Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Korea? Mało atrakcyjna

poniedziałek, 25 lutego 2002 14:50
Wojciech Kowalczykźródło: Przegląd Sportowy

- Trzy bramki w jednym meczu - to nie zdarza się często nawet Wojciechowi Kowalczykowi.

- Do dwóch goli się przyznaję, bo zdobyłem je po rzutach karnych, więc raczej nie jest trudno wskazać strzelca. Natomiast przy pierwszej bramce... No cóż, nie widziałem jeszcze powtórek telewizyjnych, więc nie mam pewności - wyjaśnia "Kowal". - Ruszyłem równocześnie z obrońcą. Nie wiem, czy to ja uderzyłem piłkę barkiem, czy też odbiła się od rywala. Jeśli jednak zaliczycie mi to trafienie, to nie będę robił problemów.


- W jakich sytuacjach sędzia podyktował "jedenastki"?

- To były dwie dwójkowe akcje, za każdym razem rozgrywałem piłkę z Radkiem Michalskim. Zresztą przy pierwszym karnym arbiter popełnił błąd, że zagwizdał, bo piłka odbiła się od ręki obrońcy, ale Radek momentalnie ją dobił. Spokojnie można było uznać tego gola. Co do "jedenastek", na razie w lidze wykorzystałem trzy z trzech. Raz zdarzyło mi się w Pucharze Cypru, że bramkarz był lepszy.


- Gole z karnych liczą się dla pana?

- Raczej tak, w końcu najwięksi piłkarze świata wykonują rzuty karne i się tego nie wstydzą.


- Skoro dwa karne zostały podyktowane po akcjach pana i Michalskiego, to kto naprawdę był bohaterem tego meczu?

- Szczerze mówiąc to... trudno wybrać. Tym bardziej, że nie graliśmy jakoś specjalnie pięknie. Rywale, mimo że zajmują dość odległe miejsce w tabeli, strasznie się postawili. Zresztą przed tygodniem pokonali lidera.


- Macie już tylko dwa punkty straty do lidera.

- Tak, gdybyśmy niedawno głupio nie zremisowali, teraz prowadzilibyśmy. APOEL najpierw pokonaliśmy sami, później ten zespół przegrał derby z Omonią. Już ich prawie mamy. Warto dodać, że jesteśmy też w półfinale Pucharu Cypru, więc mierzymy w dublet.


- Które miejsce w klasyfikacji strzelców pan zajmuje?

- Pierwsze, razem z jeszcze jednym gościem mamy po 12 goli.


- No to pewnie żałuje pan, że reprezentacja Polski opuściła już Cypr. Mógłby pan zagrać w jakimś meczu.

- Byłem na spotkaniu z Wyspami Owczymi. Na Irlandię Północną już nie pojechałem ze względu na przedłużoną transmisję ze skoków Adama Małysza. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że było to ważniejsze dla polskiego sportu wydarzenie.


- Gdyby pan dostał powołanie, to by pan inaczej mówił!

- Inaczej? E tam, medale olimpijskie Małysza to jednak coś wielkiego. Zresztą gdybym dostał powołanie na mecz z jakimiś Wyspami Owczymi, to nie wiem, czy tak bardzo bym się ucieszył. Na Irlandię to bym jeszcze pojechał, ale na Wyspy? Przecież ten zespół, który grał wtedy, w niczym nie przypominał naszej reprezentacji. Może ze czterech piłkarzy z niego ma szanse pojechać na mistrzostwa świata.

- Nie przyjąłby pan powołania na mecz z Wyspami?

- Tego nie powiedziałem. Musiałbym najpierw spokojnie porozmawiać z trenerem Engelem. Przecież wiadomo, że łatanie dziur to już nie dla mnie. Trochę meczów już mam za sobą. Są inni, którzy bardziej potrzebują gry w kadrze. Jak ma się na siłę kogoś powoływać, to chyba lepiej znaleźć jakiegoś ambitnego chłopaka w Odrze Wodzisław. Chodzi mi o to, że ja na mecze z Wyspami Owczymi po prostu się nie nadaję. To nie dla mnie.


- Chyba pan u trenera Engela w kadrze nie zagra.

- Nie liczę, że trafię nagle do reprezentacji. Wiem, jak trudno jest się w niej znaleźć. Poza tym chyba źle bym się czuł, gdybym pojechał na mistrzostwa świata, nie dokładając żadnej cegiełki do awansu. Trochę byłaby to niezręczna sytuacja. No i straciłbym wakacje, a te na pewno mi się przydadzą. Od razu dodam, że do Azji na urlop nie lecę. To mało atrakcyjny region.


Rozmawiał Krzysztof Stanowski

Podaj ten news dalej: