W dzisiejszy wieczór na Łazienkowskiej warszawska Legia będzie gościć Śląsk Wrocław. Jednym z ważniejszych zawodników rywala Legii jest Sebastian Mila. Były reprezentant Polski zapowiada, że choć w Warszawie będzie ciężko, to na pewno wraz z kolegami powalczy o korzystny rezultat.
Mila: Stać nas na zwycięstwo
Często wspominał pan w wywiadach, że w dzieciństwie kibicował pan Legii. Czasy się jednak zmieniły...
Sebastian Mila: Tak. Teraz to klub, który traktuję jak każdy inny. Nie odbieram go już w takich kategoriach jak kiedyś. Dziś jestem zawodnikiem Śląska, gram dla niego i myślę tylko o tej drużynie, o jej zwycięstwach.
Śląsk gra najlepiej ze wszystkich beniaminków – wygrywa zarówno u siebie, jak i na wyjazdach. Jeśli pokona Legię, wyprzedzi ją w tabeli. To jest wasz cel?
Faktycznie, Legia jest blisko. Wiemy, że stać nas na zwycięstwo. Jesteśmy jednak realistami, twardo stąpamy po ziemi. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Legia to trudny rywal, którego piekielnie ciężko ograć na jego terenie. Dlatego skupiamy się na sobie i postaramy się ugrać w Warszawie jak najwięcej.
Przed sezonem wydawało się, że będzie pan liderem Śląska. Dziś, konkurentów do tego miana ma pan przynajmniej kilku...
Bo my mamy po prostu silny zespół (śmiech). W każdym meczu inny zawodnik prowadzi nas do sukcesów. Silna i wyrównana kadra jest naszym największym atutem.
Wasz trener Ryszard Tarasiewicz to jedna z barwniejszych postaci w ekstraklasie. Jak ocenia pan współpracę z nim?
Ten facet jest po prostu OK (śmiech). Wszyscy mamy z nim dobry kontakt, każdy zna swoje miejsce, swoją rolę w drużynie. Jest sporo żartów, ale kiedy trzeba, trener potrafi znakomicie zmobilizować zespół. Powiem krótko: z takimi trenerami jak pan Tarasiewicz mógłbym pracować do końca piłkarskiej kariery.
Jak pan oceni swoją formę? Asyst zalicza pan sporo, ale goli przed wyjazdem z Groclinu do Austrii Wiedeń strzelał pan znacznie więcej...
Ja już nigdy nie będę takim piłkarzem jak kiedyś – gdy grałem w Groclinie. Wtedy miałem zupełnie inny styl – taki, do którego już nigdy nie powrócę. Chciałbym już o przeszłości zapomnieć. Boję się, że te czasy, gdy grałem w kadrze, już nigdy nie powrócą. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie jestem już gwiazdą. Gwiazdy są na niebie.
Skuteczność nie jest ostatnio pana atutem. W ostatnim meczu z Ruchem w Chorzowie nie wykorzystał pan sytuacji, o której sam pan powiedział: „teraz będę gwiazdą w Internecie”.
Tak, już bym o tym zapomniał, ale koledzy w szatni wciąż się śmieją i przypominają mi tamtą sytuację. Sam się śmieję, jak mogłem nie trafić z trzech metrów do pustej bramki. Jednak jest jeden pozytyw tej sytuacji. Gdy wróciłem do Polski, powiedziałem, że chciałbym zdobyć jakąś indywidualną nagrodę. I pewnie zdobędę... za kiks sezonu (śmiech).