Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Meksyk

poniedziałek, 17 czerwca 2002 12:57
Genezyp Kapen

Kadra nam powróciła. Na lotnisku wyglądało to, jakby powróciła z tarczą,. Znak, że ostatni mecz zrobił nad wyraz dobre wrażenie. Spore grono kibiców uważa, że wykonano solidną pracę i znowu będziemy wygrywać. A przecież nic się nie zmieniło.

Powtórzę, bo bardzo podobało mi się stwierdzenie Andrzeja Strajlaua, że polskie środowisko piłkarskie zna tylko dwa nastroje: euforię lub depresję. Fachowo to nazywa się chyba psychoza maniakalno-depresyjna. Po meczach z Koreą i Portugalią mieliśmy fazę depresyjną, po meczu z USA jesteśmy w maniakalnej. O tym, że to stan choroby psychicznej świadczą wypowiedzi trenera i reprezentantów. Bramkarz Dudek i asior Hajto po raz kolejny bełkotali coś o zbieraniu doświadczeń na eliminacje ME, Dudek zarzekał się, iż zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać na mistrzostwach po grze własnej jak i zespołu. Władysław Jerzy Engel z właściwym sobie znawstwem zauważył, iż wyszedłby z grupy, gdyby grał z Koreą, którą znał a nie z tą, która wyszła na boisko przeciw Polsce. Co zatem robił przez długie miesiące przygotować i obserwacji przeciwników? Jeszcze w Korei Engel przyznał, że zwycięstwo z USA to był efekt właściwie przeprowadzonej selekcji, zamierzonej strategii i słuszności uprawianej polityki kadrowej. Zgodnie z tokiem rozumowania coacha - porażka z Koreą była dowodem złej selekcji.

Czyli nie wiadomo jak jest, wiadomo natomiast, że albo jest zupełnie dobrze, albo zupełnie źle. A wszystko zależy od wyniku ostatniego meczu. Bo trener Engel nie raczył się przyznać, gdzie popełnił błędy i jakie. Bo do tego, że wystawił zły skład przeciw Portugalii nie przyznaje się w ogóle. Bo czołowi reprezentanci, którzy szumnie wymachiwali szabelkami przed wyjazdem, nie poczuwają się do odpowiedzialności za słowa i najchętniej zaniechaliby w ogóle rozmów z mediami od których jeszcze miesiąc temu żądali honorariów za wywiady. Bo w końcu wygraliśmy i jest nadzieja, że wygrywać będziemy nadal, choć poparta zaledwie jednym wynikiem z USA. To, że przegraliśmy mistrzostwa świata z sposób haniebny jest już nieaktualne.


Pyrrusowe?


Zwycięstwo z USA uratowało nasz honor, ale zatarło jasność oceny sytuacji. W przypadku klęski z USA można by się spodziewać rewolucji, wobec zwycięstwa pojawiły się głosy, że jest OK., tylko trzeba grać rezerwowymi. Czyli można uniknąć kłopotliwych, kosztownych i pracochłonnych działań odbudowujących nasz futbol. Pojawiły się za to moje ulubione rozważania, co by było gdyby... A teraz dopiero zacznie się istny Meksyk, choć z Meksykiem zmierzył się nasz ostatni grupowy rywal – USA. Trener nie odda się do dyspozycji związku, związek będzie szukał pozytywów za wszelką cenę, bo jak Engel spadnie odłamki polecą na panów prezesów, bo jeszcze przed mistrzostwami podpisano z selekcjonerem umowę na dalsze dwa lata i tak czy inaczej trzeba będzie zapłacić...


Ponadto pozostanie kwestia odpowiedzialności za przyzwolenie na różne harce trenera i reprezentantów. Bo poza wszystkim jeden układ zwalcza inny układ i reformy kończą się w momencie, kiedy działania zagrażają czyimś interesom. Kiedy przywoływany Andrzej Strejlau mówi o dokładnej analizie przyczyn porażki na mundialu i wyciąganiu wniosków chciałoby się wierzyć, że wreszcie tym razem uda się coś poprawnie zdiagnozować i przedsięwziąć. Tyle, że my te wnioski wyciągamy od 20 lat. Skutek dotychczas był taki, że najczęściej podejmowano działania odwrotne od pożądanych. W sumie nie moja sprawa, że kibice cieszą się z naszej reprezentacji. W sumie to tylko futbol i skoro umieją się cieszyć z porażek to świetnie. Jeśli będą potrafili równie nieagresywnie reagować na inne porażki. Po meczu z Portugalia ci sami rozdokazywani kibice mieli mord w oczach i obawiam się, że mord ów może powrócić po pierwszym przegranym meczu.


Życie chwilą


Idę o zakład, że nastrój „kohajto nas” przeistoczy się w „kochajmy się”, i być może nie będzie potrzeby wszczynać jakiejkolwiek dyskusji. A jeśli jakieś koła ją wywołają to istota rzeczy najprawdopodobniej utonie w konwencji swarów, szukania winnych, rzucania oskarżeń personalnych i układania stosów. Kwestia wyprowadzenia polskiego piłkarstwa na długą europejską prostą zostanie zaniechana, bo zaniechanie jest łatwe, praktyczne, tanie i nie wymaga ofiar ani trudu. Niezadowolonym zawsze można zarzucić partykularne interesy środowiskowe. Np. Piechniczek na fali krytyki pomundialowej już ruszył na związkowych reformatorów ligi, dowodząc, że dzięki naszym ligowym asom udało się ocalić godność narodową i trzeba młodym grajkom ligi jak największej, Janusz Wójcik poużywał i poużywa jeszcze sobie na Engelu za straty moralne sprzed dwóch lat, kibice zaś ustalą kogo z grubsza lać, a kogo głaskać, Jan Tomaszewski już zażądał dymisji zarządu PZPN, selekcjonera, ponownej selekcji piłkarzy, TVP chętnie by skrytykowała, ale niefortunnie redakcja sportowa zaprzyjaźniła się z Jurkiem i nie wypada... do czego Szaranowicz przyznał się na antenie.


Kanał


W PRL-u istniało zjawisko kanalizowania nastrojów społecznych. Były one zazwyczaj złe, więc kanalizacja jest dobrze przećwiczona. Zgodnie z jej teorią należałoby obarczyć winą kilka osób i zrzucić je z piedestału – dla satysfakcji kibiców, dziennikarzy itp. Edyta Górniak już ponosi konsekwencje winy w sądzie lubelskim... a Engel pewnie nie poniesie. Nieważne czy chłop zawinił, grunt, że Cygana powiesili.

Oczywiście nie zmieni to niczego. Chodzi o to, by zły nastrój został skanalizowany. Jak dotąd się udawało, ale zwyczajowo kanalizacje w polskim wydaniu były skuteczne tylko do następnego razu. A w eliminacjach czeka Szwecja, która jest dziś lepsza od naszych orłów, ale zazwyczaj wygrywa co drugie eliminacje, więc może będzie bez formy, jak Norwegia przed rokiem. Udowodniliśmy, że do bólu potrafimy powtarzać nieskuteczne schematy polegające głównie na zmianach kosmetycznych i czekaniu na cud. Byle tylko znaleźć pretekst do takiego czekania. Boję się, że chlubne zwycięstwo z USA może być takim pretekstem.

W Polsce pomundialowej pojawiły się trzy tendencje opiniujące: 1. Oto mamy całkiem dobry team narodowy, któremu nie dał grać Engel, 2. Engel niewiele się pomylił, tylko piłkarzy mamy do niczego, 3. wszyscy nie popisali się – marnym graczom poprzewracało się w głowach, a trener uwierzył, że ma asów nad asami i dbał tylko o ich testy wydolnościowe.
Społeczności kibicowskiej – po meczu z USA – bliższy jest wariant pierwszy. Ja skłaniałbym się ku kompilacji trzeciego z drugim. Spodziewam się jednak, że media jak i środowiska kibicowskie za wszelką cenę będą usiłowały sprowadzić złożony problem naszej kadry jak i w ogóle stanu polskiej piłki do możliwie najprostszych diagnozy i wniosków w stylu: „Wszystko przez Engela!”, Hajto, Świerczewski &Co. wynocha”, „Rozwalić PZPN – prezesi do domu”, „Lubański wara od repry! ”, „Młodzi do kadry”, „forza polska liga” itp. Wszystko po to, żeby odzyskać możliwość wydawania prostych sądów. A nasza piłka domaga się przebudowy gruntownej – od sposobu myślenia o niej poczynając, a na wielkich stadionach kończąc. Nie jestem zwolennikiem polowania na czarownice, ścinania głów, szerzenia agresji czy szukania winnych. Jestem zwolennikiem właściwej diagnozy: tzn. wygraliśmy czy przegraliśmy, chciałbym, żeby Engel mógł zostać, ale czy może zostać facet który był świetny w deklaracjach, a jak dał ciała, to zwalił na piłkarzy i zasłonił się obiektywnymi trudnościami? Oczekiwałbym, żeby przyznał, gdzie popełnił błędy, przyznał, że ma tego świadomość i że obiecuje więcej tych błędów nie popełniać. Uznałbym wtedy, że facet nie ma przewrócone w głowie i jest w stanie wyciągnąć wnioski. W przeciwnym razie argumenty Engela będzie można traktować jako monolog niegroźnego świra. Może nieco więcej pokory dla profesji, którą się pan zajmuje, panie Engel?


Ojcowie sukcesu i bękart


Największym grzechem naszych kadrowiczów było chętne przystanie na role gwiazd, noszenie się z pańska i zgarnianie niemałego szmalu na marketingu przedmundialowym. Grzechem niewybaczalnym było pompowanie nastrojów społecznych za które nikt teraz nie chce wziąć odpowiedzialności. Wprawdzie przedmundialowy dialog kadra-opinia publiczna mógł wydawać się rozmową idioty z nienormalnym, ale słowa zaczęły być postrzegane jako przyszłe fakty, zanim ktokolwiek zdążył ten proces powstrzymać. Dlaczego idioty z nienormalnym? - Bo jeśli ktoś choć odrobinę zna się na futbolu, wie, że gra jest to nieprzewidywalna i nie należy traktować poważnie kogoś, kto coś konkretnego obiecuje przed meczem. Tym bardziej jeśli czerpie z tych obietnic korzyści majątkowe.

Ludzie kadry naobiecywali mnóstwo rzeczy jeszcze przed wylotem, a dyskretne pukanie się w głowę tłamsili arogancją i szumnymi zapowiedziami. Głosy krytyki traktowali jako zamach na dobra osobiste i dawali stanowczy odpór. Pozwolili sobie na publiczne wywleczenie konfliktu Iwanowego. Posunęli nawet do tego, by głośno domagać się szmalu za udzielane wywiady. W końcu nazwali dziennikarzy pedałami i kapusiami, do siebie zwracali się per „chamie”. Trener nosił się dumnie i z góry traktował wszystkich powątpiewających. Przyznam, że zaimponował mi konsekwencją, bo dotychczas mieliśmy sytuację, że jak nie szło to coach uginał się pod presją i wsadzał do składu każdego, o kim wspomniały media. Tyle, że Engel tak przejął się tą konsekwencją, że przegiął w drugą stronę. Zignorował oczywiste fakty uznając, że są przeciwne jego konsekwencji. A sposób dyskusji z mediami świadczy o mizernej wiedzy psychologicznej Engela, o tym, że uwierzył w mit, który sam stworzył dla potrzeb gazet. Wypowiedzi pomundialowe – utrzymane są w podobnej poetyce: Miałem rację, tylko zabrakło szczęścia, parę rzeczy zawiodło, ale nie popełniliśmy błędów w przygotowaniach, wyniki wydolnościowe to potwierdzają, a w ogóle to nie było stać nas na więcej piłkarsko”. Panie Jurku, niech pan się zdecyduje, wygrał pan te mistrzostwa czy przegrał.


A teraz garść faktów o naszych kadrowiczach, trenerach i związkowcach:

1. Panowie ci nie zamierzają przyznać się do popełnionych błędów.

2. Udają Greka w sytuacji, kiedy wszyscy wiedzą, że oni udają Greka.

3. Reagują agresywnie na krytykę, nawet tę czynioną w dobrej wierze.

4. Kłamią, twierdząc, że niczego nie obiecywali.

5. Podlizują się kibicom, aby uniknąć odpowiedzialności.


Konflikt nie dojrzałby do obecnego poziomu, gdyby członkowie polskiej ekipy trzymali gęby na kłódkę i robili swoje – czyli grali w piłkę z myślą o jak najlepszym efekcie. O ileż lepszą mielibyśmy atmosferę, gdyby selekcjoner po ludzku przyznał, przed mundialem, że sytuacja jest trudna, bo kadrowicze zatracili formę i pewne rzeczy trzeba przeprowadzić od nowa. Że nie jest pewny paru rozwiązań, bo brak profesjonalizmu piłkarzy go zaskoczył, że dopuszcza zmiany personalne. Taki mądry okazuje się być dopiero po fakcie, kiedy wszyscy jesteśmy już mądrzy. Balon został nadmuchany świadomie przez tych panów. Teraz pękł i za kadrą ciągnie się smród każdej niespełnionej obietnicy.


No future?


Jak powiedział inż. Jacek Gmoch – we współczesnym futbolu liczy się szybkość i technika. A są to cechy, których staramy się nie nadużywać w naszej grze. Co więcej, unikać ich w miarę możliwości. Udało się zagrać szybko z USA, ale szybkość ta gasła z minuty na minutę, a piłkarze schodzili z boiska wyglądając jakby własnoręczne przetoczyli lokomotywę bez szyn. Wiadomo przecież, że są w stanie rozegrać mecz na takich obrotach raz na jakiś czas. A futbol na najwyższym poziomie wymaga, by była to dla nich codzienna praktyka. Obiecujące zwycięstwo jest pojedynczym choć efektownym zwycięstwem. Ale czy normą? Graliśmy desperacko, bez obciążeń psychicznych, mogliśmy pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa w grze, bo mecz był o pietruszkę. Sam fakt zwycięstwa nie powinien zamglić trzeźwej oceny sytuacji, bo następne ważne mecze będą o coś i presji nie da się uniknąć. Tymczasem Wałdoch rezygnuje z występów, bo biedak nie radzi sobie z tremą. Skąd oni go wzięli? Z przedszkola czy profesjonalnej ligi niemieckiej? Skoro ktoś sobie nie radził, to dlaczego nie było opieki psychologa? Zdobycze cywilizacji wydają się nam obce, podobnie jak oświetlenie na stadionach ligowych



Sezon nadziei


Jacek Gmoch zauważył coś cennego – Polacy lubią grać ofensywnie - z ułańską fantazją – jaka zaprezentowali przeciwko USA. Mecz w wykonaniu naszych musi mieć rytm szarży , bo ona odpowiada temperamentowi narodowemu. Lubimy i umiemy tak grać. Wszelkie asekuracyjne taktyki paliły zazwyczaj na panewce. Z Koreą graliśmy tymczasem antyszarżę, a z Portugalią rzucaliśmy się pojedynczo z szabelkami na gniazda karabinów maszynowych. Bo nawet do szarży potrzebne są umiejętności. Bo futbol to przede wszystkim gra, która wymaga kwalifikacji a nie zadęcia. Traktowanie meczu w kategoriach sprawy narodowej przez przeciętnych graczy niczego nie załatwi. Tymczasem u nas rozważa się wszystko, tylko nie to, dlaczego nasi nie mają kwalifikacji. Chwytliwe jest roztrząsanie sprawy zaangażowania, głodu sukcesu, motywacji, starania się, wiary, chęci, w końcu przygotowania motorycznego. Byle dalej od umiejętności, wyszkolenia, profesjonalizmu i pracy, bo to kosztowne, ciężkie, wymagające podejmowania niepopularnych decyzji, żmudne i trudne. Jak przychodzi do Państwa hydraulik, to pytacie o jego kwalifikacje czy o zaangażowanie patriotyczne przy wymianie rurki? Nawet na międzynarodowym turnieju hydraulików – ekipa zaangażowana narodowo, a nie radząca sobie z kluczem francuskim nie odniesie sukcesu, jak sądzę.

Cezary Kucharski wspomniał nieśmiało, że murawa na boisku treningowym polskiej reprezentacji w Korei była lepsza od każdej trawy na polskich pierwszoligowych płytach głównych. W piłkę nie da się grać bez piłki, bez murawy, w końcu bez stadionów. A to u nas realia ekstraklasy. A na czym grają juniorzy i młodzicy? Lepiej nie pytać. Nieporozumieniem jest wieloletnie powoływanie się na sukcesy reprezentacji młodzieżowych. Od lat niewiele z tego nie wynika dla piłki seniorskiej. Przyczyny tego stanu rzeczy też są znane, tyle, że też nic z tej wiedzy nie wynika. I dlatego randez-vouz Polski z Meksykiem mamy tylko w krajowego wydaniu – istnego Meksyku naszego codziennego.






