- Czy Martin Andermatt powiedział, dlaczego siedzi pan na ławce rezerwowych?
Paweł Kryszałowicz Nie usłyszałem od niego na ten temat ani słowa.
- Może uważa, że jest pan w słabej formie?
- Z jego słów wynika co innego. W miniony czwartek twierdził, że jestem w doskonałej dyspozycji i nie ma do mnie żadnych uwag. Jednak kiedy przyszło do ustalania składu na mecz z Greuther, znowu zabrakło dla mnie miejsca.
- To dziwne.
- Ja też nie mogę tego zrozumieć. Przecież trener Andermatt wie, że dobrze spisałem się w meczu reprezentacji przeciwko Irlandii. Strzeliłem w nim dwa gole. Mimo to nie mam pewnego miejsca w składzie. Bardzo zaskoczyło mnie, gdy w meczu z Duisburgiem w 63. minucie musiałem opuścić boisko. A przecież wypracowałem kilka sytuacji, stanowiłem zagrożenie dla bramkarza rywali. Dziennikarze byli zdziwieni decyzją trenera. Myśleli, że doznałem kontuzji.
- Może nie pasuje pan do koncepcji trenera?
- A przedtem pasowałem? Strzeliłem 14 goli, choć nie grałem w ataku, a byłem ofensywnym pomocnikiem. Wygląda na to, jakby trener stracił do mnie zaufanie.
- Bo nie strzela pan goli.
- Jak mam strzelać, gdy mało gram? W reprezentacji jakoś mi się udaje.
- Dzwonił pan do trenera Engela i radził się, co ma robić?
- Niedawno kontaktował się ze mną Edward Klejndinst. Powiedziałem mu, jak sprawa wygląda. O nic nie prosiłem.
- Gdyby jednak selekcjoner skontaktował się z trenerem Andermattem...
- Po co zawracać głowę selekcjonerowi? Mam swojego menedżera i on będzie rozmawiał, jeśli w najbliższym meczu znowu nie zagram. Mam jednak nadzieję, że nie będzie potrzebna żadna interwencja, bo znajdę się w składzie.
- Zacznie pan szukać innego klubu, jeśli trener Andermatt znowu posadzi pana na ławce rezerwowych?
- Cena, jaką Eintracht za mnie ustalił, jest zaporowa (10 milionów marek - przyp. red.), trudno byłoby mi w tej chwili znaleźć nowy klub.
Rozmawiał Kazimierz Marcinek