- Cieszył się pan po zdobyciu mistrzostwa?
Tomasz Jarzębowski: Jak dziecko.
- Jednak - już poważnie kontuzjowany - oglądał pan "zwycięski remis" z Odrą Wodzisław z trybun?
- Pech. Dzień wcześniej grałem w rezerwach na wyjeździe z Radomiakiem i znowu to samo.
- Dlaczego użył pan słowa "znowu"?
- Bo w styczniu doznałem kontuzji lewego kolana. Miałem przerwę w treningach, leczył mnie doktor Legii i reprezentacji, Stanisław Machowski. Wydawało się, że wszystko w porządku.
- "Wydawało się"?
- Kontuzja została zaleczona, ale nie wyleczona.
- I co teraz?
- Konsultacje lekarskie i decyzja. Czeka mnie artroskopia, a być może nawet poważniejszy zabieg.
- W Warszawie?
- Niemcy i szpital we Freiburgu. Wyjeżdżam w najbliższą niedzielę.
- Jak do sprawy podeszła Legia?
- Bardzo serdecznie. Moja dokumentacja została już przesłana do Freiburga, klub opłaca cały pobyt - to mają być cztery dni - i wszystkie szpitalne zabiegi.
- Kiedy na boisku?
- Najpierw trucht, drugi zespół, ale może na jesieni pierwsza drużyna.
Rozmawiał Krzysztof Bazylow