- Czy mecz z Japonią jest najważniejszym sparingiem przed mistrzostwami świata?
Jerzy Engel: Jest bardzo ważny, ale nie najważniejszy. Tak ułożyliśmy gry kontrolne naszej drużyny, by zmierzyć się z czołowymi zespołami wszystkich kontynentów. W listopadzie graliśmy z Kamerunem, który potem został mistrzem Afryki. Teraz czas na Japonię, najlepszy zespół Azji. To szalenie trudny, niewygodny i wymagający rywal. Pokonali m.in. Ukrainę, Australię, zremisowali z Włochami i Brazylią, będąc od tych drużyn lepszymi. Chodzi mi w tym meczu, by reprezentanci Polski poznali ich sposób myślenia na boisku, poruszania się, grania, agresywności.
- Jakie znaczenie ma wynik tego meczu?
- Wynik każdego meczu ma dla nas ogromne znaczenie. Przede wszystkim psychiczne. Nie przegrywając, buduje się wzajemne zaufanie na boisku, wiarę we własne umiejętności, w to, że jest się mocną drużyną i trudnym przeciwnikiem. A my w ostatnich dwudziestu miesiącach przegraliśmy tylko raz, na Białorusi. Ta seria może tylko cieszyć.
- Na ile mecz z Japonią będzie odpowiedzią, jak zagrać z Koreą na mundialu za dwa miesiące?
- Meczu towarzyskiego nie można porównać z tym na mistrzostwach świata pod żadnym względem, a już na pewno agresywności. Ale oba zespoły mają wiele podobnych cech. Choćby wspomniana agresywność, zawziętość w grze obronnej, ścisłe pilnowanie rywali, poruszanie się po boisku, realizowanie zadań taktycznych. Grają także podobnym ustawieniem - systemem 3-5-2, z którego łatwo przechodzą na 5-3-2.
- Jakie są wady, a jakie zalety tego systemu?
- Podstawowa zaleta jest taka, że broni ośmiu zawodników, atakuje siedmiu. Gra takim systemem wymaga żelaznej kondycji i dlatego Japończycy mają w kadrze aż 30 zawodników, z których każdy jest gotowy do gry.
- Czym różni się styl gry drużyn azjatyckich choćby od tego, co pokazał Kamerun, który także grał trójką obrońców?
- Nawet twardzi piłkarze z Czarnego Lądu nie prezentują tak ścisłego pilnowania rywali, jak zespoły z Azji. Widziałem na Cyprze mecz mistrza Korei z mistrzem Polski Wisłą. Krakowianie gładko przegrali 0:2. Z zespołami z Azji ciężko jest dać sobie radę. Są bardzo zawzięci, przesuwają krycie tam, gdzie jest piłka, nie boją się gry kontaktowej. Nie odpuszczają. Taktycznie są bardzo dobrze przygotowani, do tego zdyscyplinowani, bo ich trenerem jest Francuz Troussier.
- Na mecz z Japonią powołał Pan niemal wszystkich, których chciał.
- Ale i tak nie wszystkich. Kontuzjowany jest Maciej Żurawski i w ogóle go z nami nie ma. Na zgrupowanie z urazami przyjechali Euzebiusz Smolarek i Kamil Kosowski. Smolarek ma skręcone kolano i jego występ w środowym meczu jest raczej wykluczony. Decyzję w sprawie Kosowskiego podejmą lekarze przed meczem. Ale szanse są małe. Po meczach ligowych poobijani byli Tomek Wałdoch i Piotrek Świerczewski. Ten drugi będzie gotowy na mecz w stu procentach. Co do Tomka to takiej pewności nie ma. Tak więc pech nas nie opuszcza.
- A jak Pan oceni tych, którzy właśnie wyleczyli urazy: Tomasza Hajtę, Jacka Zielińskiego, Bartosza Karwana.
- Są w różnej dyspozycji, ale chcę ich zobaczyć w meczu kadry. Wtedy powiem coś więcej.
- Czy w środę zagrają wszyscy powołani, w tym trzech bramkarzy?
- To niemożliwe, ale wszyscy muszą się przyzwyczajać do tego, że na mundialu na ławce rezerwowych także będzie po 23 zawodników. Kiedyś było 18, pięciu szło na trybuny. Teraz to się pozmieniało. Siedzieć będzie dwunastu, zagra część.
- Na ile skład z meczu z Japonią powtórzy się za dwa miesiące w Korei?
- Do mundialu zostało niewiele czasu, ale wiele się może jeszcze wydarzyć, zmienić. Chciałbym jak najmniej zmieniać ustawienie zespołu. To już nie czas na eksperymenty.
- W kwietniu mecz z Rumunią w Bydgoszczy. Kto, Pana zdaniem, jest lepszy - Japonia czy Rumunia?
- To są dwa znakomite zespoły, ale grają w piłkę zupełnie inaczej. Nie da się tego porównać. O Japończykach mówi się, że na mundialu mogą być "czarnym koniem". My również jesteśmy w gronie drużyn, które mogą sprawić niespodziankę. Rumunii zabraknie w Azji, dlatego ma coś do udowodnienia.
Rozmawiał Robert Błoński