Niedyspozycja Radostina Stanewa wymusiła występ Artura Boruca przeciwko Wiśle. Utalentowany legionista
nie był osłabieniem drużyny, natomiast w kilku sytuacjach pokazał, że jest
perspektywicznym bramkarzem. Artur jest zadowolony z piątkowego meczu.
-"Mecze na stadionie Legii to coś wyjątkowego. Znakomita jest oprawa spotkań,
kibice stwarzają gorącą atmosferę. Oczekiwałem, że będę się denerwować, a tymczasem
czułem dziwny spokój. Myślałem tylko o tym, by drużyna osiągnęła jak najlepszy wynik"- mówi
Boruc. Jaka jest recepta na to, aby udanie wskoczyć do pierwszego składu "wojskowych?
Artur zaleca cierpliwość i zdrową rywalizację.- "Przyszedłem do tego klubu w czerwcu 1999 roku. Do tej pory nie miałem żadnych szans
na grę w pierwszej lidze. Kiedy do Warszawy sprowadzono Radka byłem zrezygnowany.
Wiedziałem, że z drugiego stanę się trzecim bramkarzem. Z czasem dotarło do mnie jednak,
że rywalizacja powinna mnie zmotywować do pracy na wysokich obrotach. I tak się stało"- twierdzi
młody zawodnik Legii.
Boruc ceni sobie dobre kontakty z Wojciechem Kowalewskim. -"Wojtek dzwonił do mnie w
niedzielę, więc już wie o wszystkim. Gratulował.
Ja jemu też, bo debiut w Szachtarze miał bardzo udany. W poniedziałek ma być w
Warszawie, więc pogadamy dłużej"- mówi z usmiechem na twarzy, bramkarz Legii.
Boruc zadowolony
poniedziałek, 18 marca 2002 01:38
Jacek Filipiukźródło: Gazeta Wyborczana podstawie: Gazeta Wyborcza