Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Ładny i ważny

czwartek, 7 marca 2002 13:30
Jacek Magieraźródło: Przegląd Sportowy

- Czy gol zdobyty w meczu z Amiką to najładniejsza pana bramka w barwach Legii?

Jacek Magiera: Na pewno jeden z najładniejszych. Uderzyłem piłkę bardzo czysto. I wpadła pod poprzeczkę nie ocierając się o nikogo. Grzesiek Szamotulski nie miał najmniejszych szans na skuteczną interwencję. A była to bramka nie tylko ładna, ale i bardzo ważna, bo wyrównująca. Pozwoliła nam złapać wiatr w żagle i nabrać pewności siebie.


- Po spotkaniu z Amiką nie brakowało jednak głosów, że pańska bramka nie powinna być uznana.

- Nie przesadzajmy, uparł się tylko jeden człowiek, który od dłuższego czasu nie darzy naszego klubu sympatią. Starał się przekonywać opinię przez dwa dni, że gol został zdobyty nieprawidłowo. Także dlatego wielokrotnie oglądałem sporną sytuację. Czarek Kucharski rzeczywiście był na pozycji spalonej, ale stał co najmniej półtora metra od Szamotulskiego, a na dodatek wyraźnie z boku. Nie absorbował więc golkipera Amiki. Grzesiek nie był w stanie złapać piłki, bo nikt by jej nie złapał!


- O spornej sytuacji, korzystnej dla Wisły było ciszej w mediach. Czy pańskim zdaniem rzut karny należał się krakowianom w końcowych sekundach?

- To właśnie jest zastanawiające, że nagonka na naszych największych rywalki jest znacznie mniejsza. Nie chciałbym podważać decyzji żadnego arbitra, ale akurat Igor Sypniewski na pewno nie był faulowany. Być może rzut karny należał się Wiśle wcześniej, na dodatek krakowianie zmarnowali kilka naprawdę znakomitych okazji do zdobycia gola po akcji. W tak spornej sytuacji sędzia nie powinien dyktować jedenastki, na dodatek w ostatnich sekundach.


- Po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy jest pan pewniakiem w podstawowym składzie.

- Osiągnąłem już taki wiek, który predestynuje mnie do gry na dobrym poziomie. Dojrzałem jako piłkarz i człowiek. Okres zimowy przepracowałem bardzo solidnie, obyło się bez najmniejszych problemów zdrowotnych.


- Nie żałuje pan więc, że działacze Legii uparli się i nie zgodzili na transfer do Widzewa?

- Cieszę się, że zostałem w Warszawie i mam nadzieję, iż w rozgrywkach odnotujemy sukces. Łodzianom też jednak dobrze życzę. Mają ciekawy zespół, szkoda byłoby, gdyby drużyna z takimi tradycjami spadła z ligi.


- Zimą trenowaliście bardzo ostro. Czy nie za mocno? W pierwszej połowie spotkania z Amiką biegaliście w jednostajnym tempie.

- Na pewno jesteśmy znakomicie przygotowani pod względem kondycyjnym. Najlepiej widać to było w końcówce meczu z Amiką. Zwycięskiego gola zdobyliśmy przecież po dynamicznej akcji.


- Jesteście w stanie odrobić stratę do Wisły?

- Szanse są bardzo duże, dzielą nas przecież tylko dwa punkty. Wystarczy więc wygrać jeden mecz więcej, najlepiej ten bezpośredni. Niczego jednak nie będę obiecywał. Przez pięć lat nie udało się zrealizować najbardziej optymistycznych zapowiedzi. Lepiej zaatakować z zaskoczenia. Postępujemy obecnie podobnie jak Adam Małysz - koncentrujemy się wyłącznie na najbliższych zawodach.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: