- Zastanawiał się Pan czasem, dlaczego powołania nie dostał kto inny?
Cezary Kucharski: Jestem szczęściarzem, ale potrafię także temu szczęściu pomóc. Strzelałem gole, miałem asysty i czekałem. No i się doczekałem.
- Co Pan czuł, kiedy w gazetach czytał artykuły o Arturze Wichniarku? Trener Jerzy Engel twierdzi, że niektórym było przykro, kiedy widzieli, jak promuje się niektórych zawodników, a o innych milczy.
- Na pewno nie było mi przykro, bo wiem, że piłkarza można wypromować jak jogurt. Znam układy, środowisko i tych "podpowiadaczy". Zdaję sobie sprawę, że są pewne zależności między dziennikarzami i zawodnikami. Czytałem artykuły i patrzyłem, kto jest pod nimi podpisany. Widziałem, kto i dlatego nie było mi przykro. Pokrzywdzony się nie czułem, bo i o mnie ktoś też się upominał. Ja się cieszę, że jestem niezależny.
- Miał Pan tremę, jadąc w niedzielę na lotnisko?
- Nie. Choć byłem lekko spięty. Żona, która mnie odwoziła, dodała otuchy. Ja znam wielu zawodników od dawna. W poniedziałek podczas śniadania podszedł do mnie Tomek Wałdoch i powiedział: "Witam po długiej przerwie". Poczułem się dużo pewniej. Czuję się dobrze jak w Legii.
- Nie obawiał się Pan, jak zostanie przyjęty?
- Pomyślałem sobie, że o umiejętnościach przekonam kolegów na boisku. Pokażę, że liga polska nie jest tak słaba, jak myślą niektórzy, szczególnie ci grający za granicą. Zresztą, kiedy byłem w Hiszpanii, też o polskiej ekstraklasie myślałem trochę z "przymrużeniem oka". Ale tu także jest kilku wartościowych, dobrych piłkarzy. Chcę udowodnić to na treningu. Jak do tej pory nie zauważyłem, by ktoś patrzył na mnie "bykiem".
- Co Pan na to, że jest piątym napastnikiem w kadrze?
- Trener Engel uczciwie postawił sprawę. Nie grałem w eliminacjach, trudno więc, by selekcjoner mówił co innego. Nie odbieram tego jednak tak, że mam małe szanse na grę w MŚ. Zrobię wszystko, by przesunąć się w tym rankingu. Chcę pokazać, że mogę być alternatywą dla innych.
- Jak bardzo kadra różni się od Legii?
- Reprezentacja to elita polskiej piłki. Trenuje na lepszych boiskach, niż my w Legii gramy. Już samo przebywanie i trenowanie z zespołem narodowym dużo daje.
- Słyszałem opinię, że "jak Kucharski wróci z mundialu, to już w ogóle nie będzie można z nim pogadać. Odbije mu woda sodowa".
- Bzdura. Tak mógł powiedzieć tylko człowiek, który mi źle życzy i mnie nie zna. Jeśli pojadę na mundial, stanę się lepszym człowiekiem i piłkarzem.
- Czy zgodzi się Pan z opinią, że wreszcie dojrzał do tego, by coś osiągnąć?
- Ja tak dojrzewam od paru lat. Z wiekiem człowiek się zmienia. Ma w życiu inne wartości. Ze mną jest tak samo. Stałem się bardziej tolerancyjny, do życia podchodzę racjonalniej. Nie to, że się starzeję, ale jestem mniej nerwowy, mniej "narwany", a bardziej odpowiedzialny. Nie traktuję wszystkiego, co o mnie się mówi czy pisze, ze śmiertelną powagą.
- W kadrze jest aż czterech legionistów...
- Cieszę się. Doceniony został nasz sukces, czyli mistrzostwo Polski i te 21 meczów bez porażki.
- Mieszkacie w pokoju z Maciejem Murawskim, który ma ofertę z Arminii Bielefeld. Czy namawia go Pan na pozostanie w Legii?
- Tak. Mówię mu, że szkoda, by odszedł, że bez niego trudniej nam będzie awansować do Ligi Mistrzów, że nie widzę w naszej lidze zawodnika, który mógłby godnie go zastąpić, że jestem pod wrażeniem jego gry i tego, ile znaczy dla Legii. Trochę "biorę go pod włos", ale chciałbym, by został.
- Trener Engel powiedział, że z obecnych na zgrupowaniu na MŚ nie zabierze pomocnika albo obrońcy, a to oznacza, że Pan pojedzie...
- Nam tego nie mówił, ale się cieszę.
- Jaki będzie Pan miał numer?
- Kiedy w poniedziałek poszedłem po koszulkę ze swoim nazwiskiem, zobaczyłem, że mam ósemkę...
- Oj, to będzie Pan musiał chyba zapłacić Tomaszowi Iwanowi, który na zgrupowaniu przed meczem z Rumunią za kilka tysięcy złotych wylicytował ten numer.
- Bez żartów proszę. Cieszę się z tego numeru, bo z ósemką gram w Legii. To dla mnie dobry znak. Grałem już w życiu z różnymi numerami, ale ósemka była najbardziej "fartowna".
- Miał Pan już wykupione wczasy, po powołaniu do kadry musiał z nich rezygnować?
- Mieliśmy tylko ustalone z żoną, że pojedziemy do Włoch, do rodziny. Ale nie wiedzieliśmy kiedy.
- Myśli Pan o wyjeździe do zagranicznego klubu?
- Nie myślę o niczym poza mistrzostwami świata. Chcę z jak najlepszej strony pokazać się na tym zgrupowaniu. Nie chcę z nikim rozmawiać, nie interesują mnie menedżerowie. Wyłączyłem telefon, włączam tylko wtedy, gdy chcę gdzieś zadzwonić. A jeśli ktoś przypadkowo do mnie się dodzwoni, udam, że go nie słyszę, że jest słaby zasięg. I odłożę słuchawkę.
Rozmawiał Robert Błoński