Nawet najstarsi piłkarze warszawskiej Legii nie pamiętają kiedy ostatni raz wiosenna runda była tak udana. Dotychczasowe wyniki pozwalają jednak żywić nadzieję, że po rocznej przerwie tytuł mistrza Polski przypadnie drużynie z Warszawy. Tomasz Sokołowski, który od sześciu lat reprezentuje legijne barwy, dość ostrożnie wypowiada się na temat szans zespołu.
- Co roku stajemy przed szansą zdobycia mistrzostwa - analizuje "Sokół". - I za każdym razem brakuje nam umiejętności, konsekwencji i szczęścia, przede wszystkim wyrównanej i solidnej gry przez cały sezon. Gry bez głupich wpadek z potencjalnie słabszymi zespołami. Wielką sztuką jest wygrywanie, gdy jest się w słabszej dyspozycji.
- W pana kolekcji brakuje najcenniejszego trofeum.
Tomasz Sokołowski: W Legii dwukrotnie zdobyłem wicemistrzostwo, Puchar Polski i Superpuchar. Z kolegami grałem w europejskich pucharach. Dotychczas nie udało nam się stanąć na najwyższym stopniu. Legia jest bardzo specyficzną drużyną. O jej wynikach decyduje postawa wszystkich członków zespołu. W poprzednich latach Polonia Warszawa, a wcześniej ŁKS, zdobywały mistrzostwo, ale w kolejnych sezonach mogliśmy przekonać się o prawdziwej wartości tych zespołów. Legia zawsze walczy o najwyższe laury i od lat należy do najsilniejszych drużyn ligi.
- Latem zdecydował się pan opuścić Łazienkowską choć trener widział w panu lidera zespołu.
- Trener Dragomir Okuka był piłkarzem i doskonale rozumie realia. Nie był zatem zdziwiony moją decyzją. Wiosną, zeszłego roku pokazałem się z dobrej strony i mając propozycję wyjazdu do Izraela postanowiłem skorzystać z oferty. Oglądam telewizję i zdawałem sobie sprawę z sytuacji jaka panuje w tym kraju. Również przedstawiciele Maccabi Netania obserwowali mają grę bezpośrednio na Łazienkowskiej. Żadna ze stron nie podejmowała decyzji w ciemno, jednak po dwóch miesiącach przygotowań, szkoleniowiec izraelskiego klubu zmienił koncepcję. Okazało się, że jestem niepotrzebny, mimo że miałem już podpisany kontrakt. Nie chcąc spędzać czasu na ławie, postanowiłem wrócić do Legii. Trener Okuka, mimo że nie widział mnie w trakcie przygotowań do sezonu, podał mi rękę włączając do składu zespołu.
- Kiedy Sokołowski ponownie stanie się dla kibiców "Sokołem"?
- Z sympatią kibiców bywa różnie. Gdy drużyna wygrywa, wszystko jest w porządku. Gorzej gdy maszyna nieco się zatnie. Na piedestale są zawsze ci, którzy zdobywają bramki lub bronią silne strzały. Jako skrajny pomocnik gram na bardzo newralgicznej pozycji. Odpowiadam za dogrywanie piłek i ostatnie, otwierające drogę do bramki podanie. Reszta zależy już od napastników. Dotychczas w każdym sezonie zdobywałem średnio pięć bramek.
- Jaki nastrój przed piątkowym derby?
- Jestem przekonany, że wygramy. Na Konwiktorskiej zawsze rozgrywamy dobre mecze, ale brakuje nam skuteczności i szczęścia. Na Łazienkowskiej nie zwykliśmy tracić punktów. Szczególnie przykre były porażki z przed dwóch lat, ale pozostałe mecze kończyły się przeważnie zwycięstwami Legii. Polonia gra bardzo dobrze w defensywie, ale to my strzelamy najwięcej bramek w lidze. Każde zwycięstwo przybliża nas do upragnionego celu. Meczów ubywa - punktów przybywa. Pozostało już zaledwie sześć kolejek. Wszystko leży w naszych głowach i... naszych nogach.
- Czy w meczach z Polonią zdobywał pan już bramki?
- Pamiętam tylko jedną. Byłem wtedy jednak piłkarzem Stomilu, a poloniści walczyli o awans do pierwszej ligi.
Rozmawiał Piotr Wojciechowski