Reprezentacja Polski wygrała 1-0 (0-0) z narodową drużyną Estonii w towarzyskim spotkaniu, które odbyło się w sobotę na stadionie Legii w Warszawie.
Bramka: Maciej Żurawski (56). Żółta kartka: Andrei Stepanov (Estonia).
Sędziował Emil Bozinowski (Macedonia). Widzów ok. 8000.
Polska: Radosław Majdan (46-Adam Matysek) - Tomasz Hajto (46-Tomasz Kłos), Tomasz Wałdoch (46-Jacek Zieliński), Jacek Bąk (87-Maciej Murawski), Marek Koźmiński (57-Paweł Sibik) - Jacek Krzynówek (89-Arkadiusz Głowacki), Radosław Kałużny (64-Arkadiusz Bąk), Piotr Świerczewski (70-Cezary Kucharski), Tomasz Rząsa (46-Michał Żewłakow) - Paweł Kryszałowicz (46-Maciej Żurawski), Emmanuel Olisadebe (46-Marcin Żewłakow)
Estonia: Mart Poom - Teet Allas, Andrei Stepanov, Raio Piiroja, Erko Saviauk (68-Indrek Zelinski), Liivo Leetma, Kert Haavistu (73-Aiver Anniste), Marko Kristal, Kristen Viikmae, Andres Oper, Sergei Terehhov (66-Urmas Rooba)
W ostatnim oficjalnym meczu międzypaństwowym przed finałami piłkarskich mistrzostw świata w Japonii i Korei Południowej Polska reprezentacja wygrała z drużyną Estonii 1-0.
W pierwszej połowie niezbyt licznie zebrani na stadionie Legii kibice oglądali raczej senne spotkanie. Nie było wielu akcji podbramkowych, strzałów na bramkę rywali i indywidualnych zagrań piłkarzy. Nade wszystko zaś brakowało tego, co jest podstawą futbolu, czyli bramek.
Pierwszą groźniejszą akcję Polacy przeprowadzili w 5. minucie, ale piłka po strzale Jacka Krzynówka poszybowała wysoko nad poprzeczkę. Trzy minuty później ładną akcję przeprowadzili Piotr Świerczewski i Marek Koźmiński. Ten pierwszy umiejętnie podał na lewą stronę pola karnego, Koźmiński zaś uderzył na bramkę estońską, strzeżoną przez Marta Pooma. Golkiper gości nie dał
jednak się zaskoczyć.
Estończycy od początku meczu przyjęli taktykę wybitnie defensywną, zmuszając biało-czerwonych do ataku pozycyjnego. Sami zaś starali się konstruować szybkie kontrataki. W 14. minucie po strzale Rząsy szybką dwójkową akcję przeprowadzili goście. Andres Oper przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów przez nikogo nie zatrzymywany, po czym podał do Kristena Viikmae i gdyby nie kiks tego ostatniego Radosław Majdan mógł być w opałach.
W 16. minucie ponownie pod polską bramką było groźnie. Błąd popełnił Majdan starając się wychwycić dośrodkowanie Estończyków i tylko interwencja obrońców zażegnała niebezpieczeństwo. Przewagę optyczną wciąż posiadali biało-czerwoni, niewiele jednak z tego wynikało. Rośli obrońcy estońscy nie pozwalali rozwinąć skrzydeł Olisadebe. Nie radził sobie z nimi także Paweł Kryszałowicz.
Najlepszą akcję w tej części meczu Polacy stworzyli w 32. minucie. Świerczewski sprytnie podał do Kryszałowicza tuż przed pole karne, ten zaś z pierwszej piłki zagrał do "Olego". Podanie było jednak zbyt mocne i czarnoskórego napastnika ubiegł estoński bramkarz.
Pod koniec pierwszej połowy na trybunie honorowej stadionu pojawił się Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.
W drugiej części meczu na boisku w zespole polskim pojawiło się kilku nowych graczy, których zadaniem była zmiana obrazu gry. Bracia Żewłakowowie, Jacek Zieliński i Maciej Żurawski mieli zdynamizować grę, która toczyła się do tej pory w iście "piknikowej" atmosferze.
I cel, zamierzony przez Jerzego Engela, zawodnicy ci zrealizowali. Po dość sennym początku drugiej odsłony w krótkim czasie Polacy osiągnęli przewagę. W 51. minucie ładną akcję i dośrodkowanie Koźmińskiego wykończył Marcin Żewłakow, posyłając piłkę głową tuż nad poprzeczką.
W 56. minucie po rzucie wolnym, wykonywanym przez Michała Żewłakowa, do piłki wyskoczył w polu karnym zmiennik Tomasza Rząsy - Tomasz Kłos; po jego strzale głową piłka trafiła w poprzeczkę.
Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Jeszcze w tej samej minucie gry błąd popełnili obrońcy estońscy, który z zimną krwią wykorzystał Maciej Żurawski. Przejął on piłkę trzydzieści metrów przed polem karnym Pooma, podbiegł kilka metrów i strzałem w prawy górny róg pokonał estońskiego golkipera.
W następnych minutach mecz stracił trochę na szybkości. Dopiero w końcówce spotkania Polacy znowu osiągnęli wyraźną przewagę. W 82. minucie znakomitej szansy nie wykorzystał Marcin Żewłakow, który z kilku metrów strzelił ponad poprzeczką. Dwie minuty później piłka ugrzęzła w siatce estońskiej po strzale Żurawskiego, jednakże sędzia macedoński uznał, że Polak był na pozycji spalonej. Powtórki telewizyjne udowodniły, że spalonego nie było.
Mimo kilku jeszcze okazji wynik już się nie zmienił i ostatecznie biało-czerwoni skromnie, ale jednak wygrali mecz 1-0. Spotkanie te przejdzie jednak do historii, choć nie tyle ze względu na rezultat, ile na liczbę zawodników, którzy zaprezentowali się na murawie. Jerzy Engel dał bowiem zagrać wszystkim zawodnikom, których miał do dyspozycji z wyjątkiem Jerzego Dudka i na stadionie Legii zagrało w sumie 22 reprezentantów.