Na plusie
Koszykarze Legii awansowali do ekstraklasy w 2000 roku. W I, po dłuższej przerwie, sezonie występów najlepszych, Legia utrzymała się w ekstraklasie. W tym roku, Legia zrobiła ogromny krok do przodu. Świetnie poukładana przez Jacka Gembala drużyna, o mało nie awansowała do półfinału MP. Pewnym nowum w zakończonym już dla naszych zawodników sezonie, był podział na dwie szóstki, po pierwszej rundzie rozgrywek. Legia walczyła do końca, ale do pierwszej szóstki nie awansowała. Play-offy były jednak już na wyciągnięcie ręki. 4 wyjazdowe porażki zachwiały wiarę niektórych fanów, ale Legia awansowała do fazy play-off z siódmego miejsca.
Oznaczało ono walkę w I rundzie play-off z Prokomem Trefl Sopot. Wielu fachowców nie dawało Legii żadnych szans. Pierwszy pojedynek, rozegrany w Sopocie, pokazał że Legia jest naprawdę silną drużyną. Wygrali jednak gospodarze. Dzień później doszło do pogromu Legionistów. Po tym spotkaniu, Prokom potrzebował tylko jednego zwycięstwa do awansu do kolejnej rundy. Legia jednak nie zwykła przegrywać spotkań we własnej hali. Oba spotkania w stolicy zasłużenie wygrali "wojskowi" i trener Prokomu, Eugeniusz Kijewski, musiał czuć się trochę dziwnie. Wcześniej bowiem rozpowiadał w gazetach, że Prokom wyeliminuje Legię po trzech spotkaniach. Piąty, decydujący mecz, został rozegrany w Sopocie. Przez połowę spotkania przewagę miała Legia i zanosiło się na największą niespodziankę sezonu. Druga połowa spotkania należała jednak do sopocian i to oni awansowali do półfinału. Legia napędziła jednak trochę strachu zbyt pewnym siebie faworytom.
Tak jak w poprzednim sezonie, PZKosz nie zrezygnował z rozgrywania spotkań o miejsca 5-8. Spotkania te nie cieszą się wielkim zainteresowaniem, a sami trenerzy i zawodnicy powątpiewają w ich sens. Legia zajęła ostatecznie 7 miejsce na zakończenie sezonu, co trzeba z pewnością uznać za sukces.
Spore zmiany
W porównaniu z poprzednim sezonem, w Legii nastąpiły spore zmiany. Kierownictwo klubu zdecydowało, że trzeba przewietrzyć skład. Poprzedni sezon na ławce trenerskiej kończył Robert Chabelski z Wojtkiem Królikiem. W obecnym sezonie "Zając" zajął się już tylko grą. Chabelski pomagał natomiast Jackowi Gembalowi, który został I trenerem "wojskowych". Od samego początku nikt nie miał żadnych wątpliwości, że wybór był słuszny. Nowy szkoleniowiec mógł się pochwalić sukcesami i wszyscy wierzyli, że takowe osiągnie również w Warszawie.
Niektórzy gracze z sezonu 2000/01 pozmiali kluby, a niektórzy zakończyli karierę (Daniel Stec). Jak się okazało, byli zawodnicy przenosili się do gorszych zespołów (m.in. Exner do I ligi, Wojdak do II ligi). Kilku graczy zostało wypożyczonych do AZSu Lublin. Wśród nich znalazł się "niepokorny" - Jacek Rybczyński. Jerry Hester to jedyny gracz, który przeszedł do lepszego klubu. Czarnoskóry skrzydłowy wrócił do Stali Ostrów, jednak jego odejścia nikt nie żałował. W Legii grał on poniżej możliwości, a większość obserwatorów twierdziło, że w Warszawie odrabiał on pańszczyznę. Żałowano natomiast Rona Drapera. Amerykański center pozostawił dobre wrażenie po sobie, Legii nie było jednak stać na niego. W trakcie sezonu ponownie pojawiła się szanse sprowadzenia Drapera, ponownie nieudana.
Jacek Gembal sprowadził do zespołu trzech "swoich" zawodników. Wojciech Żurawski, Wojciech Majchrzak i Łukasz Kwiatkowski, to byli gracze Unii Tarnów, którą nie tak dawno prowadził Gembal. Ze Śląska Wrocław sprowadzono Tomasza Cielebąka. W Warszawie pojawili się także Kenroy Jarrett, Arnas Kazlauskas i Tomas Pacesas. Z Białegostoku przyjechał Andrzej Sinielnikow. Na początku zaczęła się spora nagonka na tego zawodnika, gdyż uważano że nie stać go na grę w ekstraklasie. Ci co tak twierdzili - mylili się. Mimo, iż pierwsze mecze sezonu Sinielnikow rozpoczynał na ławce, był jednym z najlepiej podających zawodników PLK i stąd powołanie go do kadry B.
Do samego rozpoczęcia rozgrywek Legia szukała drugiego, po Kwiatkowskim centra. Został nim Gintaras Stulga.
Pierwszy mecz w sezonie Legia rozpoczęła w składzie: Jarrett, Pacesas, Kazlauskas, Cielebąk, Stulga.
Po kolei
Pierwsze spotkanie sezonu 2001/2002 Legia rozegrała w Sopocie. Prokom, posiadający skład, o którym Legia mogłaby tylko pomarzyć, miał spore problemy z pokonaniem "wojskowych". Legioniści zaskoczyli gospodarzy ambicją. Przegrana 85-94 była traktowana jako dobry prognostyk przed kolejnymi meczami.
Jeszcze lepsze humory mieli warszawiacy po drugim spotkaniu. Legia pokonała bowiem MKS Pruszków, który także budżetem i składem znacznie przewyższał Legię. Wygrana Legii 15-toma punktami była traktowana jako niemała niespodzianka.
Trzeci pojedynek w sezonie to mecz w Ostrowie. Przegrana przez "wojskowych" pierwsza kwarta (24-4) nie pozostawiła złudzeń, kto tego dnia zejdzie z parkietu z podniesioną głową. Najskuteczniejszym graczem Stali był ...Marcus Williams, późniejszy superstrzelec Legii. W Legii bardzo dobrze prezentował się Tomas Pacesas, który znakomicie prowadził grę Legii (wespół z Jarrettem), a także świetnie dziurawił kosz rywali. Niestety z tym graczem Legia podpisała bardzo krótki kontrakt...
30 września Legia podejmowała na Bemowie Polonię. Na to prestiżowe spotkanie nie przybyły jednak tłumy. W tym samym bowiem czasie, piłkarze Legii walczyli o ligowe punkty z chorzowskim Ruchem. Takie "nieporozumienia" pozostawiły największy niesmak po tym sezonie. Tak jak z zeszłym sezonie, podtrzymana została zasada, że w derbach wygrywają gospodarze. Tym razem główną postacią nie był jednak Wojtek Królik. Chociaż trzeba pamiętać, że był to pierwszy mecz "weterana" po kontuzji. Zdobył on w tym spotkaniu 9 punktów. Był to także pierwszy mecz Legii we własnej hali kiedy byliśmy świadkami...awarii zegara. Nie po raz ostatni zresztą. Legia wygrała derby 73-70.
Wyjazdowe spotkanie ze Śląskiem miało jednego faworyta. W spotkaniu tym nie było niespodzianki - wygrali wrocławianie. Trzeba jednak podkreślić ambitną postawę "wojskowych", którzy po I połowie spotkania prowadzili jednym punktem. Bardzo dobre spotkanie rozegrał Tomas Pacesas, który zwrócił na siebie uwagę działaczy Śląska.
Do tej pory Legia wygrywała w Warszawie i przegrywała na wyjazdach. Reguła ta została "złamana" w meczu ze Spójnią.
Stargardzianie okazali się pierwszą ekipą, która potrafiła pokonać Legię na Bemowie. Spotkanie kończyło się dosyć niemiło. Arnas Kazlauskas opuszczał halę na noszach, z diagnozą wstrząsu mózgu.
Trzeciej porażki z rzędu Legioniści doznali w Słupsku. Borykający się z kłopotami finansowymi Czarni okazali się lepszym zespołem. Nadal pierwszym centrem Legii był Stulga...
Druga porażka w Warszawie nastąpiła 21 października. W Warszawie mogli się cieszyć zawodnicy Pogoni Ruda Śląska, którzy w przyszłym sezonie występować będą w I lidze. Po dobrym początku sezonu, w klubie robiło się bardzo gorąco. Legia wygrała tylko 2 z 8 spotkań i była coraz niżej w ligowej tabeli. Sukces gości przypieczętował Paweł Szcześniak.
Pierwsze wyjazdowe zwycięstwo Legia odniosła w 9 kolejce. Wtedy właśnie wypadł wyjazd do Tarnowa. Skutecznością w tym meczu popisali się Pacesas i Majchrzak. Zawodnik ten był jednak tylko w cieniu Pacesasa. Dopiero gdy Litwin odszedł do Śląska, Majchrzak pokazał że jest bardzo wartościowym zawodnikiem, a jego transfer do Legii był strzałem w dziesiątkę.
Wyjazd do Włocławka nie był już tak udany jak ten do Tarnowa. Ponownie o porażce Legii zadecydowała I kwarta. Po meczu więcej mówiło się o pojedynku bokserskim Stulgi i Aleksandra Kula, niż o samych zawodach. Legioniści bardzo słabo trafiali z linii rzutów wolnych, co po meczu Jacek Gembal uznał za przyczynę porażki.
Na zakończenie I rundy sezonu zasadniczego, Legia podejmowała w Warszawie Noteć Inowrocław. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była pięciominutowa dogrywka. Dodatkowe 5 minut wygrali Legioniści i to oni mogli się cieszyć ze zwycięstwa. Wojtek Królik zdobył 15 punktów dla Legii, trzykrotnie trafiając zza linii 6,25m.
Drugą rundę rozgrywek, Legia rozpoczęła od porażki na własnym parkiecie z Prokomem. Kolejne spotkanie to jedno z najlepszych meczów Legii w sezonie.
Około 30 kibiców Legii wybrało się do Pruszkowa, dopingować swoich ulubieńców. A ci ich nie zawiedli. Pruszkowianie zostali pokonali po raz pierwszy w tym sezonie we własnej hali. Legii nie przeszkodził brak Tomasa Pacesasa i Kenroya Jarretta, którzy opuścili drużynę. Był to zarazem debiut w Legii Marcusa Williamsa, który zdobył 18 punktów. Pierwszym rozgrywającym został Sinielnikow, a w pierwszym składzie znalazł się Łukasz Kwiatkowski. Mogliśmy podziwiać fantastyczną grę zespołową Legii, a po meczu ogromną radość kibiców ze stolicy.
Nieco słabiej zagrał Williams przeciwko swojej byłej drużynie - Stali Ostrów. Legia poniosła sześciopunktową porażkę, ale kibice nagrodzili swoich zawodników gromkimi brawami za olbrzymią ambicję. Wszyscy czekali już na zbliżające się derby...
W hali AWFu w Warszawie, po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że kibiców w Warszawie ma tylko Legia. Około 300 fanatyków dopingowało Legię do zwycięstwa. Niestety zasada "o zwycięstwie gospodarza" po raz kolejny się potwierdziła. Nie pomógł fantastyczny występ Marcusa Williamsa, zdobywcy aż 39 punktów. Był to drugi występ w Legii Aleksieja Karwaniena.
Zdobył on 13 punktów, ale do formy z zeszłego sezonu (w barwach AZSu Toruń) sporo mu brakowało. Niestety później wcale nie było lepiej...
Drugie spotkanie Legii z mistrzami Polski - Śląskiem Wrocław, miało podobny scenariusz. Mecz był bardzo wyrównany, ale wygrali zawodnicy Śląska. Po raz kolejny świetnie zagrał Williams. Dziennikarz mogli natomiast po raz kolejny mówić, o wspaniałej grze zespołowej Legii. W spotkaniu tym zabrakło Gintarasa Stulgi, z którego usług zrezygnował trener. Pierwszy i ostatni mecz w Legii zagrał Darius Beard. Zawodnik, który na parkiecie przebywał tylko 4 minuty, został dobrze zapamiętany przez kibiców. Nie chodzi tu o jego grę, bo ta pozostawiała sporo do życzenia. Amerykanin wyróżniał się ciekawą fryzurą i został ochrzczony: "Afro".
W spotkaniu 17 kolejki, Legia odniosła trzecie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. Wygrana w Stargardzie nie przyszła Legii łatwo. Do zwycięstwa bardzo przyczynili się Williams i Królik (17 punktów zawodnika). Dwupunktowa wygrana pozwoliła "wojskowym" wyprzedzić w tabeli Spójnię. Do zakończenia spotkań II rundy pozostawało jeszcze 5 kolejek. Legia zajmowała 9 miejsce, ze stratą tylko 2 punktów do szóstej Pogoni. Szanse na zakwalifikowanie się do play-off już do II rundzie, były więc realne.
Najwyższe do tej pory wyjazdowe zwycięstwo, Legia odniosła w Rudzie Śląskiej. W wygranej 90-73 udział miał cały zespół, a Legii udał się rewanż za porażkę z Pogonią u siebie. W spotkaniu tym zadebiutował Lee Wilson, amerykański center. Wilson w debiucie przebywał na parkiecie 7 minut - zdobył 2 punkty i zaliczył 3 zbiórki.
Po zwycięstwie nad tarnowską Unią, Legia zajmowała 7 miejsce i do Pruszkowian (6 miejsce) tracili już tylko punkt. Legia miała przy tym 2 zwycięstwa z MKSem w sezonie i przy równej liczbie punktów, to właśnie warszawiacy awansowaliby do play-off. Kibiców Legii spotkała tego dnia niespodzianka. Do Warszawy przyjechała 40-to osobowa grupa kibiców "Jaskółek". Prezentowali się oni całkiem nieźle. Doping nie pomógł Unii, gdyż wygrali gospodarze 99-89.
Kolejne dwa spotkania pozwoliły zapomnieć o awansie do górnej szóstki. Jeszcze przegrana z Anwilem nie przekreślała tych szans. Nie była ona także wielką niespodzianką. Zgromadzeni w liczbie 1100 kibice Legii mogli być dumni z postawy swoich zawodników. Jednak porażka z Notecią chluby "wojskowym" nie przynosi. Po raz kolejny do rozstrzygnięcia wyniku między tymi drużynami potrzebna była dogrywka. Tym razem wygrali ją zawodnicy beniaminka ekstraklasy. Legia kończyła spotkanie w czwórkę. Wcześniej parkiet za 5 przewinień opuścili bowiem Williams, Żurawski, Sinielnikow, Kazlauskas i Majchrzak, a kontuzji twarzy nabawił się Lee Wilson.

Przełożone spotkanie 18 kolejki z Czarnymi Słupsk miało jednak znaczenie. Legia nie miała już szans na zajęcie 6 miejsca po tej fazie rozgrywek, punkty jednak liczyły się także w kolejnych rundach. Koszykarze Legii wygrali, dzięki wspaniałej grze w IV kwarcie. Najlepsze do tej pory spotkanie w barwach Legii zagrał Wilson.
Po sezonie zasadniczym Legia zajmowała 7 miejsce w tabeli. Do play-off awansowały zespoły z miejsc 7-8, a pozostałe walczyły o utrzymanie wśród najlepszych.
Już pierwszy mecz II rundy sezonu zasadniczego, przyniósł Legii zwycięstwo. Nasi gracze bez większych problemów pokonali Noteć 94-85. W pojedynku Williams-Austin, lepszy okazał się zawodnik Legii. W spotkaniu tym, trener Gembal dał chwilę pograć Robertowi Żukowi.
Kolejne dwa mecze w Warszawie, zrobiły z Legii głównego faworyta dolnej szóstki do awansu do play-off. W obu tych meczach, nasi koszykarze wygrywali zdecydowanie. Najpierw wyższość Legii musiała uznać Pogoń (112-90), a dzień później Unia (125-97). W tych meczach Legioniści zupełnie zapominali o obronie, o co wielkich pretensji nie miał trener, Jacek Gembal. Uważał on, że jak zawdonikom bardzo łatwo przychodzi zdobywanie punktów, mają mniejszą ochotę do uważnej gry w obronie.
Kolejne pięć spotkań Legia rozegrała na wyjeździe. Nie były one już tak udane jak poprzednie. Tylko raz Legia przywiozła do stolicy 2 punkty (z Inowrocławia), w pozostałych przegrywając. Tak więc awans do play-off stanął pod znakiem zapytania. Zaczęły się kalkulacje... Wiadomo było jedno - jak Legia wygra oba ostatnie mecze, na 100% awansuje do play-off.
Pierwsze spotkanie Legia wygrała wysoko, pokonując 96-72 Spójnię. W spotkaniu tym Jacek Gembal wpuścił na parkiet młodych graczy - Roberta Żuka i Kamila Kozłowskiego (po raz drugi). Awans do play-off z siódmego miejsca przypieczętowali "wojskowi" dzień później. Wygrana z Czarnymi przyszła niespodziewanie łatwo. Trener Gembal, nie ekperymentował już teraz z młodymi graczami, stawiając na zawodników doświadczonych, którzy przez cały sezon stanowili o sile zespołu.
W play-off los przydzielił Legii Prokom Trefl Sopot. Wszyscy wypominali, że Prokom nie zagra w pełnym składzie, z powodu kontuzji kilku zawodników. Nawet jednak bez nich był zdecydowanym faworytem. Legioniści zapewniali, że powalczą...
Pierwszy mecz przekonał nas, że słowa wypowiadane przez zawodników nie były rzucane na wiatr. Mimo porażki 78-70, nikt nie mógł powiedzieć, że Prokom wygrał łatwo. Niestety drugi mecz, to istny spacerek dla sopocian. Legia doznała najwyższej porażki w sezonie (115-69). Kolejne 2 mecze zostały rozegrane w Warszawie. I o dziwo oba wygrała Legia. Wynik pierwszego nie był ani przez moment zagrożony. Legia proawdziła praktycznie od początku do końca, wygrywając 87-75. Drugie spotkanie rozpoczęło się mało obiecująco. Legia przegrała I kwartę 11 punktami i nikt już prawie nie wierzył w przedłużenie rywalizacji. I wtedy stał się cud. Legia zaczęła grać jak z nut. Skuteczna gra w obronie i ataku przyniosła efekty - druga kwarta 30-8 dla gospodarzy. Legia zwyciężając 71-65 przytarła nosa zbyt pewnym siebie sopocianom. Do rozstrzygnięcia rywalizacji potrzebny był piąty mecz, rozegrany 24 kwietnia w Sopocie. Długo wydawało się, że dojdzie do największej sensacji sezonu w PLK. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Prokomu 5 punktami. Legii, mimo walki do końca, nie udało się wygrać. Jednak postawy naszych graczy nie możemy się wstydzić.
Zespoły, które odpadają z play-off muszą jeszcze rozegrać spotkania, aby ustalić kolejność na miejscach 5-8. Legia potraktowała je ulgowo. Pierwszym przeciwnikiem Legii okazał się Pruszków. Spotkanie pierwsze przesądziło już kto będzie walczył o którą pozycję. Legia przegrała aż 75-111, co chluby zawodnikom nie przynosi. Rewanż w Pruszkowie trzeba było jednak rozegrać. Po raz kolejny lepsi okazali się pruszkowianie (91-75).
Już następnego dnia Legia zmierzyła się ze Spójnią w meczu o miejsce 5. Spotkanie o nic zakończyło się nieprzyjemnym incydentem. Trener gości pokazał, że brak mu nieco opanowania i kultury. Rewanż również wygrali "wojskowi" i w ten sposób sezon 2001/02 zakończyli dwoma zwycięstwami, na miejscu siódmym.
Teraz o mistrza?
Nasi koszykarze co roku robią postępy i walczą o coraz wyższe cele. Wychodzi na to, że w przyszłym roku Legia walczyłaby o mistrza... Narazie są to jedynie marzenia. Najważniejsze teraz dla działaczy będzie znalezienie sponsorów na przyszły sezon, gdyż w Legii się nie przelewa. Nie wiadomo także, czy Mostostal Warszawa zdecyduje się na sponsorowanie sekcji w przyszłym roku. Bez sponsora nie ma mowy o wzmocnieniach, a ciężko będzie także zatrzymać obecną kadrę. Trenerem powinien zostać oczywiście Jacek Gembal. Jako że Wojtek Królik nie będzie już raczej występował na parkiecie, chce on się zająć szkoleniem młodych zawodników Legii.
Z obecnej kadry zawiódł na pewno Karwanien. Nie był tak pożyteczny i skuteczny, jak się tego spodziewano i jego brak w nowym sezonie nie byłby wielkim osłabieniem. W końcu mamy także niezłych centrów, którzy mogą jeszcze poprawić swoją grę pod okiem trenera. Nie ma przypadkowych graczy, jakim był Gintaras Stulga. Trener stara się powoli wprowadzać do zespołu młodych zawodników (Paprocki, Żuk, Błaszczyk) i w przyszłym sezonie powinni oni otrzymywać nieco więcej szans na grę. Ciekawe, co klub uczyni z graczami do tej pory wypożyczonymi do Lublina. Niektórzy z nich (Rybczyński) zupełnie nie pasują do obecnej drużyny, ale natomiast Kamil Sulima mógłby być wzmocnieniem (wcale nie gorszy od Karwaniena).
W nowym sezonie nie do poznania ma się również zmienić hala na Bemowie. Do tego akurat nie trzeba sponsorów, gdyż jej remont ma sfinalizować gmina Warszawa Bemowo. Hala ma zostać powiększona (wyburzenie jednej ściany), zainstalowane mają zostać krzesełka, wymienione oświetlenie. Wierzymy, że uda się to zrobić przed początkiem rozgrywek nowego sezonu. Lepiej z pewnością dmuchać na zimne, mając w pamięci sezon 2000/01. Już po awansie do ekstraklasy mówiło się o remoncie hali... Nastąpił on jednak dopiero w trakcie rogrywek i dlatego Legia mecze "u siebie", rozgrywała w Pruszkowie... Liczymy, że to się już nie powtórzy.
Zawodnicy
Wojciech Majchrzak - Zawodnik sprowadzony przed sezonem z Unii Tarnów. Równa forma przez cały sezon. Zagrał we wszystkich 41 meczach Legii. Powinien zwrócić na niego uwagę trener reprezentacji. Zdobył dla Legii 508 punktów. Średnio 12,4 pkt na mecz.
Marcus Williams - Rozpoczął sezon w Stali Ostrów. Po odejściu Pacesasa, Legia zdecydowała się na zakup Williamsa i z pewnością nikt tego nie żałuje. Grał bardzo ambitnie i efektownie. Zdobył najwięcej punktów dla Legii w sezonie - 531. Zagrał w 27 meczach. Zazwyczaj grał pełne 40 minut, ale jak sam podkreślał, on kocha koszykówkę i może grać kilka spotkań pod rząd, bez przerwy. Średnio dla Legii 19,6 pkt na mecz.
Wojciech Żurawski - Sprowadzony przed sezonem z Unii Tarnów. Bardzo ważny punkt zespołu, fantastyczny w obronie. Gdyby jeszcze omijały go kontuzje... Zaliczał sporo zbiórek, zdobywał także ważne punkty. Rzadko rzucający z dystansu - dwie "trójki" w sezonie. Zagrał w 35 meczach. Zdobył dla Legii 373, co daje średnią 10,6 punkta na mecz.
Kenroy Jarrett - Miał być pierwszym rozgrywającym Legii w tym sezonie i ...był. Trwało to jednak niezbyt długo. Jacek Gembal zrezygnował z jego usług, uważając że Sinielnikow może znacznie lepiej rozgrywać. Jarrett zagrał w 12 meczach, zdobywając 95 punktów. Średnia: 8 pkt/mecz.
Wojciech Królik - Najlepszy zawodnik Legii w poprzednim sezonie i najstarszy gracz w polskiej lidze, miał nieco słabszy sezon. Był to zarazem ostatni sezon "Zająca" na parkiecie. Nie omijały go niestety kontuzje i choroby. Gdy jednak wchodził na boisko, grał bardzo mądrze. Wojtek musiał opuścić pierwsze 3 spotkania ze względu na kontuzję, wykurował się na spotkanie derbowe. Jacek Gembal wychodził z założenia, że Królik to przeciętny obrońca, a jego rolą jest zdobywanie punktów. Z tego zawodnik wywiązywał się nieźle, spędzał jednak na parkiecie niewiele czasu. Zagrał w 22 meczach, zdobył 141 punktów. Średnia: 6,5 pkt/mecz.
Lee Wilson - Długo Legia szukała odpowiedniego centra. Gdy Wilson przyjechał do Warszawy, wiele osób twierdziło że zawodnik ten się nie nadaje, bo jest wolny i ociężały. Miał on z pewnością spore zaległości treningowe, jednak pod okiem Gembala, szybko poprawiał swoją formę. Bardzo dobrze grał pod koniec sezonu, szczególnie w meczach play-off z Prokomem. Zaliczał wiele zbiórek, a w końcówce zaczął zdobywać także niemało punktów (najwięcej - 19). Wystąpił w 22 meczach, zdobył 149 punktów. Średnia: 6,7 pkt/mecz.
Aleksiej Karwanien - Sprowadzony do Legii w trakcie sezonu. Liczono, że będzie zdobywał sporo punktów, co nie do końca się sprawdziło. Zbyt często zaliczał "zera", mimo oddawania wielu rzutów do kosza. Zagrał w 27 meczach, zdobywając 160 punktów. Średnio 6 pkt/mecz.
Andrzej Sinielnikow - Sprowadzony z Białegostoku zawodnik, w którego początkowo nikt nie wierzył. Grając jako drugi rozgrywający, nie grał zbyt przekonująco. Po odejściu Jarretta, pokazał klasę. Notował sporo asyst, a widząc jego wspaniałą dyspozycję, trener reprezentacji powołał go do kadry B. Nie wystąpił tylko w trzech ostatnich meczach, z powodu kontuzji. Zagrał w 38 spotkaniach, zdobywając 295 punktów. Średnio 7,8 pkt/mecz.
Arnas Kazlauskas - Zagrał w 40 meczach w sezonie. Zabrakło go tylko w spotkaniu z Czarnymi Słupsk. W meczu ze Spójnią ostro zaatakowany przez Ignatowicza. Gra bardzo agresywnie, co kilka razy o mało nie kończyło się bijatyką na parkiecie. Bardzo wartościowy gracz Legii. Pod koniec sezonu, dłużej przesiadywał na ławce. Zdobył dla "wojskowych" 424 punkty. Średnio 10,6 pkt/mecz. Trzeci pod względem zbiórek w zespole.
Robert Żuk - Jeden z niewielu graczy, którzy zostali w Legii po poprzednim sezonie. Młody zawodnik szybko złapał jednak groźną kontuzję i długo nie widzieliśmy go na parkiecie. Robi jednak spore postępy. Zagrał w 17 meczach. Zazwyczaj jednak bardzo krótko przebywał na parkiecie. Zdobył 27 punktów, co daje średnią 1,6 pkt/mecz.
Łukasz Kwiatkowski - Przyszedł do Legii z Unii Tarnów. Początkowo był zmiennikiem Stulgi. Szybko to się zmieniło. Jednak po przyjściu Wilsona, znowu grał trochę mniej. Z powodu kontuzji opuścił kilka spotkań. Pod koniec sezonu złamał palec i zabrakło go w meczach z Prokomem. Zdążył zagrać jeszcze w trzech ostatnich meczach sezonu. Pokazał także, że potrafi rzucać "za 3" (13 razy), co jest niezwykle rzadkie u centrów. Najlepiej blokujący w Legii, a 9 pod tym względem w lidze. Zagrał w 30 meczach, zdobywając 203 punkty. Średnio 6,8 pkt/mecz.
Piotr Paprocki - Jacek Gembal dawał mu kilka razy szanse. Jest jeszcze młodym graczem i na występy we wszystkich meczach nie mógł liczyć. Istnieje natomiast szansa, że w przyszłym sezonie będzie zmiennikiem Andrzeja Sinielnikowa. Dwudziestolatek wystąpił w 9 meczach, uzyskując 24 punkty. Średnio 2,6 pkt/mecz.
Tomasz Cielebąk - Gracz ten przyszedł do Legii ze Śląska Wrocław. Był uznawany za wielki talent, jednak we Wrocławiu nie mógł liczyć na grę. Dlatego zdecydował się na przenosiny do Warszawy. Raczej tego nie żałuje, gdyż w stolicy dostawał sporo szans na grę. Nie zagrał tylko w jednym spotkaniu - z MKSem w Pruszkowie. Średnio spędzał na parkiecie ponad 16 minut. Zdobył dla Legii 253 punkty, co daje średnią 6,3 pkt/mecz.
Tomas Pacesas - Początkowo nikt chyba nie liczył, że Litwin będzie tak wartościowym zawodnikiem. Niestety kontrakt miał podpisany na 2 miesiące i po tym czasie odszedł do Śląska Wrocław. Był liderem zespołu. Świetnie rozgrywał i zdobywał dużo punktów. Często trafiał zza linii 6,25m - 33 razy w 12 meczach. W Legii zwykle ani na moment nie opuszczał parkietu. W Śląsku gra znacznie mniej, jednak ma szansę na zdobycie tam mistrzostwa Polski. Pacesas zdobył dla Legii 202 punkty, co daje średnią 16,8 pkt/mecz. Wiele osób twierdzi, że dopiero po jego odejściu Legia zaczęła grać zespołowo. Choć jest w tym trochę prawdy, ciężko przecenić rolę Pacesasa w Legii.
Gintaras Stulga - Rozpoczął sezon w Legii, skończył go w Spójnii. Bardzo przeciętny środkowy. Najbardziej pamiętane wydarzenie w jego wykonaniu, to bójka z Aleksandrem Kulem, w meczu z Anwilem. W barwach Spójni wcale nie "złagodniał". Zaliczył 13 meczów w Legii, zdobywając 41 punktów. Średnio 3pkt/mecz.
Bartłomiej Błaszczyk - Wychowanek Legii, urodzony w 1982 roku. Zaczynał sezon w AZSie Lublin, któremu pomógł w utrzymaniu się w I lidze. Niestety nie omijały go kontuzje. Dlatego zagrał tylko w dwóch spotkaniach (Pruszków i Spójnia), w obu zdobywając po jednym punkcie. Do Łukasza Kwiatkowskiego, czy Lee Wilsona jeszcze sporo mu brakuje, ale jest jeszcze młodym graczem i może wiele osiągnąć.
Darius Beard - Testowany krótko przez Legię. Oprócz sparingów, wystąpił tylko w jednym spotkaniu. W meczu ze Śląskiem Wrocław grał 4 minuty. Niczym specjalnym, poza ciekawą fryzurą, się nie popisał. Trener szybko zrezygnował z jego usług.
Kamil Kozłowski - Wychowanek Legii, grający w juniorach. Jacek Gembal powiedział, że młodych graczy chce powoli wprowadzać do zespołu, żeby nie zrobić im krzywdy. Wystąpił tylko w dwóch meczach, ale kilka spotkań obejrzał już z ławski rezerwowych. Jego debiut wypadł w meczu z Unią Tarnów. Nie zdobył żadnego punktu. W przyszłym sezonie Kozłowski powinien otrzymywać więcej szans od trenera. W spotkaniach juniorów pokazuje, że jest dobrze zapowiadającym się rozgrywającym. Ma dopiero 18 lat.
Trenerzy
Jacek Gembal - Zatrudnienie tego trenera było wspaniałym posunięciem zarządu. W poprzednim sezonie sporo się mówiło, że Marek Jabłoński nie potrafi sobie poradzić z zawodnikami, boi się krzyknąć na nich. Jacek Gembal bez skrupułów "opierdzielał" swoich graczy. Potrafił wspaniale poukładać zespół, który był tworzony przez cały sezon. Jest to chyba jeden z nielicznych szkoleniowców w ekstraklasie, który nie musi się obawiać o swoją posadę.
Robert Chabelski - To on prowadził Legię w końcówce poprzedniego sezonu jako I trener. Teraz ponownie został drugim trenerem. U boku Jacka Gembala można się jednak sporo nauczyć i Chabelski chyba nie żałuje swojej decyzji. W Legii od 1970 roku. Jeszcze trochę i będzie drugim Lucjanem Brychczym...
Statystyka
Legia rozegrała w sezonie 2001/2002 41 spotkań. Warszawiacy wygrali 19 spotkań, a przegrali 22. Po sezonie zasadniczym ten bilans był 15-17. Legia zdobyła 3418 punktów, zdobywając średnio 83 punkty w meczu. Legia straciła 3497 punktów, co daje 85 punktów na mecz.
Najwięcej punktów zdobytych w meczu: 125 - z Unią
Najwięcej punktów straconych w meczu: 115 - z Prokomem w play-off
Najwyższe zwycięstwo: 125-97 nad Unią Tarnów
Najwyższa porażka: 69-115 z Prokomem w II meczu play-off
Dogrywki: 2. Obie w meczach z Notecią - u siebie zwycięstwo po dogrywce 98-93, a w Inowrocławiu porażka 100-105.
Najwięcej punktów dla Legii: 39 punktów Marcusa Williamsa w meczu Polonia-Legia w 15 kolejce PLK
Najwięcej punktów dla przeciwnika: 47 punktów Austina Alexa w meczu Noteć - Legia w 22 kolejce PLK
Kibice
Na koniec podsumowanie sezonu 2001/2002 pod względem kibicowskim. Niestety nie wypada ono zbyt dobrze. Niewiele osób w stolicy interesuje się koszykówką, a kibicom Legii nie chce się jeździć na Bemowo. Tylko bardziej prestiżowe spotkania (Śląsk, Anwil) oraz mecze w zimę (gdy nie grają piłkarze), potrafiły przyciągnąć do hali większą ilość kibiców. Klub niezbyt reklamuje swoje mecze. A przecież poproszenie spikera na Łazienkowskiej, żeby przed każdym meczem piłkarzy, zapowiedział spotkanie koszykarzy, nic nie kosztuje. Z cenami biletów (10zł ulgowy, 15zł normalny) jakoś się trzeba pogodzić, gdyż w całej Polsce są one droższe. Niezrozumiałe jest natomiast niewpuszczanie kibiców za darmo na końcówkę spotkania.
Mimo to, na każdym meczu kibice Legii starali się prowadzić doping. Zimą szło znacznie lepiej, gdyż było nas więcej. Pomagała nam bardzo orkiestra, dzięki której doping był równy. Orkiestry niestety także parę razy zabrakło...
Kibice Legii licznie stawili się w hali AWF, podczas derbowego spotkania z Polonią. Było nas około 300. Kibiców Polonii nie zanotowano. Około 30 osób wybrało się także na mecz Pruszków-Legia. Fani ze stolicy dopingowali przez całe spotkanie, a po meczu razem z koszykarzami cieszyli się z cennego zwycięstwa. Na zakończenie sezonu (mecz o 7 miejsce) Legia ponownie grała w Pruszkowie. Tym razem do podwarszawskiej miejscowości udało się kilku fanów.
Podczas spotkań koszykarzy często wspomagali nas kibice Olimpii Warszawa oraz Hutnika Warszawa. Była także delegacja kibiców z Żyrardowa (fani MKSu Pruszków).
Liczymy, że w nowym sezonie, w wyremontowanej hali, nasz doping będzie jeszcze głośniejszy, a hala będzie zawsze wypełniona po brzegi.





