Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Alfabet "Dragona"

poniedziałek, 29 kwietnia 2002 12:07
Przegląd Sportowy

ARKAN. Wyklęty przez społeczność międzynarodową po wojnie w Jugosławii, ale jako prezes był znakomity. Nie interesowałem się jego przeszłością frontową, choć w klubie wprowadził żołnierskie zasady. Zero alkoholu, zakaz palenia, używania żelu na włosy i brylantyny. Wszyscy piłkarze musieli być gładko ogoleni i króciutko wystrzyżeni. Zbudował piękny ośrodek i zespół, który pod moim kierunkiem nie przegrał 32 meczów z rzędu i zdobył mistrzostwo Jugosławii.


BECEJ. Najważniejszy klub w mojej karierze, bez pracy w nim nigdy nie zostałbym trenerem. Bo wcale nie chciałem być szkoleniowcem. Skończyłem prawo i byłem w Beceju sekretarzem generalnym. To bardzo mały klub, który do pierwszej ligi trafił tylko dlatego, że rozpadła się Jugosławia i w Serbii oraz Czarnogórze za mało było dobrych klubów. W pewnym momencie prezes poprosił mnie, żebym spróbował trenerki. No i po pół sezonu zająłem 5 miejsce, dwukrotnie wygrywając z Crveną Zvezdą. To była wielka sensacja. W kolejnym sezonie było już 4 miejsce i kwalifikacje Pucharu UEFA!


Bajević Dusan. Mój największy przyjaciel z boiska, legenda jugosłowiańskiego futbolu. Razem graliśmy w ataku Vezezu. W Mostarze zdobył najwięcej goli, w greckim AEK Ateny też przez trzy lata był najlepszym napastnikiem i trzykrotnie sięgał po mistrzostwo. Obecnie zdecydowanie największy trener w moim kraju, od czerwca obejmie kadrę narodową. Zaproponował mi - jako pierwszemu - posadę asystenta, ale z przykrością odmówiłem. Chcę pracować na własne konto.


Boruc Artur. Bardzo perspektywiczny bramkarz. Umiejętności ma bardzo duże, ale za mało doświadczenia. Dlatego nie stawiałem na niego w decydujących o mistrzostwie meczach.


Brychczy Lucjan. Elegancki pan. Wielkie nazwisko, wielka kultura, wielkie doświadczenie i wciąż wspaniała technika. Zawsze prosiłem go o radę, gdy miałem wątpliwości. Nigdy nie odmówił i zawsze podpowiadał właściwie!


CZERESZEWSKI SYLWESTER. W Chinach sporo stracił, ale jego trener z FC Sainty, Bożko Antić, dzwonił do mnie stamtąd i powiedział, że to ekstra napastnik, którego za wszelką cenę powinienem zatrzymać w Legii. Dlatego gdy w grudniu zgłosił się po "Czeresia" Widzew zażądałem od prezesów, żeby pod żadnym pozorem nie zgodzili się na transfer. W zimowych sparingach piłka go nie kochała, ale później miłość wróciła. I w bardzo dużym stopniu przyczynił się do mistrzostwa tymi sześcioma golami.


DOWHAŃ KRZYSZTOF. Spokojny, bardzo ułożony człowiek. I świetny trener bramkarzy. To dzięki niemu udało nam się sprzedać Wojtka Kowalewskiego za znakomitą cenę do Szachtara.


EREBRO. Gdy grałem z Jugosławii piłkarze wyjeżdżali do klubów zagranicznych dopiero po ukończenia 28 roku życia. Dlatego nie trafiłem do Iraklisu, ani PAOK, tylko do drugiej ligi w Szwecji. Wywalczyliśmy awans do ekstraklasy w roku, w którym urodził się Drażen. Jak byłem z Legią jesienią w Boras to szefowie Erebro złożyli ofertę powrotu. Może kiedyś się skuszę?


FIJAłKOWSKI ANDRZEJ. Założyłem sobie, że jako trener nie będę miał żadnych kontaktów z menedżerami. Szanuję go jednak za to, iż wyłożył pieniądze na transfery Omeljańczuka i Svitlicy.


GERASIMOVSKI MARJAN. Zaakceptował trudne warunki kontraktu - on z góry wiedział, iż będzie grał tylko do momentu, w którym wyleczy się Jacek Zieliński. "Giero" jesienią zawiódł tylko raz - w Walencji.


HALIHODZIĆ VAHID. W Velezu zastąpił Bajevicia na środku ataku i bardzo szybko został najlepszym strzelcem i... moim przyjacielem. Gdy wrócił z Francji spotkaliśmy się w Beceju, gdzie został sportowym dyrektorem. Niestety, rozdzieliła nas wojna, bo po jej wybuchu jako Bośniak wyemigrował z Jugosławii.


ILJA. Nazwisko Okuka, bo to mój ojciec. Żyje do dziś, mieszka w Nevestinie - tam gdzie ja się urodziłem. Wielki kibic Crvenej Zvezdy. Do dziś nie może mi wybaczyć, że nie skorzystałem w 1980 roku, jako piłkarz, z oferty tego klubu. Twierdzi, że to moja największa życiowa porażka. Do końca kariery w Jugosławii był jednak na trybunach na każdym moim meczu. Może ma rację? Ja też jestem wielkim fanem Zvezdy, ale z Vukoviciem, sympatykiem Partizana, jeszcze się w Warszawie nie biłem.


JÓŹWIAK MAREK. Dziwny przypadek. Jak on chciał przyjść - to Legia go nie chciała. Później on się pogniewał, ale ostatecznie trafił pod moje skrzydła i bardzo dobrze się stało. Doświadczony zawodnik i największy wesołek. Na szczęście żadnego głupiego dowcipu jeszcze mi nie zrobił.


KARWAN BARTOSZ. Najlepszy polski piłkarz, zrobi wielką karierę w Niemczech. O ile zbyt często nie będzie łapał kontuzji.


Kiełbowicz Tomasz. Długo nie mógł zaprezentować tego, co naprawdę potrafi. Byłem jednak cierpliwy i to było opłacalne. Świetny lewy pomocnik, zdyscyplinowany.


Kowalewski Wojciech. Sponsor, chyba największy, Legii. Chciałem, żeby wrócił do Legii, bo widziałem jego potencjał. Popełnił wiele błędów, ale ma zadatki na wielkiego bramkarza. Wojtek będzie następcą Jurka Dudka w kadrze!


Kubicki Dariusz. Bardzo dobry asystent, na początku był też tłumaczem. Skończył szkołę trenerską w Anglii, ale kontakt z jugosłowiańskim stylem pracy na pewno mu nie zaszkodzi.


Kucharski Cezary. Mój ulubieniec, ale wszyscy inni trenerzy traktowaliby go w identyczny sposób. Nic nie gada, pracuje za dwóch, strzela i wypracowuje bramki, nie uznaje straconych piłek. Wiosną bez dwóch zdań najbardziej wartościowy piłkarz polskiej ligi.


LEGIA. Legia to jest potęga! Gdy otrzymałem ofertę z Warszawy byłem... przerażony. Jako piłkarz w Polsce byłem tylko raz - z reprezentacją olimpijską Jugosławii w 1980 roku. Pamiętam lotnisko i stadion Wojska Polskiego, okropnie biedne, odrapane. Belgrad w porównaniu do Warszawy to była Ameryka. Gdy jednak przyjechałem rok temu aż przetarłem oczy ze zdumienia. Teraz to w Polsce jest Ameryka! A jak zobaczyłem atmosferę na trybunach podczas meczu Legii, to od razu wiedziałem, że mogę tu zrobić coś wielkiego.


ŁAPIŃSKI TOMASZ. Słyszałem, że to świetny piłkarz, ale nie miałem okazji zobaczyć go w akcji. Może na boisku spotkamy się już latem?


MAGIERA JACEK. "Magic" nie jest może efektowny, na każdej pozycji, na której gra, można znaleźć lepszych, ale równie wszechstronnego w ekstraklasie nie widziałem.


Majewski Adam. Wielki potencjał, którego w pełni nie wykorzystał przez kontuzje. Ma moje zaufanie, bo zaakceptował ciężką pracę. Czekam na eksplozję jego talentu.


Miklas Leszek. Miał do mnie zaufanie, gdy zupełnie nie szło. Teraz to każdy mnie poklepuje, ale kiedy od wszystkich braliśmy lanie, tylko Leszek i prezes Zarajczyk byli ze mną. Nigdy im tego nie zapomnę.


Murawski Maciej. Najlepszy defensywny pomocnik w Polsce. Drugi obok Kucharskiego legionista, który w każdym meczu walczy na całego przez 90 minut. Jeden z najważniejszych piłkarzy w mistrzowskiej drużynie.


NOWAK SEBASTIAN. Wrócił z rezerw i w jedynym meczu nie poradził sobie z Tomaszem Dawidowskim z Amiki. Robi postępy.


OBILIĆ. Milosz Obilić to wielki serbski bohater, który dał przykład jak należy walczyć z Turkami. Na jego cześć nazwano klub piłkarski, który Arkan wyprowadził z czwartej ligi na jugosłowiańskie szczyty. Mistrzostwo Jugosławii z tym klubem to do wczoraj moje największe osiągnięcie. Tam jednak, w przeciwieństwie do Legii, nie było kibiców.


Omeljańczuk Sergiej. Najlepszy kryjący obrońca w polskiej lidze. Długo się aklimatyzował w Legii, ale gdy otrzymał ode mnie szansę, wykorzystał ją w sposób maksymalny.


PIEKARSKI MARIUSZ. Egoista. Nie potrafi podporządkować się interesowi drużyny, patrzy tylko na siebie. Zrobił wielki błąd wyjeżdżając zimą do Chin. Stracił dwa tygodnie przygotowań, dlatego dopadły go kontuzje i wypadł ze składu. Jako piłkarz umie jednak wszystko.


RADOMIR. Mój brat bliźniak, z którym w dzieciństwie biliśmy się codziennie, bo ja byłem fanem Crveny Zvezdy, a on Partizana. Później obaj graliśmy w Velezie w ataku, ja na prawej, on na lewej stronie. Skończył socjologię, teraz mieszka w Kanadzie i... koleguje się Polakami. Razem poprzez internet śledzą wyniki Legii.


SLISKOVIĆ BLAŻ. Piłkarz lepszy od Bajevicia i Halihodzicia, największa gwiazda Velezu, poźniej Hajduka Split i Croatii Zagrzeb. Teraz prowadzi reprezentację Bośni i Hercegowiny. Często dopytuje o... Vukovicia i Svitlicę, bo obaj urodzili się w Bośni i mogą grać w reprezentacji jego kraju. Już szykuje dla obu powołania.


Sokołowski Tomasz. Przeżywa drugą młodość. Dobry w środku pomocy i na prawej stronie.


Stanew Radostin. Mój kolega prowadził go w Bułgarii i bardzo wychwalał. Zdziwiłem się więc, że tak dobry bramkarz zdecydował się przyjść do Polski i w ogóle nie trzeba było za niego płacić.


Svitlica Stanko. Kocha go cała stolica! Typ bardzo podobny do "Czeresia". Przyszedł do Warszawy za 200 tysięcy dolarów. Za tę sumę w Jugosławii lepszego nie można było kupić. Już się spłacił.


TYMA KRZYSZTOF. Jego transfer do Legii jest przesądzony. Ma świetnie warunki i ogromny bramkarski potencjał.


VELEZ. Szczyt, wokół którego toczyło się długo moje życie. Po jednej stronie był klub Velez Nevestina, w którym zaczynałem karierę, a po drugiej Velez Mostar, w którym do dziś jestem rekordzistą pod względem liczby meczów. W ekstraklasie rozegrałem 302 spotkania, łącznie z pucharami prawie 500. Szkoda, że teraz miasto kontrolują Chorwaci, którzy zagarnęli moje mieszkanie.


Vuković Aleksandar. Poznałem go w 1998 roku, gdy byłem trenerem Obilicia. Ograliśmy Partizan na jego stadionie, ale ten 20-latek bardzo przypadł mi do gustu. Niewiele zabrakło, żeby nie przyszedł do Legii, bo Partizan wolał wypożyczyć go do swej filialnej drużyny, drugoligowej Teleoptyki. Musiałem zwrócić się o pomoc do wpływowych przyjaciół. Opłaciło się, "Aco" był najlepszym obcokrajowcem w polskiej ekstraklasie.


WRÓBLEWSKI RADOSłAW. Najlepszą formę prezentował jesienią w europejskich pucharach. Liczę więc, że latem znów błyśnie na międzynarodowej arenie.


YAHAYA MOUSSA. Największe rozczarowanie mistrzowskiego sezonu. Stracił zaufanie u mnie i u kibiców. Nie został jednak skreślony.


ZARAJCZYK ANDRZEJ. Czasami rozmawiamy z prezesem po polsku, czasami po serbsku. Zawsze jednak dobrze się rozumiemy. Jest zupełnie innym właścicielem od Arkana, bardzo opanowanym, ale łączy ich to, że obaj stworzyli klubom optymalne warunki do wywalczenia tytułu.


Zieliński Jacek. Klasowy zawodnik, fajny chłopak. Na tyle świadomy, że pozwoliłem, aby po kontuzji sam sobie dozował trening! Bez niego bardzo trudno byłoby wywalczyć mistrzostwo.


Spisał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: