Doczekaliśmy się po siedmiu latach upragnionego tytułu dla Legii. Wszyscy prawdziwi kibice mogą teraz z dumą śpiewać „Mistrzem Polski jest Legia” – mogli i poprzednio, ale to nie było to. Piosenka ta przez ostatnie sezony powinna brzmieć „Mistrzem Polski była Legia” – ale jak już napisałem na szczęście to przeszłość.
Duża Większość Warszawy na pewno z dumą będzie szukać koszulek Legii z napisem „Legia Mistrzem Polski 2002” oraz replik z nazwiskami piłkarzy. Piłkarze w Polsce będą marzyć jeszcze bardziej o grze w Legii, bo moim zdaniem wszyscy w Polsce po cichu kibicują Legii, może ostatnio robią się podziały i Polska dzieli się na dwa kluby: Wisłę i Legię. Jednak drużynie z
Reymonta póki, co daleko jeszcze do popularności klubu z Warszawy.
Ludzie skandują Dragomir Okuka, Dariusz Kubicki, Leszek Miklas, Adam Majewski, Maciej Murawski, itd.
Czy nie jest to dziwne? Odpowiecie, że nie, bo zdobyli mistrza i o co mi właściwie chodzi?
Przypomnijmy sobie drugą rundę sezonu 2000/2001 i początek sezonu 2001/2002 - nie było już tak wesoło. Wtedy, gdy byśmy mogli wszystkich byśmy wywalili na zbity pysk i wywieźli na taczkach poza Warszawę. Na pytanie, kogo nienawidzisz – większość wymieniało Pana Miklasa, Okuke i przynajmniej połowę składu Legii. Prezes był wrogiem numer jeden a po nim jego podwładni, każdy albo prawie każdy żądał „głów”. Nie pomagały prośby o wytrwałość ani o
obiektywność, że gdyby nie Pan Leszek Miklas stadion Legii był by zamknięty na okres nie określony. Śmialiśmy się z, Okuki – bo nic innego nam nie pozostawało, śmialiśmy się z piłkarzy, bo też nic innego nam nie pozostawało, śmialiśmy się – bo było nam wstyd, że Legia klub z tradycjami od pewnego czasu staje się tylko nazwą (sportowo). Ciągłe kłótnie w drużynie nie pomagały, piłkarze żalili się na trenera i nowych kolegów ( Vukovic, Svitlica ) do tego dochodziły wypowiedzi Frnza Smudy – to nie wróżyło dobrze – myśleliśmy sobie, że będzie w porządku jak nie znajdziemy się w grupie spadkowej.
W końcu nadszedł mecz na łazienkowskiej z Valencią, Legia zremisowała go 1-1 ale gdyby nie sędzia wygrałaby z renomowanym rywalem. Głosy krytyki zaczęły ustawać powoli, w nasze serca zaszczepił się optymizm – do rewanżu. Znów w zaciszach domów, klneliśmy ile wlezie na wszystkich, co mieli coś wspólnego z tą porażką. Jednak mimo to, zauważyliśmy, że Legia zaczyna walczyć do końca i nie jest to jedno spotkanie ani dwa tylko każde, w jakim gra. Powoli
zaczęły ustawać głosy krytyki – zaczęły się przewidywania jak będzie. Prawdziwy przełom pojawił się po przerwie zimowej – było dobrze. Rewolucja jednak nastąpiła po meczu z Wisłą na Łazienkowskiej – wtedy po raz pierwszy od kilku lat uwierzyliśmy, że w końcu może się uda. Zapomnieliśmy o dawnych animozjach i skupiliśmy się na dopingu, – co przyniosło mistrzowski
skutek.
Legia znów na tronie, my jesteśmy dumni, że jesteśmy „Legionistami”, Skandujemy nazwiska piłkarzy, trenerów i zarządu tylko pytanie na jak długo? Oby nie do następnego sezonu – my kibice bardzo szybko zmieniamy zdanie. W tej chwili nasze apetyty są rozbudzone i jeżeli pójdzie coś nie tak znów zaczniemy szukać kozłów ofiarnych, – ale przed tym zastanówmy się, co dla nas zrobili ci ludzie i czy nie lepiej jakoś im pomóc.
Felieton
My kibice zmienni jesteśmy
wtorek, 30 kwietnia 2002 12:53
MaxyM