- W pierwszej połowie niedzielnego meczu zagrał pan słabo i na dodatek tylko kilka minut. W drugiej nastąpiła większa mobilizacja?
Tomasz Cielebąk: Byłem tak samo nastawiony. Po prostu w pierwszej odsłonie złapałem w ciągu minuty dwa faule i musiałem bardzo uważać. Grałem za ostrożnie, więc trener zdjął mnie z parkietu. Powiedział mi jednak przed rozpoczęciem drugiej połowy, abym się dobrze rozgrzał, bo da mi szansę. Chyba ją wykorzystałem?
- Mecz był bardzo nerwowy. Sporo uwag było do sędziów. Pan z zawodników Legii był jednak najbardziej opanowany.
- Po co dyskutować z sędziami? I tak się nic nie wskóra. Kibice, dziennikarze mają swój rozum i potrafią ocenić, czy decyzja sędziów była słuszna, czy nie.
- Jednak i panu odgwizdano faul umyślny za zagranie na Michale Hlebowickim.
- To przypadek. Znamy się dobrze z Michałem i na pewno nie chciałem mu zrobić krzywdy. On po prostu ruszył mocno do przodu. Ja się lekko cofnąłem, ale i tak odbił się ode mnie. W normalnej sytuacji sędzia nie odgwizdałby faulu umyślnego. Tym razem jednak, moim zdaniem, zrobił to, by uspokoić grę. W tym momencie walka szła między zespołami "na noże".
- W pierwszej rundzie play off trafiacie na Prokom Trefl Sopot.
- Wolę grać z nimi niż ze Śląskiem Wrocław. Sopocianie mają trochę problemów z kontuzjami. Przede wszystkim do końca sezonu nie zagra u nich Joe McNaull. Cały czas jednak mają bardzo silny skład. Myślę, że trochę krwi im napsujemy.
Rozmawiał Marcin Kadra