Piłkarska reprezentacja Polski przegrała w
środę drugie z rzędu towarzyskie spotkanie, tym razem z Rumunią
1:2. Zdaniem asystenta Jerzego Engela, Władysława Żmudy selekcja
do zespołu została już praktycznie zakończona.
"Selekcja może być praktycznie zakończona. Oczywiście, jeśli ktoś
w najbliższym czasie będzie się wyróżniał w swoim klubie, możliwe,
że otrzyma szansę gry w reprezentacji" - powiedział Władysław
Żmuda, czterokrotny uczestnik finałów mistrzostw świata.
"Do drużyny dołączył ostatnio Maciej Żurawski, ale prawda jest
taka, że dokooptowany może być jeszcze chyba tylko Euzebiusz
Smolarek. Z nim się sytuacja skomplikowała z powodu kontuzji i nie
wiemy, kiedy będzie zdolny do gry" - powiedział Żmuda.
Zdaniem drugiego trenera polskiego zespołu trudno przewidywać
jakiegoś zaskakującego powołania do składu na MŚ. "Nie, tej
niespodzianki raczej nie będzie. Czy ktoś jeszcze może liczyć na
powołanie? Proszę wskazać mi nazwiska zawodników, którzy mogliby
wzmocnić reprezentację. Obserwowaliśmy wielu piłkarzy z polskiej i
zagranicznych lig, ale stwierdziliśmy, że nie są oni lepsi od
obecnych kadrowiczów" - dodał.
48-letni Żmuda nie ukrywa jednak, że problemem części polskich
zawodników są kłopoty z wywalczeniem miejsca w klubowych
jedenastkach. "Brak miejsca w klubie odbija się na postawie
niektórych piłkarzy w drużynie narodowej. Zgadzam się, że Tomasz
Kłos nie prezentuje obecnie reprezentacyjnej formy. Również Tomasz
Iwan nie jest podstawowym zawodnikiem Austrii Wiedeń. Marek
Koźmiński miał problemy w Brescii, przeniósł się miesiąc temu do
drugoligowej Ancony, gdzie zaczął grać" - podkreślił.
- Po spotkaniu z Rumunią zdecydowaliśmy w gronie szkoleniowym, że
kilku zawodników, do momentu rozpoczęcia ostatniego zgrupowania,
dostanie specjalny indywidualny program treningowy. Specjalne
wytyczne część piłkarzy już otrzymała, a w tym gronie są m.in.
Kłos, Koźmiński, Świerczewski.
W środowym meczu przeciwko Rumunii w Bydgoszczy selekcjoner Jerzy
Engel zdecydował się na nietypowe ustawienie, z trójką obrońców. W
składzie zabrakło m.in. Piotra Świerczewskiego i Tomasza Wałdocha.
"W żadnym ze spotkań eliminacyjnych, ani towarzyskich nie
graliśmy trzema obrońcami. Okazało się jednak, zwłaszcza w
pierwszej połowie, że byliśmy za bardzo +rozciągnięci+. Przy tym
piłkarze nie prezentowali najwyższej formy fizycznej, zostawiali
zbyt wiele miejsca rywalom.
W porównaniu z bardzo dobrymi występami w eliminacjach, zawiodła
gra defensywna. Widać było dużą różnicę na niekorzyść w postawie
tej formacji. Takich błędów indywidualnych, po których tracimy
gole, jak teraz w meczach z Japonią i Rumunią, wcześniej nie
popełnialiśmy.
Piotr Świerczewski nie wystąpił, gdyż jest przemęczony. Zresztą
większość lig już kończy rozgrywki, zawodnicy grają mecze co trzy
dni i mają prawo odczuwać trudy sezonu. Natomiast nie zagrał
Tomasz Wałdoch, ponieważ chcieliśmy dać szansę Jackowi
Zielińskiemu. Od pierwszej minuty do gry przewidziany był Jacek
Bąk, ale na rozgrzewce złamał palec u ręki i musiał zastąpić go
Kłos" - powiedział.
W opinii Żmudy kadra szkoleniowa reprezentacji ma bardzo obszerny
materiał do analiz i dyskusji. "W piłce, tak jak w życiu, są różne
dni - lepsze i gorsze, kiedy wygrywa się, ale i przegrywa. Po
dwóch ostatnich meczach towarzyskich, z Japonią i Rumunią, sztab
szkoleniowy naszej reprezentacji ma duży materiał do rozważań i
dyskusji.
Zawodnicy też zdają sobie sprawą, że gra w MŚ jest dla nich
wielką szansą. Taka impreza jest tylko raz na cztery lata.
Eliminacje to już przeszłość, a teraz celem jest najlepsze
przygotowanie się do mistrzostw. A na mistrzostwach celem minimum
dla reprezentacji jest wyjście z grupy" - zakończył Władysław
Żmuda.
Władysław Żmuda: selekcja jest praktycznie zakończona
czwartek, 18 kwietnia 2002 15:36
źródło: PAP