- Lubi pan rolę jokera?
Marcin Żewłakow Nie bardzo, ale zaakceptowałem ją. Cieszę się, że gram w reprezentacji. Nawet dziesięć minut w meczu.
- Nie żal panu, że tak krótko?
- Proszę zobaczyć, jaka jest sytuacja bramkarza Jakuba Wierzchowskiego. Jeździ na wiele zgrupowań, a zagrał dopiero w dwóch meczach. Jestem pewien, że jest tak samo dumny z każdej minuty na boisku jak ja.
- Ale zgadza się pan z tym, że lepiej wypadał pan wchodząc na boisko z ławki.
- Tak jakoś się złożyło. Ale umiem grać od początku. W klubie występuję przecież w całych meczach.
- W Mouscron zamiast strzelać gole, wypracowuje pan bramki kolegom. W reprezentacji też mógłby pan grać w ten sposób?
- Trudno powiedzieć. W klubie praca jest cięższa, bo grają tu na pewno słabsi zawodnicy niż w reprezentacji Polski. W reprezentacji nie ma takiej potrzeby, by grać jednym wysuniętym napastnikiem. Poza tym każdy trener dostosowuje taktykę do jedenastu ludzi, którymi dysponuje. I to oni stanowią o sile drużyny, a nie poszczególni gracze.
- Selekcjoner twierdzi, że przerasta pan swoich kolegów z reprezentacji...
- Tak powiedział? Chyba jeszcze nie. Na pewno czeka mnie dużo pracy, ale tego się nie boję. Po prostu dużo trenuję, pracuję nad sobą. Jak coś nie wychodzi, zaciskam zęby i biorę się do roboty. Nie jestem z tych, co narzekają.
Engel o Marcinie:
- Nie przeznaczyłem mu roli jokera. Po prostu był słabszy od napastników, którzy grali w pierwszym składzie. Ale widzę, że to powoli zaczyna się zmieniać i kto wie, czy niedługo Marcin nie będzie numerem jeden. Jego atuty to celny i mocny strzał na bramkę z obydwu nóg, dobre zastawienie się i przyjęcie piłki z przeciwnikiem na plecach. Nie traci piłek i jest dobry w sytuacjach jeden na jeden. Ale by być jeszcze lepszym, musi poprawić grę głową i być bardziej przebojowy - nie bać się minąć dwóch, trzech zawodników.
Rozmawiał Marcin Grzywacz