- Czy zagrał Pan ponownie, dlatego że w Eintrachcie nastąpiła zmiana trenera?
Paweł Kryszałowicz: Nie odczułem tak tego. Wprost przeciwnie, wyglądało na to, że jeszcze gdy trenerem był pan Andermatt, wrócę do gry. Od ubiegłego poniedziałku tak mnie ustawiał na treningach, jakbym miał zagrać w pierwszym składzie.
- Miał Pan jednak kłopoty z poprzednim trenerem...
- Takie - nie wystawiał mnie na mojej pozycji. Grałem jako ofensywny pomocnik, kiedy ja sprawdzam się i strzelam gole jako napastnik. Teraz wracam do tej pozycji i dlatego też zdobyłem bramkę. Zmiana trenera zawsze na każdego wpływa pozytywnie, bo wyzwala większą mobilizację. Nam jednak nie pomogła aż tak bardzo, bo zremisowaliśmy.
- Czy Eintracht ma jeszcze szanse na awans do pierwszej Bundesligi?
- Będzie trudno o ten awans. Stratę mamy dużą [sześć punktów - przyp. ok.] i praktycznie musielibyśmy wygrać wszystkie mecze do końca sezonu. Ale jest to możliwe.
- Czy jeśli Eintracht nie wywalczy tego awansu, Pan zostanie w klubie?
- Nie chciałbym grać drugi sezon w 2. Bundeslidze. Mam kilka propozycji, ale nie mogę o nich na razie mówić.
- Miał Pan kłopoty w swoim klubie. Ma je również Pana partner z ataku reprezentacji Emmanuel Olisadebe. Czy słyszał Pan coś o tym?
- Słyszałem o Emmanuelu, wiem również, że z powodu kontuzji nie gra w Kaiserslautern Tomek Kłos. To trochę niepokojące, bo rytm meczowy każdy z nas powinien zachować. Ale mam nadzieję, że wszyscy wyleczą się albo wyjdą z kłopotów, tak jak ja.
Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski