Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Podsumowanie III i IV spotkań play-off

niedziela, 21 kwietnia 2002 20:52
źródło: Gazeta Wyborcza

Dopiero w niedzielę do półfinału awansowały Idea-Śląsk Wrocław i Anwil Włocławek. Polonia-Warbud wygrała dwa mecze z Degustą-Malfarb, a Legia z Prokomem-Trefl, i w obu parach w rywalizacji do trzech zwycięstw jest 2-2.


Rozegrane na Torwarze spotkania Polonii z Degustą przypominały dwa mecze sprzed tygodnia w Ostrowie. Tym razem znowu był jeden dominujący zespół, który niemal od początku do końca dyktował warunki. Tyle że tym razem była nim drużyna ze stolicy.


Bohater Jeklin


- Jak to możliwe, że tydzień wcześniej dwa razy wysoko przegraliśmy, a teraz wysoko zwyciężaliśmy? Najwyraźniej w tej parze dobrze wykorzystywany jest atut własnej hali. A tak poważnie? We wszystkich czterech meczach zdobywaliśmy niemal tyle samo punktów. Tyle że w Warszawie lepiej zagraliśmy w obronie - mówił po niedzielnym meczu kapitan Polonii Krzysztof Sidor.


Miał rację, bo w obu spotkaniach defensywa zespołu Jarosława Zyskowskiego spisywała się wzorowo. W sobotę ostrowianie mający w swojej ekipie tak znakomitych strzelców jak Mindaugas Budzinauskas, Jerry Hester czy Dariusz Parzeński zdobyli zaledwie 51 punktów. Tymczasem Polonia, której najwyraźniej znacznie lepiej gra się w dużych halach, grała po prostu na swoim poziomie, do jakiego przyzwyczaiła już kibiców, wygrywając ze znacznie lepszymi drużynami niż ostrowianie.


W porównaniu z dwoma poprzednimi meczami z Degustą rewelacyjnie zagrał w obu spotkaniach Walter Jeklin. Słoweniec był siłą napędową i bohaterem Polonii. Trafiał w bardzo ważnych momentach meczów, świetnie grał w obronie. - To nareszcie ten sam Walter, którego znamy z dotychczasowych meczów. Jest naszym podstawowym rzucającym obrońcą i pokazał, że można na niego liczyć - mówił w niedzielę Zyskowski.


Bohater Atkins


Niespodzianką weekendu była porażka w sobotę mistrzów Polski w Stargardzie. Idea-Śląsk po dogrywce przegrała ze Spójnią. - Za Śląskiem przemawia wszystko, ale to tylko sport i podejmujemy rywalizację. Bardzo nam zależy, by wygrać choć jeden mecz - zapowiadał przed tym meczem prezes Spójni Wojciech Bartczak. - Jesteśmy lepsi i nie mamy żadnego kompleksu Spójni. Może kilka lat temu on był, ale teraz wygrywamy z nimi i w sobotę też tak będzie - zapewniał tymczasem drugi trener Idei Jacek Winnicki.

W czwartej kwarcie przy stanie 54-59 piąty faul popełnił podstawowy środkowy Spójni Gintaras Stulga. Zastąpił go Artur Robak, ale po pół minucie on też opuścił parkiet za faule. Ale wówczas znakomicie zagrał Rashid Atkins. Amerykanin zaczął trafiać z każdej wypracowanej sobie w pojedynkę pozycji. Sam dorobił straty, doprowadził do dogrywki, a później, grając niemal sam z całym zespołem Idei, zapewnił stargardzianom zwycięstwo.


Bohater Cooper


W Pruszkowie w sobotę mecz zakończył się awanturą pod szatniami. Zwycięstwo - i pozostanie w play off o mistrzostwo - pruszkowianom zapewnił, trafiając równo z syreną kończącą dogrywkę z siedmiu metrów, Duane Cooper.

Włocławianie prowadzili przez większość dogrywki, głównie dzięki trafieniom za trzy Jeffa Nordgaarda i Igora Griszczuka. Kiedy 30 sekund przed końcową syreną przy stanie 78-79 niecelnie za trzy rzucił Drażen Tankosić, wydawało się, że Anwil wygra. Trener pruszkowian Michalis Kiritsis krzyczał do Andrzeja Pluty, żeby faulował, ale w tumulcie panującym w hali rozgrywający Blach nie słyszał poleceń. Włocławianie wykorzystali więc pełne 24 sekundy, za trzy nie trafił Nordgaard i ostatnia szansa należała do Blach. Po czasie dla trenera z Grecji piłkę 15 metrów od kosza dostał Cooper, zrobił pięć kozłów i rzucił przez ręce. Piłka czysto wpadła do kosza. Była to dokładna powtórka akcji z meczu nr 2, kiedy Amerykanin minimalnie nie trafił z dziewięciu metrów przy stanie 72-70 dla Anwilu.


- To było prawdziwe szczęście, którego zabrakło nam w identycznej sytuacji w drugim meczu we Włocławku. Ale ta ostatnia akcja miała dokładnie tak wyglądać. Poza Cooperem wszyscy pozostali gracze, których wprowadziłem na boisko, byli znakomitymi strzelcami za trzy punkty i spodziewałem się, że włocławianie Duane'owi zostawią najwięcej swobody - mówił potem trener Kiritsis.


Wcześniej włocławianie mieli ogromna przewagę i wydawało się, że pewnie awansują do półfinału. W 17. minucie po rzucie fenomenalnie grającego Nordgaarda było nawet 36-17.


Włocławianie mogli też wygrać dzięki szczęściu w normalnym czasie gry, kiedy Ed O'Bannon złapał sekundę przed syreną piłkę po bardzo niecelnym rzucie Coopera i niedbale hakiem rzucił przez całe boisko (czyli ponad 20 metrów). Piłka zatańczyła na obręczy, ale do środka nie wpadła. To byłaby chyba akcja wszech czasów.


Bohater Wilson


Niesamowicie zacięta była w ten weekend także rywalizacja Legii z Prokomem. Zespół Jacka Gembala, prowadząc w sobotę od początku do końca pewnie, wygrał. Dzień później walka trwała do końcowej syreny. W czwartej kwarcie niedzielnego meczu oba zespoły zdobyły zaledwie 17 punktów!


Bohaterem soboty był Lee Wilson. Amerykański środkowy rozegrał jeden z najlepszych meczów odkąd trafił do Legii i wraz z Wojciechem Majchrzakiem zapewnił stołecznemu zespołowi zwycięstwo. Miał 100 proc. skuteczności w rzutach z gry (4/4), 10 zbiórek i był bodaj najlepszym rozgrywającym Legii - miał cztery asysty.


- Sprowadzając go, liczyłem, że wcześniej będzie tak dobrze grał. Ale wciąż był kontuzjowany. Wreszcie podjąłem decyzję, że ma się wyleczyć i dopiero wtedy miałem go wykorzystywać w grze. I takie to przyniosło efekty - cieszył się po meczu Gembal.

Podaj ten news dalej: