Ariel Borysiuk - fot. Mishka
REKLAMA
REKLAMA

Borysiuk: Odrzuciłbym ofertę z Fulham

turi - Wiadomość archiwalna

"Nawet gdybym dostał teraz ofertę z zagranicznego klubu, to nie ma mowy o odejściu, bo dobrze się tu czuję. Mam dobrych partnerów i znakomity sztab trenerski. Chcę się rozwijać w Legii. Nie jestem jeszcze gotowy do wyjazdu pod względem sportowym, a także jeśli chodzi o komunikację" - mówi w rozmowie z LegiaLive! Ariel Borysiuk.



LegiaLive!: Podczas zgrupowania nie macie co liczyć na pobłażliwość Jana Urbana. Chyba jeszcze nigdy tak na was nie krzyczał?...
Ariel Borysiuk: Trener też jest człowiekiem i ma prawo się denerwować, gdy nam coś nie wychodzi. Nie możemy mieć do niego żadnych pretensji. Na trenerze ciąży na pewno dużo większa presja niż na nas, dlatego będziemy się starali robić wszystko, by denerwował się z naszego powodu jak najrzadziej. Zupełnie mi ta jego nerwowość nie przeszkadza.

Na obozach jesteś już starym wygą.
- Oczywiście nie ma już mowy o żadnej tremie. Zupełnie inaczej było dwa lata temu w Esteponie, gdy jako szesnastolatek debiutowałem na obozie. Trafiłem wtedy do drużyny z bardzo znanymi zawodnikami i nie wiedziałem, jak właściwie powinienem się zachowywać - czy mówić do nich po imieniu, a może per pan? Teraz z kolegami dobrze się już znamy i rozumiemy. Treningi także są inne - jestem starszy, silniejszy, więc i obciążenia są większe.

Wreszcie nie jesteś najmłodszy na obozie. Teraz kto inny nosi worki z piłkami.
- Tak, ale nie ma mowy o jakimś gnębieniu młodszych kolegów. Zresztą nie dzieli nas duża różnica wieku, a poza tym doskonale rozumiem ich sytuację, bo sam czułem się podobnie na początku mojej przygody z Legią. Pracujemy wszyscy razem i wszyscy razem odliczamy dni dzielące nas od startu ligi. Jesteśmy już głodni gry.

Gdy zaczynałeś grę w Legii mówiono o tobie "młody talent". Teraz chyba trochę stanąłeś w miejscu?
- Zgadza się. Gdy młody chłopak przychodzi do dużego klubu początkowo nie wywiera się na nim presji. Teraz zaczyna się ona pojawiać i trochę plącze mi nogi. Jeśli ktoś uważa, że mam talent, to bardzo mi miło i mogę zapewnić, że będę robił wszystko, by go nie zmarnować. Chcę osiągnąć wysoką formę i wywalczyć miejsce w pierwszym składzie.

Będziesz o nie rywalizował z Tomaszem Jarzębowskim. W zeszłym sezonie pomogło ci to, że "Jarza" leczył kontuzję. Teraz nie możesz być tak pewny swego?
- Nawet kiedy Tomek był kontuzjowany zdarzało się, że siadałem na ławce, bo taka była wizja trenera. Rywalizacja z "Jarzą" wychodzi mi na dobre. Na pewno nie jest tak, że wpadamy na siebie w szatni, rzucamy zdawkowe "cześć" i każdy idzie w swoją stronę. Często rozmawiamy, Tomek przekazuje mi różne uwagi i wskazówki.

Tak jak kiedyś Aleksandar Vuković?
- Dokładnie. Z Aco nadal mamy kontakt - kiedy tylko przyjeżdża z Kielc do Warszawy dużo rozmawiamy. To fajny człowiek i dobry piłkarz. Na pewno bardzo mi pomógł.

Wasza pozycja - defensywny pomocnik - nie pozwala wam błyszczeć.
- Kiedy zaczynałem grać w Legii "Vuko" powiedział mi, że ta pozycja jest najmniej wdzięczna ze wszystkich, ale nie mogę się tym przejmować. I nie przejmuję się - staram się wykonywać swoją robotę jak najlepiej. Zdarzają mi się jeszcze, normalne w moim wieku, wahania formy, ale nie widzę siebie w tej chwili na innej pozycji na boisku. Nie narzekam, choć ciężko defensywnemu pomocnikowi być gwiazdą.

Tymczasem twój najlepszy kolega, Maciek Rybus, jest regularnie powoływany do kadry.
- Maciek bardzo dużo umie, trafił do reprezentacji, a i w Legii gra więcej. Nie wiem czym to jest spodowowane, ale nie jestem o niego zazdrosny. Jest moim przyjacielem, życzę mu jak najlepiej i cieszę się, że mu się powodzi. Chciałbym iść w jego ślady, ale nim zacznę marzyć o kadrze, muszę prezentować równą formę w klubie.

Ile jest prawdy w tym, że mogłeś trafić do Fulham?
- To zwykłe plotki. Nawet gdybym dostał teraz ofertę z zagranicznego klubu, to nie ma mowy o odejściu, bo dobrze się tu czuję. Mam dobrych partnerów i znakomity sztab trenerski. Chcę się tu rozwijać. Nie jestem jeszcze gotowy do wyjazdu pod względem sportowym, a także jeśli chodzi o komunikację.

Ale przecież to właśnie wyjazd za granicę oznacza rozwój...
- Mam kilku kolegów, którzy grają w zagranicznych klubach, spotykamy się na zgrupowaniach kadry młodzieżowej, rozmawiamy i nie sądzę, by dobrze zrobili, wyjeżdżając z Polski. Niby są w klubach zagranicznych, ale grają głównie w rezerwach. Czy to tak duży rozwój? Moim zdaniem lepiej grać z doświadczonymi piłkarzami, od których można się wiele nauczyć. Wiadomo, że polska liga nie jest najlepsza, ale mam tu odpowiednie pole do rozwoju.

Jakie są twoje plany na przyszłość?
- Sportowe są jasne: chciałbym od pierwszej kolejki prezentować dobrą formę i grać w podstawowym składzie. Prywatnie niestety zawaliłem szkołę i już wiem, że był to błąd. Zrozumiałem, że jest mi ona potrzebna, chcę zdać maturę i to będzie mój priorytet. Będę musiał tak to pogodzić, by szkoła nie kolidowała z treningami i meczami. Mam nadzieję, że koledzy mi w tym pomogą.

Rozmawiała Mishka


przeczytaj więcej o:
REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.