miały barwy biało-czerwone (Wisła, Cracovia, ŁKS), inne czarne, co tłumaczono żałobą z powodu utraconej niepodległości.

Legiony Piłsudskiego, tak zasłużone dla odzyskania niepodległości, były również początkiem jednego z najsłynniejszych polskich klubów – Legii Warszawa. Wybitny piłkarz, dziennikarz sportowy i pisarz Stanisław Mielech opisuje w jednej ze swych książek, jak zrodził się pomysł na „Drużynę Legionową”. W lecie 1915 r. wracał ze szpitala wojskowego do Polski i w Piotrkowie został zatrzymany przez żandarmów. Kiedy spodziewał się aresztowania, nagle ukazał mu się stary przyjaciel z Cracovii Antoni Poznański.

Co to wszystko znaczy? – zawołałem – Za co jestem aresztowany?

Nie jesteś aresztowany – śmieje się Poznański – tylko widzisz, my tu w Piotrkowie organizujemy drużynę piłki nożnej i z nadchodzących transportów wyławiamy piłkarzy. Sierżant cię poznał jako gracza Cracovii i … przyprowadził do mnie. Chyba się cieszysz?

W taki właśnie sposób w jednej jednostce zgromadziła się plejada świetnych przedwojennych graczy, głównie z galicyjskich klubów. W 1916 r. w okolicach Maniewicz na Wołyniu, podczas przerwy w działaniach na froncie, sformowano drużynę. Zyskała ona nazwę „Drużyny Legionowej”, ponieważ była reprezentacją Legionów Polskich. Za PRL-u propagowano kłamliwą informację, jakoby nazwa miała się wywodzić od legionów Cezara, które uczyły mieszkańców Brytanii gry w harpustum (rodzaj starożytnej piłki nożnej). Przypisano ją Stanisławowi Mielechowi, który nie mógł tego nigdy powiedzieć, ponieważ… sam wymyślił nazwę „Legia”.

Pomysłodawca nazwy wojskowego klubu był też autorem pierwszej historycznej bramki Legii w Warszawie. 29 kwietnia 1917 r. strzelił gola w ostatniej minucie spotkania z Polonią, które zakończyło się remisem 1:1. Po zakończeniu kariery sportowej Stanisław Mielech został dziennikarzem sportowym. 3 grudnia 1933 r. relacjonował z Berlina przez radio spotkanie Polaków z Niemcami. Przegraliśmy wtedy 0:1, gola tracąc dopiero w końcówce. Była to pierwsza relacja na żywo z meczu piłkarskiego w Polsce.

Wspomniany Antoni Poznański, który wyłapywał piłkarzy do Drużyny Legionowej, sam był świetnym zawodnikiem. Jego postać owiana jest pewną legendą. Był niewysoki, ale świetnie zbudowany, dobry w zapasach i rzucie dyskiem. Niezbyt szybki, ale obdarzony niezwykłym instynktem, przebojowy strzelec. Poza boiskiem typ niebieskiego ptaka. Nie ukończył gimnazjum, był chwilę w marynarce wojennej, następnie studiował na Politechnice w Mitweiden, której nie ukończył. Słynął z podbojów miłosnych.

Po wybuchu wojny najpierw był szoferem w wojskowej kolumnie samochodowej, później skończył szkołę pilotów w Wiener Neustadt i walczył na froncie włoskim. Tuż przed odzyskaniem niepodległości ustanowił swój rekord strzelecki – 26 października 1918 r. w meczu z Simmeringer Sport Club trafił do siatki siedem razy. Ten piłkarz i żołnierz z ułańską fantazją żył szybko i rozrywkowo. - Pono taki tryb życia prowadzą ludzie, którzy mają umrzeć młodo – napisał o swoim koledze Stanisław Mielech. Antoni Poznański zginął w katastrofie lotniczej pod Lwowem w 1921 r.

Najlepszy we wszystkim

Wojowanie (…) wydaje mu się przygodą – toteż co rusz doprasza się o wysłanie na zwiad obsadzanego odcinka frontu. Szybko przeto zyskuje opinię dobrego żołnierza i szczęśliwego dowódcy: z jego patroli wszyscy wracają cało, choć pod ogień trafiają nie raz. (…) zahartowany sportem organizm wytrwał (…) biedę bez szwanku. Nadal dowództwo najczęściej Wacka wyznaczało na zwiady. – Wytrenowany, bystry – mawiali przełożeni – da sobie radę i jeszcze jeńca przyprowadzi. Dla rodu Kucharów, nie tylko zresztą dla nich, wojna stała się wydarzeniem osobistym i narodowym. Ich dotychczasowe życie – można by rzec – beztroskie i wypełnione radością płynącą ze sportu, nabrało nowych, zupełnie innych treści. Byli wszak Polakami i czekali na Polskę

Tak wedle opisu Jacka Bryla służył w wojsku podczas pierwszej wojny światowej Wacław Kuchar, jedna z najwspanialszych postaci polskiego sportu. W 1915 r. zdał w trybie przyśpieszonym maturę i powędrował na front. Zdarzało się, że dostawał przepustkę na kilkanaście godzin, aby przyjechać do Lwowa i rozegrać mecz. Potem natychmiast wracał i znowu był jednym z najlepszych żołnierzy. Trzeba pamiętać, że Wacław był tylko najbardziej znanym członkiem wspaniałej rodziny sportowej. Ludwik i Ludwika Kucharowie mieli sześciu synów, każdy był sportowcem. Walczyli na wojennych frontach, po odzyskaniu niepodległości zajmowali się organizowaniem sportu.

W 1920 r. Pogoń Lwów pojechała na Górny Śląsk rozegrać propagandowe mecze, które miały skłonić Ślązaków do opowiedzenia się za Polską w zbliżającym się plebiscycie. Lwowianie regularnie bili niemieckie drużyny. Polacy występowali z klubów niemieckich i wstępowali do polskich. Wacław grał w tych meczach, ale nie ograniczał się tylko do piłki nożnej. W Lipinach odbył się mityng lekkoatletyczny, gdzie sam wygrał dziesięć konkurencji. Wielu niezdecydowanych zapragnęło być Polakami, co było solą w oku Niemców. II Powstanie Śląskie wisiało w powietrzu. Starszy brat Wacława, doświadczony oficer Tadeusz odwiedzał sztaby i placówki powstańcze, szkoląc przyszłych powstańców.

Biały orzeł i biała gwiazda

Idealnym połączeniem żołnierza i piłkarza był Henryk Reyman, legenda krakowskiej Wisły. Miał siedemnaście lat, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa. Służył początkowo w poczcie polowej. Starał się dostać do Legionów Piłsudskiego, ale jego przełożeni w austriackiej armii nie wyrażali zgody. Walczył na froncie włoskim, a w listopadzie 1918 r. wstąpił jako ochotnik do Wojska Polskiego.

Jako żołnierz WP walczył o kształt granic odradzającego się państwa. W Nowy Rok 1919 r. wyruszył pod Lwów walczyć z Ukraińcami o Galicję Wschodnią. Bił się pod Gródkiem Jagiellońskim, raniony pod Przemyślem wrócił do Krakowa. Kilkanaście dni później był już pod Cieszynem, gdzie walczył z Czechami o Śląsk Cieszyński. W lecie brał udział w przygotowaniach do I Powstania Śląskiego, planował działania w rejonie Mysłowice-Janów-Bytom. Rok później stawił czoło nawale bolszewickiej, a na tym jeszcze nie skończyła się jego wojenna epopeja. Walczył także pod Bytomiem podczas III Powstania Śląskiego i po raz kolejny został ranny.

Polska odrodziła się, można było wrócić do gry. W pierwszych latach istnienia ligi Wisła Kraków została dwa razy z rzędu mistrzem Polski (1927-1928). Henryk Reyman w 1927 r. został królem strzelców z 37 golami, co do dzisiaj jest niepobitym rekordem. Dobrze rozwijającą się karierę trenerską przerwała II wojna światowa. Brał udział w kampanii wrześniowej, został ranny w bitwie nad Bzurą. Po wojnie pracował jako selekcjoner kadry narodowej. Prowadził drużynę jedynie w kraju, władza zabraniała mu wyjazdów za granicę. To on prowadził nasz narodowy zespół w pamiętnym meczu ze Związkiem Radzieckim 20 października 1957 r., kiedy wygraliśmy 2:1 po golach Gerarda Cieślika.

Ludzie ci żyli w pięknych, ale i bardzo trudnych czasach. Sport uprawiało się wtedy con amore, z pasją. Ideały kształtowane na boisku były kompasem moralnym dla ówczesnej młodzieży, dzięki której mogła odrodzić się Polska.


przeczytaj więcej o:
REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.