- Będzie Legia mistrzem?
Dragomir Okuka: Chyba tak, raczej tak. Jesteśmy blisko, bardzo blisko, bliziutko. Dobrze, że będziemy świętować z naszymi kibicami w Warszawie. Jednak to jeszcze nie koniec. Jeszcze trzeba nam tego punktu.
- Jak Pan przeżywał ten mecz?
- Bardzo, nie mogłem wysiedzieć na ławce, ciągle wychodziłem z boksu, krzyczałem, denerwowałem się. Ale tak samo zachowuję się zawsze. Po szybko straconym golu moja drużyna pokazała klasę. Nie załamała się, choć wiele innych drużyn w tej sytuacji pewnie by upadło fizycznie i psychicznie. Jednak nie Legia. Byliśmy drużyną.
- A gol Svitlicy?
- Super. To dobry napastnik. Skuteczny. Ech, żałuję, że nie mogą grać we trójkę: Kucharski, Czereszewski i Svitlica.
- W pierwszej połowie Legia była słabsza.
- I ja się cieszyłem, że przegrywaliśmy po niej tylko 0-1. Przy golu sporo zawodników zawiniło. Po przerwie było znakomicie, wiedziałem, że będzie gol. I wreszcie go strzeliliśmy. Do tego momentu graliśmy dobrze, ale później za bardzo się cofnęliśmy. Przecież było jeszcze 15 minut do końca.
- Ma Pan przygotowaną butelkę dobrej rakiji na niedzielę?
- Mam. Choć alkoholu nie lubię, to kieliszek wypiję. Na pewno. Bo jest się z czego cieszyć.
- Zostaje Pan w Legii na następny sezon?
- Nie wiem, nie myślałem jeszcze o tym.
Rozmawiał Robert Błoński