Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Stres po porażce

piątek, 29 marca 2002 10:42
Zbigniew Boniekźródło: Przegląd Sportowy

- Czy na towarzyskie spotkanie z Japonią karty wstępu nie kosztowały zbyt drogo?

Zbigniew Boniek: Nie ma prezesa, czy wiceprezesa federacji w Europie, który podejmuje decyzję w sprawie cen biletów na mecze. Przygotowują to komórki administracyjne, a decyzja zapada na posiedzeniu prezydium PZPN. Nie wiem z czego urwał się redaktor Polkowski, który używa słowa "marketing", a nie zna jego znaczenia. Gdyby to ode mnie zależało, to kibice wchodziliby na mecze za symboliczną złotówkę.


- Mecz z Japonią zaczął się o godzinie 16.15 - nie za wcześnie?

- Aby doprowadzić do tego meczu, trzeba było wielu zabiegów. Pokrycie kosztów przyjazdu Japonii zależało od pory rozegrania spotkania. Firma UFA zgodziła się nam pomóc, ale w zamian musiała sprzedać prawa telewizyjne do Japonii. Tam mecz i tak zaczął się po północy.


- Japonia była dla nas niezwykle cennym rywalem, biorąc pod uwagę mecz z Koreą Południową, od którego rozpocznie się nasza przygoda w finałach mistrzostw świata.

- Dokładnie - a wcześniej słyszałem głosy, że wiosną gramy ze słabymi przeciwnikami. Japonia okazała się wcale nie tak słaba. Podopieczni francuskiego trenera Troussiera poruszali się po boisku w Łodzi, jakby znajdowali się na szachownicy, grali w sposób niezwykle zdyscyplinowany.


- Górski w 1974 roku postawił na młodych - Szarmacha i Żmudę, Gmoch w 1978 na Bońka, Nawałkę i Iwana, Piechniczek w 1982 roku na Buncola i Matysika. Czy naszej drużynie nie brakuje świeżej krwi?

- Stop, stop, stop... Poruszamy tę kwestię po porażce z Japonią. Od półtora roku - nie licząc meczu z Białorusią - nie przegraliśmy żadnego meczu. Nie przeżywaliśmy stresu z tym związanego, nie musieliśmy analizować porażki. Nie dziwię się dziennikarzom, którzy po wygranych spotkaniach wynoszą piłkarzy i trenera pod niebiosa, a po przegranych szukają słów krytyki, sięgając choćby po porównania. Odzwyczailiśmy się od porażek. Ta z Japonią przyszła niespodziewanie, ale zarazem zmusza do przemyśleń i analiz. To jednak zadanie Jurka Engela, a nie moje. Dotychczas zawsze doskonale sobie z tym radził i mam nadzieję, że teraz będzie podobnie.


- Trener Engel może zresztą spokojnie pracować, ponieważ PZPN podpisał z nim nowy kontrakt.

- Z tym nigdy nie było problemu. Umowa zresztą została podpisana jakiś czas temu i zdeponowana w PZPN. Jurek po eliminacjach mistrzostw świata chciał mieć jasną sytuację. Nie było żadnych problemów, aby ten temat rozwiązać - z korzyścią dla obu stron.


- Piłkarze nie grają w klubach, a mają miejsce w reprezentacji. Jest kilka innych kwestii, kilka innych znaków zapytania...

- Od kwestii personalnych jest trener Engel. Publicznie naprawdę nie chcę się na ten temat wypowiadać. Jeśli nawet targają mną jakieś wątpliwości, to mogę o nich porozmawiać z selekcjonerem przy kawie. Z trenerem Engelem dobrze nam się pracowało i mam nadzieję, że dalej tak będzie. Na pewno zmieniły się warunki zewnętrzne. Łatwiej odbijać się od dna i dochodzić do pewnego poziomu, niż się na nim utrzymać. Dziś mamy do obrony jakąś pozycję, do której - pod względem sportowym - doprowadził nas Engel. Mam nadzieję, że to się uda, a może nawet zaatakujemy, aby wznieść się na jeszcze wyższy poziom.


- Przy okazji meczu w Łodzi, pojawiło się wielu działaczy klubów. Padły głosy, że licencje mają dobić kluby.

- Ależ skąd! To jakieś nieporozumienie. Mam nadzieję, że licencje nikomu nie pozwolą zginąć. Chcemy, aby licencje spowodowały, iż kluby staną się zdrowsze i mocniejsze. Kierownictwo związku w najbliższym czasie spotka się z wicepremierem rządu i ministrem finansów, Markiem Belką, chcąc przedyskutować kwestię oddłużenia klubów. Proszę mi wierzyć, że nikt nie chce wprowadzić licencji, aby jakiś klub zniknął z piłkarskiej mapy. Licencje to w przyszłości lepsza piłka, wyższy poziom, lepszy spektakl. Do tego dochodzi marketing, ale na tym lepiej zna się redaktor Polkowski...

Podaj ten news dalej: