Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wątpię w powołanie na finały MŚ

środa, 24 kwietnia 2002 10:32
Andrzej Juskowiakźródło: PAP

- Strzelił pan w ostatnim meczu ligowym bramkę. Czy to oznacza powrót do wysokiej formy?

Andrzej Juskowiak: Tą bramką potwierdziłem swoją strzelecką dyspozycję, którą prezentowałem na ostatnich treningach. Ale nie to jest najważniejsze. Rozegrałem wreszcie dwa pełne spotkania, które wygraliśmy i to mnie najbardziej cieszy. Po kontuzji już nie ma ani śladu. Jestem bardzo zadowolony zarówno ze swojej formy jak i z postawy całego zespołu.


- Niedawno pojawiły się pogłoski o pana przejściu do innego klubu.

- Zdecydowałem już na sto procent, że po zakończeniu tego sezonu odejdę z Wolfsburga, ale nie wiem jeszcze gdzie. Pojawiło się kilka ofert, ale konkretne działania w kierunku zmiany klubu podejmę po zakończeniu rozgrywek ligowych. Jestem przekonany, że znajdzie się solidny pracodawca.


- Z 13 bramkami nadal jest pan najskuteczniejszym piłkarzem polskiej reprezentacji. Tymczasem wiele wskazuje na to, że zabraknie pana w kadrze na finały mistrzostw świata.

- Tak, zaplanowałem nawet już sobie urlop w czasie mistrzostw. Wszystkiemu winna jest kontuzja łydki, którą odniosłem w tamtym roku. Przez niemal sześć miesięcy miałem problemy z chodzeniem, a co dopiero było mówić o grze w piłkę. Lekarze wystawiali mi złe diagnozy, źle mnie leczyli. W trakcie leczenia niepotrzebnie kilka razy wybiegłem na boiska. Przez to uraz goił się coraz trudniej.

Odczuwałem straszny ból, bossowie Wolfsburga myśleli nawet, że już
nigdy nie zagram w piłkę. Wreszcie jednak wyszedłem z tego i od 4 stycznia regularnie trenuję. W tym czasie mój klub kupił nowego napastnika, który grał na moim miejscu a ja usiadłem na ławce rezerwowych. Mogłem wtedy
odejść, ale trener przekonywał mnie, żebym został, obiecywał mi różne rzeczy. Z dotrzymaniem słowa różnie jednak bywało. Szkoda mi jest tego straconego czasu, ale rozumiem, że trudno jest powoływać do reprezentacji piłkarza, który ma takie kłopoty.


- Skład kadry zależy od selekcjonera. Co pan może jeszcze zrobić, aby się w tej kadrze znaleźć?

- Muszę jak najwięcej grać i strzelać bramki. Czasu jednak zostało już jednak bardzo mało. Teraz są dwie możliwości wejścia do kadry - albo być powołanym w miejsce kogoś kontuzjowanego, albo grać na bardzo wysokim poziomie. A ja przez ostatni rok prawie wcale nie grałem i wiem, że trudno będzie mi przekonać do siebie trenera Engela, chociaż on wie na co mnie stać, gdy jestem w wysokiej formie.


- Zna pan dobrze obecną reprezentację. Jaka jest, pana zdaniem, przyczyna jej dwóch ostatnich porażek?

- Jest tylko jedno wytłumaczenie - strach przed kontuzjami. Każdy myśli już tylko o finałach mistrzostw świata i boi się nabawić kontuzji, która wyeliminowałaby go z wyjazdu do Korei. A bojąc się urazów trudno o maksymalną koncentrację. Bez niej nie można spodziewać się zwycięstw. Przecież gdy graliśmy w pełni skoncentrowani, tak jak w eliminacjach, wszystko układało się dobrze.


- Jakie pan miał odczucia, oglądając dwa ostatnie mecze polskiej drużyny?

- Japonia była trudnym rywalem, ale prezentuje styl gry podobny do koreańskiego, dlatego był to bardzo pożyteczny sprawdzian, chociaż wynik fatalny. Rumuni obnażyli nasze największe słabości, a nasi piłkarze stracili bramki po błędach, których należy unikać w czasie turnieju finałowego.


- A jak pan ocenia szanse polskiego zespołu w mistrzostwach?

- Wszystko będzie zależało od pierwszego meczu z Koreą Płd. Jeśli go wygramy, to powinniśmy wyjść z grupy. Więcej jednak będzie można powiedzieć dopiero po tym spotkaniu.

Rozmawiał Zbigniew Miller

Podaj ten news dalej: