Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wywiady za "kasę"

piątek, 19 kwietnia 2002 11:05
Piotr Świerczewskiźródło: Przegląd Sportowy

- Jest pan liderem drużyny narodowej, czy nie?

Piotr Świerczewski: No pewnie, że jestem! Również w tym znaczeniu, że gram w środku pola, tam gdzie w największym stopniu wpływa się na przebieg gry. Jestem często przy piłce, decyduję, czy przyspieszyć akcję, czy też zwolnić, zagrać na prawą stronę, czy też na lewą....


- Dlaczego nie wystąpił pan w meczu z Rumunią? Całe spotkanie spokojnie przesiedział pan na ławce rezerwowych...

- Miałem duży marker zmęczeniowy, co wykazały wtorkowe badania. W piątek wystąpiłem w spotkaniu Olympique Maryslia - Paris St. Germain. W pierwszej połowie nie czułem się za dobrze. Jednak w trakcie spotkanie przełamałem się. Wyglądałem jak należy i odnieśliśmy cenne zwycięstwo - dla naszych kibiców. Wiadomo, co znaczy w Marsylii wygrana z Paryżem. W sobotę, niedzielę i poniedziałek nie było wysiłku, a mimo to badania pokazały, że mój organizm nie jest przygotowany. Trener Jerzy Engel powiedział, że to wynik złego przygotowania do sezonu. To naprawdę jest możliwe - do Olympique Marsylia przyszedłem latem ubiegłego roku i zdążyłem przeżyć pięciu trenerów. Każdy miał inną koncepcję, każdy inaczej przygotowywał zespół... Ważne, że teraz wiem na czym stoję - na 40 dni przed Mundialem. Mecz ligowe we Francji mam dopiero w następny weekend. Zresztą w lidze francuskiej czekają mnie już tylko dwie kolejki. Przez najbliższe dwadzieścia dni muszę popracować nad przygotowaniem "tlenowym". Będę biegał w średnim tempie - po 20 minut, aby od początku zgrupowania przed mistrzostwami trenować już z pełnym zaangażowaniem. Przed meczem z Japonią również miałem słabe wyniki. I w trakcie pierwszej połowy odniosłem kontuzję. Teraz moja gra w Bydgoszczy również wiązała się z ryzykiem kontuzji. Owszem, małym, ale jednak. Jak małe było prawdopodobieństwo, że na rozgrzewce kontuzji dozna Jacek Bąk. A mimo to doznał!


- Przeciwko Rumunii na pana pozycji zagrali Tomasz Iwan i Arkadiusz Bąk. Właściwie wywiązali się z funkcji lidera?

- Ktoś musi być na boisku i decydować o koncepcji oraz tempie rozgrywania akcji...


- Dziennikarze jednak zgodnie uznali, że Iwan i Arek Bąk byli na boisku, ale zabrakło lidera.

- Francja też gra czasami bez Zidanea. Ktoś inny zajmuje jego miejsce, ktoś inny jest głównym rozgrywającym "trójkolorowych". To normalne...


- Chciał pan zagrać z Rumunią?

- Dlaczego nie? Nie mam prawa jednak nie wierzyć w wyniki badań i ich rezultaty. Człowiek, który ma mieć zawał, też nie zdaje sobie z tego sprawy. Można powiedzieć, że sam jestem rozczarowany wynikami moich badań. Mistrzostwa świata tuż, tuż. A będą to zapewne pierwsze i ostatnie mistrzostwa świata z moim udziałem. Dlatego zrobię wszystko, aby się odbudować motorykę.


- Jak pan przyjął przebieg gry i rezulatat spotkania z Rumunią?

- Nie załamuję się wynikiem kolegów. Porażka z Rumunią naprawdę nie świadczy o tym, że jesteśmy słabi.


- Przegraliśmy drugi mecz z rzędu...

- Panowie, spokojnie...


- Powiemy więcej - po zapewnieniu sobie awansu do finałów mistrzostw świata polegliśmy trzy razy - z Białorusią 1-4, z Japonią 0-2 i z Rumunią 1-2, zremisowaliśmy z Kamerunem 0-0, a tylko raz zwyciężyliśmy - z Irlandią Północną 4-1 (meczu z Wyspami Owczymi w "krajowym" składzie nie liczymy). Ten bilans nie nastraja optymistycznie!

- Przed eliminacjami mistrzostw świata również graliśmy słabo, a później zdobywaliśmy punkty. Jesteśmy drużyną, która potrafi się mobilizować na spotkania o stawkę. Tymczasem i z Japonią i z Rumunią, nie podjęliśmy walki. Rzadko oglądam spotkania z boku - z ławki rezerwowych, czy to w klubie, czy też reprezentacji. Teraz spokojnie mogłem przeanalizować spotkanie i zobaczyłem, że Rumunia to znakomity, technicznie, a zarazem agresywnie grający zespół. Aż miło było popatrzeć, jak walczyli, chociaż nie powinienem tak mówić jako Polak, ponieważ kilku moich kolegów zostało zniesionych do szatni. Kibice zapewne pamiętają, jak twardo walczyliśmy z Norwegią. Nikt nie odstawiał nogi z Białorusią, Ukrainą, Walią, czy też w Armenii. Wszystkie drużyny płakały po starciach z Polakami. Tymczasem Rumunii, niżsi od Polaków o głowę, przewracali naszych! Dzisiejszy futbol to przede wszystkim przygotowanie fizyczne. To podstawa - owszem, liczy się umiejętności techniczne, a także taktyka, ale przecież Francuzi, czy Włosi również bazują na motoryce. Nie odstaje w tym względzie Argentyna, a nawet Brazylia.


- Czyli co - mamy bagatelizować wyniki meczów z Japonią i z Rumunią?

- Nie, nie można bagatelizować tych rezultatów - z przegranych trzeba umieć wyciągać właściwie wnioski i jestem przekonany, że nam się to uda. W lidze wolniej można się uczyć pewnych rzeczy. Człowiek w sezonie rozgrywa trzydzieści meczów. A może grać dwanaście, czternaście, a nawet więcej sezonów. Tymczasem w reprezentacji tylko wyjątki mają sto spotkań. Teraz w kadrze Polski jest zaledwie dwóch piłkarzy, którzy rozegrali ponad sześćdziesiąt spotkań - ja i Tomek Wałdoch. Reszta ma mniej, większość kilkanaście, dwadzieścia kilka lub co najwyżej trzydzieści.


- Na ostatnim zgrupowaniu kadry rozdano numery, trener Engel głosi, że selekcja jest zakończona. Czy to właściwe? Czy do ostatniej chwili nie powinna trwać walka o miejsca w kadrze na Mundial?

- Ja zawsze lepiej się czuję, gdy wiem, że trener na mnie stawia.


- Marek Koźmiński na łamach naszej gazety, powiedział, że Kałużny i Świerczewski są najważniejszymi elementami drużyny.

- To miłe, że tak nas docenia. W moim przekonaniu najsilniejszy jest blok obronny. Liczę, że na mistrzostwach nie będziemy tracić bramek, a i w każdym meczu coś strzelimy rywalom. U nas nikt nie docenia Rumunii, czy Japonii. To dobre drużyny. Rumunia przez lata była siłą w światowym futbolu. Nie zakwalifikowała się do finałów mistrzostw świata, ale Holandia też się nie zakwalifikowała, a nikt nie mówi, że to słaby zespół... Naprawdę nie wstyd przegrać z Holandią, czy Rumunią.


- W ostatnich dniach ostro krytykował pan zobowiązania dla sponsorów - że to zabiera czas i nie pozwala na regenerację sił.

- Ta wypowiedź nie była skierowana przeciwko firmie Era. Z załogą Ery przyjemnie było się spotkać, a każdy jeszcze otrzymał miłe prezenty - najnowocześniejsze telefony Nokii. Mam natomiast zastrzeżenia do organizacji innych sesji reklamowych - makijaż, ustawienie światła, i tak dalej, i tym podobne, to zabiera czas i jest wyczerpujące.... Sam jednak zadaję sobie pytanie, kiedy to robić? Nie wyobrażam sobie na przykład, aby w Korei na takie działania poświęcono choćby chwilę.


- Piłkarze jednak występują w reklamach sponsorów, którzy nie są związani z PZPN-em.

- Na to jednak znajdujemy czas w wolnych chwilach - przylatując do Polski w wolne dni po meczach. Nie wpływa to jednak na nasze treningi, mecze w klubach, a już tym bardziej spotkania w reprezentacji.


- Agent piłkarzy, Roland Sprung chce, aby prawa do wywiadów z reprezentantami Polski w czasie Mundialu zostały sprzedane jednej z gazet na wyłączność, a także jednej stacji telewizyjnej, nie mającej zresztą praw do transmisji meczów.

- Wiem, że to tematy, którymi się zajmuje. Ja jestem za...


- Jak to za?

- Piłka nożna to biznes. I tak trzeba traktować grę w piłkę. Możemy zarobić dodatkowe pieniądze.


- Czy wyobraża pan sobie, że do Korei przylecą przedstawiciele dwudziestu gazet i czasopism, a reprezentanci będą rozmawiali jedynie z "Gazetą Wyborczą"?! Przecież to lekceważenie setek tysięcy kibiców, którzy sięgają po inne tytuły.

- Tak tego nie postrzegam. Gra w meczach to coś innego, niż to co następuje po... O wszystkim decydujemy demokratycznie - jeśli odbędzie się głosowanie, czy warto sprzedać na wyłączność prawo do rozmów z nami, to podniosę dłoń "na tak"!


- Ale przecież to jest chore!

- Dlaczego chore? Przyjeżdżam na kadrę i dostaję tysiąc dolarów, ale i tak jestem dumny, że gram z Orłem na piersi. Reprezentanci Francji za każdy mecz mają po 50 tysięcy dolarów. Wiem to od Franka Lebouefa... Dostaję tysiąc dolarów, ale to nie znaczy, że nie chcę zarabiać więcej. Możemy zarobić na reklamach - proszę bardzo, możemy na wywiadach - dlaczego nie?


- Zlekceważycie kibiców.

- Panowie, ale was podkręciłem!


- Bo to jakiś absurd!

- Może i absurd. Zastanowimy się nad tym. Może i ja przemyślę panów argumenty.


- Przecież panowie są idolami młodzieży.

- Z każdej rozmowy można wyciągnąć jakieś wnioski - również tej wymiany zdań. W tej chwili wydaje mi się, że głosowałbym za sprzedaniem za wyłączność. Spotkamy się za cztery lata i już nie będę grał w piłkę, a chciałbym z czegoś żyć.


- Postawimy panu obiad.

- Moje zdanie jest takie, że zrobiłbym biznes, ale nie przesądzajmy sprawy. Tak jak nie przesądzona jest sprawa orzełka w naszych reklamach prywatnych.


- Przecież to godło narodowe i tylko PZPN może wykorzystywać ten symbol.

- Panowie tak twierdzą, a nasz agent mówi coś innego. Przecież można się dogadać, spotkać i zapytać prawników, aby definitywnie rozstrzygnąć tę kwestię.


- Dopuszcza pan możliwość sprawy sądowej pana Sprunga przeciwko PZPN-owi, czy na odwrót. To tak jakby pański menedżer pozwał do sądu szefa, Olympique Marsylia, Bernarda Tapie.

- Takie sytuacje na Zachodzie zdarzają się. Panowie, ale was "podkręciłem"... Nic więcej już nie mam do powiedzenia w tej kwestii. Proszę rozmawiać ze Sprungiem.


- Co mogą panu dać mistrzostwa świata w Korei Południowej i Japonii?

- Tomek Wałdoch zauważył, że może to być turniej Marcina Żewłakowa. Strzeli gola, albo dwa jako zmiennik i będzie bohaterem. Może zmienić klub na silniejszy. Jeśli chodzi o mnie, to moja kariera klubowa nie zależy od reprezentacji. Owszem, grając udane mistrzostwa świata, mogę przejść do Arsenalu. W Anglii zarabiałbym jeszcze dwa razy więcej niż w Marsylii. Tam nie pozostawałby mi nic innego, jak wywalczyć miejsce w podstawowym składzie.


- Z Bastii do Marsylii przeszedł pan w trakcie udanych eliminacji mistrzostw świata.

- To jednak nie odgrywało żadnego znaczenia. Spodobałem się Tapiemu, który oglądał mnie w lidze francuskiej i dlatego Olympique podpisał ze mną kontrakt. W Marsylii nawet się dziwią, że latam na mecze reprezentacji. Takie jest podejście na Zachodzie...


Rozmawiali Roman Kołtoń i Mateusz Borek

Podaj ten news dalej: