REKLAMA
REKLAMA

Tak gra Sporting Lizbona

Lucasinho - Wiadomość archiwalna

Gdy los na drodze Legii Warszawa w jej przygodzie w Lidze Europy postawił portugalski Sporting Lizbona, większość reakcji w Polsce była podobna - to zbyt trudny rywal jak dla stołecznej ekipy, a marzenia o awansie do dalszej fazy rozgrywek należy odłożyć w czasie. By się jednak przekonać o sile rywala naszego zespołu, postanowiłem obejrzeć portugalskie "clasico" - Sporting Lizbona podejmował u siebie FC Porto, zwycięzcę Ligi Europy oraz lidera Ligi Zon Sagres.

Spotkanie było emocjonujące, lecz nie obfitowało w liczne sytuacje podbramkowe. Spowodowane to było bardzo dobrą dyspozycją linii defensywnych obu drużyn oraz brakiem kreatywności ze strony drugiej linii - najbardziej pod tym względem zawiódł Joao Moutinho z Porto, jednak to o postawie "Lwów" będzie mowa.

Ustawienie

Formacja jaką w Sportingu stosuje trener Domingos Paciencia nieznacznie różni się od tej stosowanej przez Macieja Skorżę w Legii Warszawa. Różnice zauważalne są jednak w środku pola. W portugalskiej drużynie rolę defensywnego pomocnika pełnił Renato Neto, którego w akcjach obronnych wspierali pozostali środkowi pomocnicy, w osobach Stijna Schaarsa oraz Eliasa, który dostał nadspodziewanie dużo zadań defensywnych na to spotkanie. Brazylijczyk jednak częściej włączał się w akcje ofensywne aniżeli jego partnerzy.

W formacji preferowanej przez Domingosa Paciencię niezwykle ważne jest to, by skrzydłowi schodzili do środka boiska, robiąc miejsce bocznym obrońcom na włączenie się do akcji ofensywnych. Diego Capel i Andre Carrillo czynili to jednak zbyt rzadko, czasami uniemożliwiając Emiliano Insui i Pereiry wsparcie swoich bardziej ofensywnie usposobionych kolegów. Takie zachowanie wynikało jednak z klasy rywala, jakim jest Porto - w spotkaniach z Legią powinniśmy częściej oglądać ofensywne wypady Insui oraz Pereiry.

Inną rolę aniżeli Danijel Ljuboja w Legii pełni snajper "Leoes", Ricky van Wolfswinkel. Holender w odróżnieniu od Serba nie cofa się piłkę, pomagając rozgrywać akcje, tylko cierpliwie czeka na dogrania kolegów, od których jest całkowicie uzależniony. W meczu z Porto ci nie spisali się zbyt dobrze w ofensywie, i z tego powodu najlepszy strzelec "Lwów" był niewidoczny na boisku. Pod tym względem Ljuboja przypomina poniekąd Zlatana Ibrahimovicia, natomiast van Wolfswinkel np. Roberto Soldado, oczywiście zachowując wszelkie proporcje.

Defensywa

Patrząc na przebieg spotkania z Porto oraz statystyki Sportingu, można wysnuć jeden wniosek - to defensywa jest najsilniejszym punktem rywala Legii Warszawa w Lidze Europy. Jednak i tu można znaleźć słabsze punkty. Rui Patricio jest bardzo dobrym bramkarzem, lecz posiada zasadniczą wadę - nie jest zbyt pewny przy stałych fragmentach gry. Zdarza mu się błędnie ocenić sytuację przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki, nierzadko wskutek błędnego ustawienia. Również jego wyjścia do piłek zagrywanych górą nie są zawsze pewne - jest to chyba jego jedyny słaby punkt.

Sama linia obrony jest bardzo wysunięta - taki zabieg niesie za sobą spore niebezpieczeństwo. Cała formacja musi być bardzo ze sobą zgrana, by nie dochodziło do kosztownych pomyłek, takich jak nieudane pułapki ofsajdowe. Taka gra niejednokrotnie odbijała się czkawką nawet najlepszym zespołom, np. Chelsea w tym sezonie. Tuż obok siebie, na środku obrony mieszczą się najlepszy oraz najsłabszy punkt portugalskiej ekipy - Oguchi Onyewu oraz Anderson Polga. "Kapitan Ameryka", jak nazywany jest Onyewu zagrał perfekcyjny mecz, wyłączając z gry samego Hulka, a jego wzrost (195 cm) jest bardzo przydatny zarówno przy defensywnych, jak i ofensywnych stałych fragmentach gry. Nie prezentuje się najgorzej pod względem szybkościowym, co jest częstym zarzutem wobec jego osoby. Zupełne przeciwieństwo stanowi Anderson Polga, moim zdaniem najsłabszy piłkarz w pierwszej jedenastce - z Porto przegrał większość pojedynków główkowych, a i jego szybkość nie porywa, co nie raz zmusza go do zdecydowanego przerywania akcji rywali. Jego miejsce może zająć w najbliższym czasie wypożyczony z Sao Paulo 23-letni Brazylijczyk Xandao.

Boczni obrońcy to kolejny pewny punkt ekipy Domingosa Pacienci. Zarówno Joao Pereirę jak i Emiliano Insuę cechuje niezwykle ofensywne usposobienie w meczach ze słabszymi oraz wyrównanymi rywalami, natomiast w spotkaniach z nieco silniejszymi rywalami ich ofensywne wypady są bardzo ograniczone. Jednak coś za coś - zdarza się, że nie nadążają z powrotami do defensywy, przez co faulują. Joao Pereirze zdarzyło się to w meczu z Porto, gdy zarobił żółtą kartkę. Emiliano Insua bardzo dobrze spisuje się również na lewym skrzydle, gdzie zagrał ostatnie 20 minut meczu z Porto, wypracowując najlepszą okazję do objęcia prowadzenia przez lizbońskie "Lwy".

Pomoc

Druga linia Sportingu Lizbona jest najbardziej przetrzebiona przez kontuzje - z tego powodu nie mogli zagrać chociażby Matias Fernandez czy Fabian Rinaudo, który z pewnością nie wystąpi w dwumeczu z Legią. O skali problemów Domingosa Paciencii świadczy fakt, iż musiał on ściągnąć z wypożyczenia do Cercle Brugge defensywnego pomocnika Renato Neto, który od razu wskoczył do składu na portugalski klasyk. Neto dobrze wywiązywał się ze swej niewdzięcznej roli "czyściciela" o nastawieniu wyłącznie defensywnym, zabezpieczając środek pola.

W rolę typowego środkowego pomocnika wcielił się holender Stijn Schaars. Jego obecność na boisku ograniczyła się do rozbijania ataków rywali oraz podań do skrzydłowych lub długich zagrań do van Wolfswinkela. Zabrakło go w grze ofensywnej, grał bardzo zachowawczo - w meczu z Legią powinien jednak częściej pojawiać się pod polem karnym rywali. Najwięcej zadań ze środkowych pomocników miał Elias, który pracował zarówno w obronie, jak i ataku. Mimo wszystko zabrakło większej liczby ofensywnych wejść, dzięki czemu Sporting miałby więcej możliwości rozegrania akcji.

Zawiódł Diego Capel, lewoskrzydłowy znany z występów w Sevilli. Zupełnie niewidoczny został zmieniony w 70. minucie, a dużo więcej w parę minut na lewym skrzydle zrobił od niego Emiliano Insua. Hiszpan zupełnie nie pokazał tego, z czego jest znany - niesamowitej szybkości oraz techniki, w dodatku nie uczestniczył w akcjach ofensywnych, czekając razem z van Wolfswinkelem z przodu na piłki od partnerów. Po przeciwnej stronie operował Andre Carrillo, który pozostawił po sobie lepsze wrażenie - wspomagał partnerów w defensywie, nieraz odbierając piłkę rywalom. Peruwiańczyk potrafi nagle przyspieszyć oraz zmienić kierunek biegu, przez co może sprawić sporo problemów obronie Legii. Przypomina jednak momentami "jeźdźca bez głowy", nieraz nadużywając dryblingu i tracąc przez to piłkę.

Samotność Holendra

O stylu gry wysuniętego napastnika Sportingu, Ricky'ego van Wolfswinkela już wspomniałem - żyje on wyłącznie z podań kolegów. Jego zaletą jest dobra gra głową, dzięki czemu może pełnić również rolę odgrywającego, jednak nie wykorzystuje tego przy stałych fragmentach gry - z Porto to on wykonywał wszystkie rzuty wolne oraz rożne. Trudno obecnie wyobrazić sobie ekipę "Lwów" bez Holendra w składzie, który jest adresatem większości podań partnerów.

Czego może spodziewać się Legia?

Sporting Lizbona zdecydowanie nie wpisuje się w obecną tendencję jak najdłuższego posiadania piłki - de facto ich styl gry jest bardzo prosty i oparty na schematach. Trójka środkowych pomocników naciska na rywala w okolicach linii środkowej starając się jak najszybciej odebrać piłkę, która następnie jest zagrywana w zależności od sytuacji do skrzydłowych lub bezpośrednio za linię obrony rywala, w kierunku wysuniętego napastnika. Lizbońska ekipa zdecydowanie stawia na szybkość rozegrania akcji. Taki wybór wydaje się być dobry, zważywszy na przygotowanie motoryczne skrzydłowych oraz bocznych obrońców.

Formacja "Lwów" wygląda zupełnie inaczej, gdy to rywal posiada piłkę - następuje wtedy drastyczne zwężenie formacji, w efekcie czego ustawienie taktyczne bardziej przypomina 1-4-3-2-1 w diamencie, gdzie jeden ze środkowych pomocników cofa się i gra w jednej linii z defensywnym pomocnikiem.

Podczas meczu z Porto zdarzały się okresy gry, gdy Diego Capel zamieniał się stronami z Andre Carrillo. Na ten fakt będą musieli zwrócić szczególną uwagę Artur Jędrzejczyk z Jakubem Wawrzyniakiem, gdyż skrzydłowi portugalskiego zespołu z pewnością nie dadzą im wytchnienia nawet na chwilę, dodatkowo będąc wspomaganymi przez ofensywnie nastawionych bocznych obrońców. Często do lewej strony schodzi ze środka pomocy Stijn Schaars, wspomagając w ten sposób Diego Capela i rozgrywając z nim piłkę.

Domingos Paciencia pokazał, że umie reagować na wydarzenia dziejące się na boisku. W pierwszej połowie meczu z Porto większość piłek zagrywanych było bezpośrednio od obrońców lub środkowych pomocników w kierunku van Wolfswinkela, o tyle po przerwie Sporting grał bardziej podaniami, kombinacyjnie. Piłkarze "Lwów" mają jednak tendencję do popadania w skrajności - raz rozgrywają akcje środkami prostymi aż do bólu, podczas gdy innym razem mamy do czynienia z przekombinowaniem. Rywal Legii Warszawa oddaje zdecydowanie zbyt mało strzałów. Mimo iż przeważał, oddał zaledwie 7 uderzeń (4 celne), przy 12 próbach Porto (również 4 celne). Nieraz aż prosiło się o próbę uderzenia z dystansu, zwłaszcza że Stijn Schaars ma "młotek" w nodze.

Uważać należy na Ricky'ego van Wolfswinkela, który lubi ustawiać się w linii z obrońcami, wychodząc do podań zagrywanych za obronę rywala. Bardzo łatwo jest tu popełnić błąd - wystarczy, iż jeden defensor nie będzie odpowiednio skoncentrowany albo sędzia pomyli się i może się to źle skończyć. W meczu z Porto Sporting o mało co nie skorzystał z gry Holendra na granicy spalonego - po długim podaniu odegrał piłkę do partnera, który pędził na pojedynek oko w oko z Heltonem. Sędziowie niesłusznie odgwizdali spalonego, lecz należy zwrócić baczną uwagę na ten element.

Nie można zlekceważyć stałych fragmentów gry. W polskiej Ekstraklasie Legia straciła najmniej bramek z tego elementu gry, jednak ogromne zagrożenie pod bramką Dusana Kuciaka stanowić będą z pewnością Oguchi Onyewu oraz Anderson Polga, którzy potrafią odpowiednio znaleźć się w polu karnym rywala. Zadanie Legii będzie o tyle utrudnione, iż ciężko w niej znaleźć piłkarza obdarzonego ponadprzeciętnym wzrostem oraz umiejętnością gry głową.

Największym znakiem zapytania jest jedenastka, jaką pośle do boju Domingos Paciencia. Sportingu Lizbona nie omijają kontuzje, zwłaszcza w linii pomocy. Jak już wspominałem, występ Fabiana Rinaudo jest raczej wykluczony, jednak do czasu pierwszego spotkania do zdrowia może powrócić Matias Fernandez. Chilijczyk to moim zdaniem piłkarz, jakiego zabrakło w meczu z Porto - jego kreatywność oraz ciąg na bramkę tworzą z niego wyśmienitego ofensywnego pomocnika, mogącego operować w jednej linii ze skrzydłowymi. Jeśli Fernandez wystąpiłby przeciwko Legii, to zawodnicy naszego zespołu mogliby mieć największe problemy z zatrzymaniem właśnie jego. Częste problemy z kontuzjami ma również Marat Izmaiłow. Rosjanin od rozpoczęcia sezonu 2009/10 rozegrał zaledwie 21 występów ligowych. W meczu z Porto wszedł na boisko z ławki po kolejnym przebytym urazie i pokazał, że umiejętności ma spore, jednak jeszcze w trakcie spotkania doznał kolejnego urazu, tym razem mniej poważnego.

Jak zatem pokonać Sporting?

Maciej Skorża po wizycie na Estadio Jose Alvalade stwierdził, iż Portugalczycy "to drużyna, która nie ma słabych punktów". Rzeczywiście, ciężko jest przyczepić się do czegokolwiek w drużynie prowadzonej przez Domingosa Paciencię, lecz warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

Po pierwsze, wysoko wysunięta linia obrony oraz stosunkowo wolni środkowi obrońcy stanowią okazję do zagrywania długich piłek za defensywę rywala, podobnie jak to czyni Sporting. Pole do popisu w takim wypadku powinni dostać piłkarze obdarzeni dużą szybkością oraz przyspieszeniem. Obrona "Lwów" może za którymś razem nieudanie założyć pułapkę ofsajdową lub któryś z jej członków popełni indywidualny błąd, który należałoby jak najlepiej wykorzystać.

Po drugie, piłkarze Sportingu ewidentnie nie stronią od fauli - bardzo często nieprzepisowo powstrzymują przeciwnika oraz podatni są na wszelkiego rodzaju prowokacje. Nie jest to może najczystsza metoda do wygrania spotkania, lecz "cel uświęca środki". Bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi np. Andre Carrillo, który potrafi dostawać głupie kartki. Boczni obrońcy nie nadążając z powrotem w szeregi obronne często uciekają się do fauli, podobnie jak i środkowi defensorzy.

Nie należy również przesadzać z wysuwaniem linii obrony, która powinna być cofnięta - ograniczy to liczbę piłek zagrywanych za jej linię i pokrzyżuje plany Sportingu. Portugalczycy stosują krycie strefowe przy stałych fragmentach gry, co mogłoby się na nich zemścić, niestety Legia nie jest potentatem w ofensywnych rzutach wolnych oraz rożnych. Należy również maksymalnie przycisnąć zespół Pacienci, którego obrońcy oraz pomocnicy niemiłosiernie się gubią pod presją przeciwnika w okolicach ich pola karnego.

Podsumowując, dla Legii Warszawa konfrontacja ze Sportingiem Lizbona będzie ciężkim testem, którego zdanie będzie olbrzymim sukcesem. Wyeliminowanie bardziej utytułowanego rywala nie jest jednak niemożliwe, jednak by to uczynić trzeba być niesamowicie skoncentrowanym przez 180 minut pojedynku, a być może i więcej. Portugalska ekipa obecnie przypomina pod pewnym względem Legię sprzed roku - jest w trakcie małej rewolucji, kojarzy mi się to z ogromnym placem budowy. Wskutek tego podczas gry widać jeszcze wielu nieporozumień oraz niepotrzebnych strat piłki, w szczególności w akcjach kombinacyjnych. Przechwyty oraz natychmiastowe rozpoczęcia akcji mogą przynieść Legii Warszawa wiele pożytku.


Taktyczne ustawienie Sportingu w meczu z Porto
REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.