W poniedziałkowe popołudnie selekcjoner reprezentacji narodowej Jerzy Engel ogłosił nazwiska piłkarzy, którzy będą przygotowywać się do wyjazdu na Mistrzostwa Świata. Nieoczekiwanie w dwudziestoczteroosobowej kadrze znalazło się aż czterech piłkarzy nowo kreowanego Mistrza Polski, Legii Warszawa. Na pewno nie mogą dziwić w tym gronie nazwiska Bartosza Karwana i Jacka Zielińskiego, ale Kucharskiego i Murawskiego już tak. Nie znaczy to jednak, że Czarek i Maciek nie zasłużyli sobie na powołanie do reprezentacji. Wręcz przeciwnie. Sezon 2001/2002 był najlepszym w karierze Cezarego Kucharskiego, a dla Macieja Murawskiego, także jednym z bardziej udanych.Dlatego też powołanie do kadry, której kaształt jest niemal ostateczny, jest jak najbardziej zasłużone. Należy się jedynie tylko cieszyć, że wysiłek piłkarzy Mistrzów Polski został doceniony przez selekcjonera. Niestety pozostałe nazwiska, które znalazły się na liście Engela nie wzbudziły już tak wielkiego entuzjazmu, przynajmniej u mnie. Największym rozczarowaniem i niespodzianką, jest brak na liście nazwiska Tomasz Iwana. Co prawda pan Tomek nie miał ostatnio zbyt udanych występów w reprezentacji, ale należy sobie zadać pytanie, który z piłkarzy je miał? Przecież fatalne wrażenie pozostawiło po sobie kilku piłkarzy, że wspomnę tu tylko Kłosa czy Koźmińskiego. Wydaje się, że Iwan padł ofiarą "polowania na głowy", które nakazało przeprowadzić Engelowi, kierownictwo PZPN z Michałem Listkiewiczem i Zbigniewem Bońkiem na czele. Mam nieodparte wrażenie, iż Iwan wraz z innym niemal etatowym reprezentantem Tomaszem Zdebelem zostali "kozłami ofiarnymi". Po prostu coach biało czerwonych ugiął się pod presją mass mediów (zwłaszcza Przeglądu Sportowego), które nieustannie krytykowały tych właśnie dwóch piłkarzy i dla świętego spokoju wykluczył obu z szerokiej kadry. Trudno racjonalnie wytłumaczyć zachowanie Engela, bo na takie potraktowanie "zasłużyło" sobie co najmniej jeszcze trzech jeśli nie więcej kadrowiczów. Jeśli nie można mieć żadnych pretensji i zastrzeżeń o to,że telefony z "podziękowaniem" dostali Kamil Kossowski i Grzegorz Pater z Wisły czy Andrzej Juskowiak, to o tyle decyzja Engela o pominięciu zawodnika, który miał niemały wkład w awansie reprezentacji do finałów wzbudza już kontrowersje. Nie bez winy jednak w tym wszystkim pozostaje sam
zawodnik. Wszyscy pamiętamy kłopoty ze znalezieniem klubu przez tego piłkarza. Wynikały jednak one z błędnych decyzji podejmowanych przez Iwana. Gdy praktycznie wystarczyło złożyć już podpis na kontrakcie z czołową drużyną Bundesligi, Schalke 04 Gelsenkirchen, gdzie trenerem był dobry znajomy Iwana z czasów gry w holenderskiej Rodzie, Huub Stevens, a piłkarzami koledzy z reprezentacji Hajto i Wałdoch, piłkarz nie wiedzieć czemu w ostatniej chwili... rozmyślił się. Był to przysłowiowy "gwóźdź do trumny" w karierze Iwana. W akcie desperacji pan Tomek podpisał zupełnie nie przemyślany kontrakt z tureckim
Trabzonsporem. Niestety okazał się on jednym wielkim nieporozumieniem. Po przyjeździe do Turcji nikt w tamtejszym klubie nie chciał słyszeć o tym iż Iwan ma być ich zawodnikiem... Iwanowi nie pozostału nic innego jak wracać do swojego domu pod Eindhoven i czekać na rozwój zdarzeń. Piłkarz stracił praktycznie pół roku na poszukiwaniu klubu. W najtrudniejszym momencie pomocną dłoń wyciągnęła do zawodnika najsłabsza drużyna ligi holenderskiej RBC Roosendaal,wypożyczając go z... Trabzonsporu i zawodnik mógł wreszcie grać. Gdy wydawało się, że po zakończeniu sezonu Iwan nie powinien mieć większych
problemów ze znalezieniem pracodawcy stało się dokładnie odwrotnie. Co prawda mówiło się o kilku klubach Eredivisie, ale tak naprawdę nikt nie był zainteresowany skorzystaniem z usług Iwana. Do tego wszystkiego obowiązywał go jeszcze kontrakt z Trabzonsporem, w którym nie rozegrał nawet minuty meczu.Jedyną pamiątką z pobytu Iwana w Trabzonie zostało... zdjęcie w klubowej koszulce, zrobione tuż po podpisaniu niefortunnego kotraktu. Zaczęła się więc długotrwała wojna piłkarza z tureckim klubem o anulowanie kontraktu. Do całej sprawy wkroczyła nawet międzynarodowa federacja piłkarska FIFA. W międzyczasie Iwan przez ponad pięć miesięcy przebywał w Polsce. Najpierw "podtrzymywał" formę biegając po lesie w rodzinnej Ustce i uganiał się za plażową piłką, w zorganizowanej przez siebie, imprezie "Tomasz Iwan Show". Warto wspomnieć iż jedną z drużyn była wtedy... reprezentacja Polski złożona z Jerzego Dudka, braci Żewłakow i Piotra Świerczewskiego. Humor nie opuszczał wtedy jeszcze jednego z podstawowych zawodników kadry Engela. Wszysto wydawało się być jak w najlepszym porządku. Znalezienie
klubu i rozwiązanie kontraktu z Trabzonem miało być tylko kwestią czasu. Wszystko jednak okazało się być jednym wielkim koszmarem. Turecki klub za żadne skarby nie chciał pozbywać się piłkarza, którym tak naprawdę nie był... zainteresowany. Gdy inni piłkarze reprezentacji na dobre zaczęli grać w ligową piłkę, Iwan "rozbijał" się po kraju swoim srebrnym Porsche Boxsterem w poszukiwaniu klubu. Odwiedził min. krakowską Wisłę, Legię i Pogoń Szczecin. Ba z "Portowcami" był nawet po słowie, ale mając już doświadczenia z tureckimi działaczami ostatecznie zrezygnował z ich oferty. W rezultacie piłkarz "wylądował" w Dyskobolii Groclin. Podpisał nawet wstępną umowę z prezesem Dżymałą i czekał już tylko na certyfikat z Turcji, uprawniający go do gry w Polskiej lidze. Nic z tego! Mijały kolejne tygodnie, a Iwan wciąż z zawodem piłkarza nie miał nic wspólnego! Dopiero pod koniec pażdziernika nieoczekiwanie "koło ratunkowe" rzuciła zawodnikowi przeciętna w tej chwili, choć z wielkim tradycjami, wiedeńska Austria. Myliłby się jednak ten, iż w tym momencie skończyły się wszelkie kłopoty reprezentanta Polski. Co prawda Iwan miał już klub i mógł bez przeszkód w nim trenować, ale nadal nadal nie... mógł grać. Co prawda piłkarz był uprawniony już do gry po zezwoleniu wydanym przez FIFA, ale od razu na dzień dobry przytrafił się piłkarzowi drobny uraz.Po ponad pół rocznym rozbracie z piłką Iwan w końciu mógł zagrać. Zadebiutował w barwach swojej nowej drużyny w jednej z ostatnich kolejek ligowych rundy jesiennej. Wszystkim wydawało się,że kłopoty zawodnika skończyły się. Niestety w rundzie wiosennej obecnie zakończonego już sezonu, Iwan częściej przesiadywał na ławce rezerwowych niż grał. Było to widoczne gołym okiem podczas wiosennych meczów reprezentacji z Japonią i Rumunią. Zawodnik słynący zawsze z ogromnego zaangażowania w grę, waleczności i szybkości w wyprowadzaniu kontry zatracił gdzieś swoje wszelkie walory. Nie mógł znaleźć sobie miejsca na boisku i nie był już tak zadziorny i waleczny jak zawsze. Nie oszukując się był jednym ze słabszych ogniw tej drużyny. Słabszymi jednak od Iwana zawodnikam w tych meczach okazali się także inni piłkarze, którzy na liście Engela mimo wszystko się znaleźli. Mam tu na myśli głównie
Tomasz Kłosa, który zawinił przy golach straconych w obu meczach! Warto przypomnieć, iż Kłos w rundzie wiosennej zaliczył zaledwie jeden występ ligowy w barwach 1FC Kaiserslautern!
Drugim piłkarzem, który niczy szczególnym się nie wyróżnił był Marek Koźmiński. W spotkaniu z Rumunią to on sprokurował rzut karny, w bezmyślny sposób faulując przeciwnika, zastawiając takzwanego "Bodiczka". Nie wspomnę już, iż po tym przewinieniu na twarzy pana Marka widniał głupkowaty i ironiczny uśmieszek, oznajmiający jakoby nic takiego się nie stało. Następnym wątpliwym nazwiskiem na "liście Engela" jest Arkadiusz Bąk. Fakt, że błyszczał w kilku meczach reprezentacji, ale w obecnej formie piłkarz
ten nie mieści się nawet w wyjściowej jedenastce Widzewa Łódź! Skąd więc takie zaufanie przez trenera reprezentacji? Największym "hitem" sporządzonej przez "narodowego" listy jest postać Pawła Sibika z Odry Wodzisław. Naprawdę rozumiał bym gdyby piłkarz ten był młodym obiecującym i perspektywicznie rozwijającym się zawodnikiem,ale Sibik jest w wieku Iwana. Nietrudno więc zorientować się, że ma już 31 lat, ale doświadczeniem gry w reprezentacji Iwanowi nie dorasta nawet do pięt. Ba piłkarz ten nie ma najmniejszego doświadczenia jeśli chodzi o grę na arenie międzynarodowej! Zaledwie jeden występ w
barwach narodowych przeciwko Wyspom Owczym to cały "potencjał" jakim może pochwalić się Sibik. Trudno więc zrozumieć czym kierował się Engel powołując tego zawodnika do kadry? Teorie iż Engel promuje w ten sposób zawodników ze stajni Włodzimierza Lubańskiego, do której należy wspomniany piłkarz, zaczynają być jak najbardziej sensowne. Innego wytłumaczenia na powołanie tego zawodnika, który w swoim jedynym meczu w reprezentacji niczym kompletnie się nie wyróżnił, po prostu nie ma. Gdzie w takim razie jest Euzebiusz Smolarek, który przyćmił swoim debiutem w barwach narodowych niejednego etatowego
reprezentanta? Gdzie jest Artur Wichniarek, który strzela gole jak na zawołanie dla praktycznie już pierwszo ligowej Arminii Bielefeld? Dlaczego Engel nie zdecydował się zabrać do Niemiec tych piłkarzy? Dlaczego w kadrze nie znalkazło się miejsce dla
30 piłkarzy tak jak wcześniej obiecywał Engel. Dlaczego w beznadziejnie głupi sposób Engel mydli oczy kibicom, twierdząc, że piłkarze Ci są nadal brani pod uwagę ale tylko w przypadku nieszczęść, które mogą ewentualnie przytrafić się podczas zgrupowania? Przecież z powodzeniem mogli oni jechać na zgrupowanie. Odpowiedzi raczej na te pytania nie uzyskamy nigdy. Najbardziej żal, że na tej liście pominięte zostały nazwiska Iwana, bądź co bądź piłkarza ogromnie doświadczonego i Smolarka wschodzącej gwiazdy polskiego piłkarstwa. Niestety to nie kibic decyduje o tym kto ma jechać na mistrzostwa. Na razie
póki co decyduje o tym selekcjoner zatrudniony przez PZPN i biorący za to ogromne pieniądze. To on będzie rozliczany po mistrzostwach. A czy będą one pomyślne czy nie to się okaże już niebawem.
Felieton
Lista Engela
środa, 1 maja 2002 11:46
Sebastian Mazur