Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wszystkiego nie pokażemy

środa, 17 kwietnia 2002 14:55
Jerzy Engelźródło: Przegląd Sportowy

- Panie trenerze, przed panem i piłkarzami już przedostatni sprawdzian przez wyjazdem na światowe finały.

Jerzy Engel: Tak było ułożone, tak było planowane od początku. Żeby sprawdziany marcowy i kwietniowy były najtrudniejsze - pomogły wykazać nasze wszystkie potrzeby, niedociągnięcia i słabości.


- W szesnastym dniu sierpnia 2000 roku zremisowaliśmy w Bukareszcie z Rumunią 1-1. W biało-czerwonych barwach niezwykle udanie zadebiutował Emmanuel Olisadebe zdobywając wyrównującego gola. Po zakończeniu tamtego spotkania wręcz tryskał pan optymizmem.

- Tak, bo przecież Rumunii cieszyli się określoną renomą jako ćwierćfinaliści mistrzostw Europy. My natomiast po dwóch tygodniach rozpoczynaliśmy eliminacje mistrzostw świata. Teraz zagramy bez Olisadebe. Czasami nawet absencja tej klasy zawodnika bywa czymś pozytywnym. Na boisku będą dłużej przebywali ci, którzy z reguły muszą czekać na swoje wejście za "Emsiego".


- Dzisiaj to nie ta sama Rumunia. Prowadzona znów przez słynnego Anghela Iordanescu niedawno pokonała naszych byłych grupowych rywali Ukrainę aż 4-1.

- Nie tylko nie ta sama Rumunia, ale... zdecydowanie groźniejsza. W tym momencie jest to idealny sparingpartner dla naszego zespołu. Z urażoną ambicją, bo nie zakwalifikował się do finałów, a także z nową generacją zawodników. Dlatego uważam, że ta konfrontacja będzie dla nas niezmiernie pożyteczna.


- Prawie przed rokiem, 25 kwietnia, na stadionie bydgoskiego Zawiszy doszło do remisu ze Szkotami 1-1.

- Był to niesłychanie twardy bój, który miał nas przygotować do wyjazdowego spotkania z Walią. Wiele się nauczyliśmy, dał nam bardzo dużo i co najważniejsze zaowocował wygraną w Cardiff.


- Do czerwcowych finałów już tak blisko, że zapewne - w przeciwieństwie do konfrontacji z Japończykami - nie musi pan jakoś specjalnie mobilizować zawodników?

- Przed ważnymi imprezami, takimi jak finały mistrzostw świata lub Europy żaden z zespołów nie rozgrywa pięknych meczów. Ekipy szykują formę na turnieje. Wystarczy chociażby przypomnieć, że reprezentacje prowadzone przez Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka były bardzo mocno krytykowane przed wyjazdami. Oczywiście z Rumunami będziemy chcieli zagrać trochę inaczej, bo zaczniemy sprawdzać nowe warianty, ale to nie znaczy, że pokażemy wszystko, co przygotowujemy na mistrzostwa świata.


- To już 25. mecz rozgrywany przez naszą reprezentację pod pańskim kierunkiem...

- No, tak - już dwudziesty piąty mecz. To sympatyczne i cieszę się bardzo, że spośród tych dwudziestu czterech najcenniejszy był oczywiście awans, ale warto także wspomnieć o trzynastu kolejnych występach bez porażki.


- Ponieważ jeszcze nawet pora roku sprzyja to z pewnością nie zapomniał pan o zabraniu słynnego płaszcza.

- Nie, na towarzyskie spotkania płaszcza nie zabieram. Wszystkie talizmany, swego rodzaju amulety są przygotowane na mecze mistrzowskie. Natomiast mam przy sobie zawsze papieski różaniec. To zupełnie coś innego - pozwala się wyciszyć i spojrzeć bardziej refleksyjnie na to wszystko, co się robi.


- Niezmiennie powtarzał pan, że reprezentacja Polski zawsze wychodzi na boisko z nastawieniem, by odnieść sukces. Tymczasem w Łodzi można było mieć poważne wątpliwości...

- Tak, dotychczas rozegraliśmy trzy mecze, podczas których osiągnięcie sukcesu było niemożliwe. Chodzi oczywiście o spotkanie z Białorusią w Mińsku, z Holandią w Lozannie i Japonią w Łodzi. Była widoczna różnica, na naszą niekorzyść, w szybkości, dynamice oraz agresywności. Ponadto zabrakło przedmeczowej koncentracji. Już to wielokrotnie przećwiczyliśmy, że zespół musi być odizolowany, skoncentrowany i wyciszony kilka dni przed meczem. Dopiero przy takich spełnionych warunkach możemy odnosić sukcesy.


Rozmawiał Maciej Polkowski

Podaj ten news dalej: