Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Ustaląją strategię

czwartek, 7 marca 2002 13:35
Zbigniew Boniekźródło: Przegląd Sportowy

W środę wieczorem w Szwajcarii doszło do kolacji starych przyjaciół - Zbigniewa Bońka i Michela Platiniego. Wiadomo, że przed laty tworzyli duet niezapomnianych "stranierich" w Juventusie Turyn, który kroczył od sukcesu do sukcesu. Teraz są wpływowymi działaczami piłkarskimi.


- O czym chce pan rozmawiać z Platinim?

Zbigniew Boniek: A choćby o wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA, do którego kandyduje i Michel i nasz Michał Listkiewicz. Wybory w maju, ale już teraz trzeba zbadać grunt. Chciałbym, aby Polacy także znajdowali się w ciałach, gdzie coś się postanawia. Komitet Wykonawczy Europejskiej Unii Piłkarskiej to najważniejsze gremium piłkarskich działaczy na Starym Kontynencie. Składa się z czternastu ludzi - w tym z prezydenta UEFA, Szweda Lennarta Johanssona. Kadencja trwa cztery lata, z tym że co dwa lata wybieranych jest siedmiu członków. I właśnie o te siedem miejsc w maju stoczony zostanie wyborczy bój. Platini praktycznie ma zapewniony wybór, gdyż będzie kandydował w miejsce swojego rodaka Simoneta. Chcielibyśmy ustalić jednak jakąś większą strategię.


- Od czasów Rylskiego nie było naszego rodaka w Komitecie Wykonawczym UEFA.

- Niestety, a warto mieć ludzi na stanowiskach, tam gdzie zapadają decyzje, gdzie dzielone są pieniądze.


- Czy nie jest jednak tak, że Platini jest człowiekiem Seppa Blattera, prezydenta FIFA, do którego opozycyjnie nastawiony jest szef UEFA, Lennart Johansson?

- Wiadomo, że Michel pojawił się na scenie działaczy popierany przez Blattera. Jednak nie można mówić, że Platini to człowiek Blattera, czy kogokolwiek innego. Francuz to zbyt znacząca postać, aby być czyimkolwiek człowiekiem. Michel ma własne poglądy, własne pomysły na piłkę nożną.


- W czwartek w Szwajcarii będzie dyskutowana przyszłość europejskich rozgrywek. Puchar UEFA ma się upodobnić do Ligi Mistrzów. Też mają być rozgrywki grupowe!

- Wszystko na to wskazuje. Wielkie kluby chcą zminimalizować straty, w przypadku odpadnięcia już w pierwszej rundzie, na zasadzie rywalizacji mecz i rewanż.


- Pan i Platini byliście bohaterami europejskich pucharów, gdy obowiązywała ta zasada. I to były wspaniałe chwile - kibice do dziś wspominają dwumecz Widzew - Juventus z jesieni 1980 roku, kiedy to turynczycy zostali wyeliminowani po serii rzutów karnych.

- Tak, to piękne chwile, ale... futbol się zmienia. Gdyby tak dziś Juventus odpadł w drugiej rundzie Pucharu UEFA, to byłaby finansowa katastrofa. Proszę nie zapominać w jakim kierunku poszedł futbol. Czy tego chcemy, czy nie, w kierunku komercjalizacji. Kluby chcą zarabiać pieniądze i chcą zmniejszać ryzyko. Wiadomo, że od ćwierćfinałów - zarówno w Lidze Mistrzów, jak i Pucharze UEFA, musi jednak obowiązywać zasada mecz i rewanż, a nie rozgrywek grupowych.


- Czy ewentualny wybór prezesa Listkiewicza do władz UEFA umożliwi grę mistrza Polski w Lidze Mistrzów?

- Ależ skąd - może to zapewnić tylko lepiej zorganizowana liga polska, stojąca na wyższym poziomie sportowym. Ważna jest mentalność - zwyciężania, na nie narzekania. W Polsce, gdzie się rozejrzę, tylko malkontenci. Ludzie sfrustrowani nie mają czego szukać w Lidze Mistrzów.


- Jak pan ocenia pierwszą kolejkę naszej ekstraklasy po zimowej przerwie?

- Była ciekawa, padło sporo bramek, pojawiły się nazwiska, które przyciągają uwagę kibiców, jak choćby Matyska czy Wojciechowskiego. Kiedy dwa lata temu ten ostatni zawitał do Bayernu Monachium, to dziennikarze natychmiast domagali się jego powołania do kadry. Wojciechowski nie pograł sobie w Bayernie, ale dziś sympatycy futbolu chcą zobaczyć, co potrafi ten pomocnik. Matysek czy Wojciechowski wzbudzają emocje i o to chodzi! Niepokoi mnie co innego - zachowanie prezesów klubów. Jeden z nich podszył się pod lekarza, aby zasiąść na ławce rezerwowych - z tego miejsca chciał mieć baczenie na przebieg spotkania. Inny po decyzji arbitra krzyczał: "To zemsta PZPN-u". Jeszcze inny wydzwaniał do mnie i przed meczem twierdził: "Sędzia nas przekręci". Jak dzwonił do mnie, to zapewne i do dziennikarzy. I od razu wytwarza się psychoza, że coś jest nie tak...


- Szefowie klubów powinni dawać przykład.

- Owszem, a tymczasem zachowują się gorzej niż kibice. Kibiców zresztą rozumiem - stadion to nie kościół, mogą sobie pokrzyczeć, a nawet poprzeklinać. Jednak jeśli to czynią prezesi klubów, często członkowie władz PZPN, to coś jest nie tak.


- Będą wyciągnięte konsekwencje?

- A czy ja jestem od konsekwencji? Jak coś się dzieje nie tak, to od razu pyta się Michała Listkiewicza, Gienka Kolatora czy mnie: "Co na to prezesi?". A przecież nad ekstraklasą czuwa Departament Rozgrywek i Wydział Dyscypliny. A dopiero w dalszej kolejności Najwyższa Komicja Odwoławcza. Władze PZPN są od decyzji strategicznych. Kluby nie powinny narzekać na nasze działania - dwa lata temu był galimatias z prawami telewizyjnymi, mecze pokazywano w Canal Plus, Wizji, TVN, Telewizji Polskiej, a pieniędzy było mało. Teraz wszystko jest uporządkowane, a pieniądze są konkretne. Kiedy jednak doprowadziłem do umowy z Canal Plus, to pojawiła się śmieszna oferta Kinoweltu. Czy pan wie, co dziś dzieje się z tą firmą?


- Wycofała się z kilku klubów w Niemczech, co doprowadziło je do odebrania licencji i degradacji!

- I taki to poważny kontrahent, jak Kinowelt, był kontrpropozycją do mojego projektu...


- Co z reformą rozgrywek?

- Już słyszę, że jej dokonaliśmy. A tymczasem powstał projekt, który będzie konsultowany. 22 marca odbędzie się dyskusja na zarządzie, a ostateczne decyzje zapadną w maju. Wszystko po to, aby liga była ciekawsza i mocniejsza.


Rozmawiał Roman Kołtoń

Podaj ten news dalej: