Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Sami swoi

sobota, 16 marca 2002 12:22
Jerzy Engelźródło: Przegląd Sportowy

- Na mecz z Japonią powołał pan szesnastu "starych" kadrowiczów i siedemnastego "nowego" - Smolarka. Jest pan bardzo konsekwentny w... braku powołań dla takich zawodników, jak Radomski, czy Wichniarek.

Jerzy Engel: Nie po to prowadziłem selekcję, aby teraz dokonywać rewolucji. Dobre wyniki w eliminacjach pokazały, że obrałem słuszną drogę. Nie ma zresztą żadnej reprezentacji z sukcesami, która teraz - tuż przed mistrzostwami świata - pozwalałaby sobie na eksperymenty. W eliminacjach zagrało dwudziestu trzech zawodników - na pewno odpadnie trzech, czterech, a zatem wejdą nowi - trzej, czterej. To i tak będzie ogromna zmiana.


- Wichniarka skrytykował pan ostatnio za wypowiedzi. Czy nie ma już szans, aby załapał się na Mundial?

- Dla mnie problem Wichniarka nie istnieje. To nie jest piłkarz, który miałby się przebić do pierwszej trójki mojego rankingu. Jest pięciu, sześciu napastników, którzy walczą o miejsce za plecami Olisadebe, Kryszałowicza i Marcina Żewłakowa. Czy ktoś pojedzie na mistrzostwa w roli piątego czy szóstego napastnika, to nie ma większego znaczenia. Między Wichniarkiem, Żurawskim czy Sypniewskim jest tak niewielka różnica, że nikt nie popełni błędu, jeśli zabierze tego, czy innego napastnika.


- Bardzo ufa pan w swoje umiejętności selekcyjne, ale liczby mówią coś innego. Wichniarek ma na koncie 16 bramek, Kryszałowicz - 15 goli, Żewłakow - 10, a Olisadebe - 7.

- Gilewicz w ostatnich latach ma więcej niż oni wszyscy razem wzięci. I co z tego? To fajny, sympatyczny chłopak, ale w kadrze się nie sprawdził. Przy Olisadebe, Kryszałowiczu i Żewłakowie inni zawodnicy nie mają szansy zaistnieć. Być może podstawowym problemem Wichniarka, jeśli chodzi o reprezentację, jest fakt, że gdy dokonywałem selekcji, ten zawodnik nie łapał się w Arminii Bielefeld. Trudno mi w tym momencie stawiać na Wichniarka kosztem innych, a chciałbym wspomnieć jeszcze o mało patriotycznych wypowiedziach samego piłkarza. To nie przysporzyło mu splendoru, co odczuwam na spotkaniach z kibicami.


- A nie jest to tak, że nie lubi pan indywidualistów - ludzi, którzy mają swoje zdanie?

- Wichniarek to indywidualista, jak Cantona, czy Ginola, ale to nie znaczy, że każdy musi go kochać. Zresztą nie do końca potrzebny mi jest zawodnik z takim stylem gry, jak Artur.


- Jak daleko od wyjazdu na Mundial jest Andrzej Juskowiak?

- Bardzo daleko...


- Ilu musi strzelić bramek w Bundeslidze, aby 12 maja stawić się na zgrupowanie przed finałami mistrzostw świata?

- Tutaj nie chodzi o bramki, a o styl gry. Chodzi mi o to jak biega, jak się rusza, co wnosi do drużyny. Dziękuję mu za to co zrobił w eliminacjach - samo nazwisko Juskowiak powodowało, że dwóch obrońców koncentrowało się na jego osobie, a Olisadebe miał więcej miejsca.


- Sypniewski - w walce o miejsce na Mundial - ciągnie za koszulkę Żurawskiego?

- Nie, jest kilka metrów z tyłu. "Żuraw" już błysnął, ale na Sypniewskiego czekam - to piłkarz, który potrafi kreować grę, jest szybki, dysponuje znakomitym dryblingiem. Sypniewski w trudnym momencie może zdecydować o wyniku.


- Zna pan grekę, nie warto polecieć do Aten i osobiście porozmawiać z trenerem Markarianem na temat problemów Olisadebe w Panathinaikosie Ateny?

- Olemu może pomóc tak naprawdę tylko... sam Oli. Nikt nie ma szans na przekonanie trenera Panathinaikosu, aby "Emsi" grał.


- Trenera nie, ale zarząd klubu, bo to działacze ponoć ustalają skład "Wszechateńskich".

- No właśnie... Zresztą ci, którzy grają mają greckich menedżerów, a Olisadebe włoskiego. To są Grecy, oni mają zupełnie inną mentalność. Widziałem Emmanuela w meczu Ligi Mistrzów z FC Porto i to mi wystarczy.


- Co to znaczy wystarczy?

- "Oli" był najlepszy na placu!


- Umożliwił pan debiut Euzebiuszowi Smolarkowi w meczu z Irlandią Północną, teraz znów pan go powołał - czyim jest zmiennikiem?

- To chłopiec uniwersalny. W rozmowie ze mną stwierdził, że dobrze czuje się na bokach pomocy, a także w ataku. Wobec naszych problemów z zawodnikami grającymi na prawej stronie, jak Iwan i Karwan, jest realną alternatywą na tej właśnie pozycji. W tej rundzie Karwan zresztą jeszcze nie zaistniał, a Iwan też ostatnio ma problemy z mięśniami.


- Czy brak powołania na Japonię dla Zdebela oznacza, że jest definitywnie skreślony?

- Nie, definitywnie nie, ale w tej chwili mam inny pomysł na zestawienie drugiej linii. Tomkowi dziękuję za mecz z Cardiff. Gdy nie mogli zagrać Świerczewski i Kałużny, Zdebel i Arek Bąk walczyli w środku drugiej linii.


- Piotr Świerczewski mówi, że nie czuje, aby miał w pełni wartościowego dublera, kogoś kto mógłby go zastąpić.

- Nie interesuje mnie, co zawodnicy mówią o swoich dublerach. Zresztą na środku pomocy nie ma ryzyka. Weźmy Arka Bąka - prowadził grę w eliminacjach. Naturalnie się wykreował, zespół sam go zaakceptował. W rankingu przeskoczył Kukiełkę i był lepszy od Zdebela.


- Nie sądzi pan, że to śmieszne, iż zawodnik, który wywalczył z reprezentacją awans do finałów mistrzostw świata, decyduje się na trzymiesięczne wypożyczenie do średniaka drugiej ligi angielskiej (Birmingham gra w pierwszej lidze, ale najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii jest Premiership - przyp red.)?

- W naszej reprezentacji są dwie, trzy gwiazdy, a reszta to piłkarze o podobnej klasie, a wiele zależy od formy i od... menedżerów. Arek sam jest swoim menedżerem...


- Zaraz, zaraz, przecież sprawę Arka Bąka pilotował George McCarry...

- Ale nie jest jego menedżerem, tylko pomagał w tym wypożyczeniu. Jeśli nie ma stałej, sformalizowanej współpracy na linii zawodnik-menedżer, to trudno o transfer do poważnego klubu na poważnych warunkach. Proszę wziąć pod uwagę, jakie problemy miał Jacek Bąk w Olympique Lyon. Jego menedżerowie też nie potrafili mu pomóc, gdy nie występował w podstawowym składzie.


- Tyle, że w przypadku Jacka Bąka chodziło o zupełnie inne pieniądze.

- Zgoda, ale przecież z Polski wyjechał kilka lat temu i tym bardziej nie powinno być problemu ze znalezieniem pracodawcy.


- Pan parę środkowych obrońców, Hajto-Jacek Bąk poleca do takich klubów, jak Manchester United czy Liverpool?

- Panowie, oni nie są gorsi od duetu Henchoz-Hyppia, a na pewno lepsi niż Blanc-Johnsen.


- Zgadzamy się, ale gdzie miejsce dla kapitana reprezentacji, Tomasza Wałdocha.

- Nie o to chodzi, byłem pytany o obrońców w Anglii, a tam potrzeba na środku defensywny potężnych chłopów, po dwa metry wzrostu.


- Zastanawia się pan już, jak któremuś z tych trzech zawodników - Jacek Bąk, Hajto i Wałdoch - powiedzieć, że nie gra 4. czerwca przeciwko Korei?

- To normalne, na tym polega rywalizacja. W reprezentacji zresztą nie ma pierwszych rezerwowych. Dwudziestu trzech ludzi to zespół i zrozumienie tej maksymy to już sukces tej grupy ludzi.


- A co z Kłosem, który od kilku miesięcy nie gra w Bundeslidze, a otrzymał powołanie na mecz z Japonią?

- Jesteśmy z nim w stałym kontakcie i wiem, że fizycznie jest dobrze przygotowany. Teraz muszę się naocznie przekonać o jego dyspozycji. Czy można na tego zawodnika liczyć w kontekście mistrzostw świata, czy też nie. Pozostaje też pytanie, czy na pozycji prawego obrońcy mamy lepszego piłkarza niż nawet nie grający w klubie Kłos? Muszę rozwiązać ten dylemat.


- W ostatnich miesiącach nie grał też Koźmiński, ale aby występować przechodzi z Brescii do drugoligowej Ancony. "Koza" poradził sobie nawet z zamkniętym rynkiem transferowym we Włoszech. Sam zawodnik, piłkarski pragmatyk, podkreśla, że to niemożliwe, aby bez meczowego rytmu dobrze wyglądać w drugim, czy trzecim meczu mistrzostw świata.

- Tak, cieszę się, że Marek ma tę świadomość, iż musi znajdować się w grze. Jeśli Koźmiński co tydzień nie wybiega na murawę w walce o ligowe punkty, to odbija się to na jego dyspozycji.


- Czy to oznacza, że Kłos ma taki organizm, że nie musi występować stale, aby dobrze się przygotować do mistrzostw świata?

- Przed mistrzostwami będę miał piłkarzy przez dwadzieścia dni. Pewne korekty ich formy są możliwe. Też mam świadomość, czym jest turniej - zresztą nie jedziemy do Korei na dwa tygodnie, a chciałbym, abyśmy zostali tam przez miesiąc.


- Czy zabiera pan na mistrzostwa świata Adama Matyska?

- Zabieram. Na dziś jest trzecim bramkarzem w moim rankingu. Wcześniej Adaś był ranny, ale w tej chwili jest już w normalnej rywalizacji. Broni w polskiej lidze, chociaż było sporo przymiarek - czy to na Zachodzie, czy na rynku wschodnim.


- Jan Tomaszewski twierdzi, że nie ma pan prawa zabrać Matyska, że - obok duetu Dudek-Majdan - powinien jechać Liberda, bądź Kowalewski.

- Nie słyszałem, nie czytałem... Z drugiej strony Janek Tomaszewski jest naszym flagowym reprezentantem, jego zdanie zawsze się liczy, ale w tej kwestii pozostanę przy swoim.


Rozmawiali Roman Kołtoń i Mateusz Borek

Podaj ten news dalej: