- Jak panu udało się podpisać kontrakt z Anconą? Przecież czas transferowy we włoskim futbolu już się zakończył.
Marek Koźmiński: Wykorzystałem kruczek prawny. Pozwolił on na podpisanie mi kontraktu z Anconą do końca czerwca tego roku. Potem znowu będę piłkarzem Brescii.
- To znaczy został pan wypożyczony?
- O żadnym wypożyczeniu nie ma mowy. Po prostu podpisałem dwie umowy. Jedną z Anconą i drugą, obowiązującą od 1 lipca, z Brescią.
- To dosyć skomplikowane...
- Ale w mojej sprawie to jedynie skuteczny sposób, aby grać. Na pewno, gdyby nie mistrzostwa, na żadne takie "numery" bym się nie pisał.
- Brescia zgodziła się na takie rozwiązanie?
- Mam dobre układy z prezesem klubu. Wiedział, że nie chodzi mi o pieniądze, a tylko o to, aby grać. Poszedł mi więc na rękę.
- A nie byłoby prościej, gdyby panu zapewnił miejsce w drużynie?
- Musiałby wtedy zwolnić trenera, a tego zrobić nie zamierza.
- Za dwa tygodnie mecz z Japonią...
- Cieszę się z powołania do kadry. Myślę, że występy w reprezentacji oraz sześć-siedem spotkań ligowych wystarczy, abym był dobrze przygotowany do mistrzostw.
Rozmawiał Kazimierz Marcinek