W reprezentacji szczególnie ostra będzie rywalizacja o środek obrony. Na dwa miejsca kandyduje czterech znaczących piłkarzy, o ogromnym doświadczeniu w reprezentacji: Tomasz Wałdoch (70 meczów w drużynie narodowej), Jacek Zieliński (50 A), Tomasz Hajto (42 A) i Jacek Bąk (35 A). W trakcie eliminacji miejsce na środku defensywny wywalczył Hajto, ale ostatnio miał trochę problemów w FC Schalke 04 Gelsenkirchen. Z kolei selekcjoner, Jerzy Engel wystawił "Gianniego" z Japonią od pierwszej do ostatniej minuty, a w pierwszej połowie u jego boku występował Wałdoch, podczas gdy w drugiej Bąk.
- Jak opisałby pan swoją obecną sytuację?
Tomasz Hajto: Proszę nie zapominać, że jestem po dłuższej kontuzji. Jednak i tak wchodziłem w dwóch poprzednich meczach w trakcie drugiej połowy. W Bremie trener Huub Stevens delegował mnie na boisko już w przerwie, abym pomógł zespołowi w trudnej sytuacji. Nawet strzeliłem gola, ale sędzia nie uznał tej bramki...
- Nikt nie może twierdzić, że jest pan "częstym rezerwowym"...
- Przecież w pierwszej rundzie rozgrywek byłem najrówniej grającym piłkarzem Schalke - zbierającym najlepsze noty w fachowym magazynie "Kicker". Jeśli teraz nawet trochę posiedzę na ławce, to będę mógł się skoncentrować na meczach reprezentacji. Rozmawiałem z trenerem Stevensem o mojej obecnej sytuacji w Schalke. Holender oświadczył, że ma respekt do mnie i nie wystawiał mnie jedynie ze względów taktycznych. A i to jedynie w trzech spotkaniach. W pierwszej rundzie sezonu 2001/2002, licząc spotkania w Bundeslidze, Pucharze Niemiec i Champions League, wystąpiłem w 26 meczach! W poprzednim sezonie z 34 spotkań o punkty, zaliczyłem 32. Dwa razy pauzowałem za kartki. Zagrałem również w sześciu meczach Pucharu Niemiec. Gdyby doliczyć do tego mecze w reprezentacji, to wyjdzie, że przed kontuzją, w półtora roku, zaliczyłem ponad 70 spotkań!
- Może ostatnio w klubie zaszkodziło panu, że w Łodzi przeciwko Japonii występował pan 90 minut.
- Stevens był zły, nie ma co ukrywać. Jednak w innych meczach reprezentacji też grałem po 90 minut i jakoś nie było problemów w klubie. Ba, z Tomkiem Wałdochem stawialiśmy się w Schalke i byliśmy najlepsi w meczach Bundesligi. Trener Jerzy Engel uznał, że w Łodzi potrzebuję gry w całym spotkaniu. Miał swoje przemyślenia i dobrze mnie wyczuł. Po kontuzji potrzebowałem praktyki gry...
- Spotkanie w reprezentacji kosztowało sporo sił, a Stevens wolałby, aby pan te siły zachował na końcówkę Bundesligi.
- Cóż, teraz najważniejszy jest mecz z Rumunią. Myślę o tym spotkaniu bez przerwy, na tym się koncentruję. Chcemy wygrać, aby znowu zapanowała atmosfera spokojnej pracy - niesłychanie zależy nam na tym. Chcemy pokazać, że porażka z Japonią to była tylko wpadka. Nie ma co robić afery z jednej przegranej, nie ma co pomstować. Trener na pewno zdecyduje się na jakieś rotacje w składzie. Pojawiają się nowi zawodnicy. Niedawno pokazał się Smolarek, teraz szansę zapewne otrzyma Żurawski. O nich upominała się prasa i zaistnieli w kadrze. Ja też przeżyłem swoje. Byłem w reprezentacji, później na kilka meczów wypadłem, następnie siedziałem na ławce... Jednak nie płakałem - zaufałem szkoleniowcowi, a z kolei Engel zaufał mi.
- W trakcie eliminacji w podstawowej jedenastce zagrał pan od czwartego meczu - z Norwegią w Oslo.
- I zostałem już do końca eliminacji... A wskoczyłem do składu, ponieważ kontuzji doznał mój kolega z Schalke, Tomasz Wałdoch. Kibiców tak naprawdę nie interesuje, kto występuje - czy ja, czy Wałdoch, czy też gramy razem. Nasz ból nie obchodzi fanów - ból związany z zajmowaniem miejsca na ławce rezerwowych. Sympatycy reprezentacji będą zaciskali kciuki za wyjście z grupy. Ktoś będzie rezerwowym, na pewno będzie trochę niezadowolonym, ale taka jest piłka nożna.
- Rola rezerwowego jest jednak... trudna.
- W tej reprezentacji prawie każdy siedział na ławie. Mnie to zmusiło do jeszcze większego zaangażowania. Byłem potwornie zmobilizowany, aby udowodnić swoją wartość. I udało się! Siła naszej drużyny to także organizacja gry. Nie biorę się za to, czego nie potrafię. Nie biegam, jak dzik do ataku. To wpoił nam Engel - wszystko jasno powiedział, narysował, przedstawił.
- Jak tu powiedzieć panu czy Wałdochowi - na mistrzostwach świata proszę na ławkę rezerwowych, ponieważ są jeszcze Jacek Bąk i Jacek Zieliński.
- Spokojnie - jest wiele wariantów. Koźmiński może grać za Żewłakowa, ja lub Jacek Bąk za Kłosa. Chyba dobrze, że w obronie trener Engel ma taki wybór? Lepszy dobrobyt, niż niedostatek. Reprezentacji potrzebna jest rywalizacja. Szkoda, że do linii pomocy nie ma tylu wartościowych kandydatów...
- W Korei para środkowych obrońców będzie z Schalke, czy też Jacek Bąk zagra z któryś z was?
- Może to zależeć od przeciwnika. To się wszystko zmienia, tasuje... Jeszcze niedawno Jacek Bąk nie grał w Lyonie. Teraz jest liderem we Francji w barwach Lens. Ostatnio ja miałem kontuzję.
Rozmawiał Roman Kołtoń