Kristof:

Czy nie szkoda Panu niezaprzeczalnego talentu i czasu innych na takie
banialuki? Osobiście uważam, że powinien Pan w swoich tekstach wprowadzić
zmiany i napisać w końcu coś mądrego i z klasą, bo niektóre myśli zawarte w
Pańskich felietonach to większe dno niż ostatnie występy naszej
reprezentacji, aż żal miejsca na cytaty. Na prawdę nie stać Pana na więcej?

ABM:

Chcialbym skomentowac to co napisal G.Kapen. Odkad siegam pamiecia z niczego i nikogo ten Pan nigdy nie byl zadowolony. A dam sobie uciac dlon ze mecze polskiej reprezentacji ogladal z wypiekami na twarzy i z wczepoinymi w fotel pazurami. Zastanawiam sie takze nad jezykiem tego ciekawego Pana. Probuje byc niestety na sile elokwentny ale niestety elokwencja jest wrodzona a nie nabyta, i drogi Panie tego nie mozna sie nauczyc. Dlatego pana jezyk pisania nie jest ani ostry jak sie to Panu zapewne wydaje ale wrecz chlopski i to w najgorszym wydaniu jedyne co w nim brakuje to od czasu do czasu jakiegos
wulgarnego przeklenstw i to wlasnie bylo by to!!!!

Natomiast wracajac do wystepu naszej reprezentacji w Korei. Pan G.K. przywoluje tutaj wypowiedzi znanych w polskim futbolu panow Gmocha oraz Tomaszewskiego. Drogi Panie niestety Ci obaj panowie powinni sie gleboko zastanowic wogole nad wystepowaniem publicznym a tym bardziej w telewizji. Przeciez tego co mowi pan Tomaszewski nie moze w Polsce juz nikt sluchac no moze z wyjatkiem pana G.K. Jak powszechnie wiemy Pan Tomaszewski od dawna mowi poprostu wierutne bzdury a co najgorsze prawdopodobnie w nie wierzy. Wedlug mnie n ten pan bardzo by chcial robic to co Pan Listkiewicz i Boniek. No ale niestety do Bonka brakuje mu nietylko umiejetnosci pilkarskich ale niestety takze inteligencji. Pan Gmoch natomiast mial tez na mistrzostwach swoja szanse i szumnie zapowiadal zdobycie Pucharu Swiata, niestety
zamiast pucharu i chwaly zniknal gdzies z pieniadzmi dla zawodnikow.
Tak wiec panie G.K. niefortunne te wypowiedzi ktore Pan cytujesz. Podsumowujac wszystko niestety i tu masz Pan racje wypadlismy kiepsko. Ale ostatni mecz pokazal ze mamy kim grac. Podziekuje sie paru zawodnikom (gorace kubki) wspusci sie mloda krew i mozna grac. Czy trzeba zmienic trenera wydaje mi sie ze tak. Ale to musi byc decyzja przemyslana a nie
pochopna. Kandydatura Pana Majeskiego wydaje mi sie niezbyt szczesliwa. My chyba jednak nie mamy wybitnych trenerow w Polsce i moze faktycznie nalezy sie rozejzec za kims z zagranicy.

Jeszcze dwa slowa dla Pana G.K. Wiedz Pan ze najlatwiej kopie sie lezacego jak toladnie juz ktos powiedzial. A Pan nalezysz do takich ludzi.

Zycze aby zaczal Pan pisac w koncu cos z sensem, poniewaz kilku ludzi to czyta. A maja juz tego tak samo dosc jak kometarzy Tomaszewskiego.



Adasss:

Wreszcie jakiś zdroworozsądkowy tekst, szacunek dla autora.
Co do meczu z USA to był to, zgodnie ze słowami Bońka, mecz typowy dla
naszego charakteru narodowego. No bo mieliśmy "szarżę pod Somosierrą" i
"obronę Częstochowy" ;). Też uważam, że złudzeniem jest, że wystarczy zminić
paru zawodników i już będzie dobrze. Tak naprawdę jest duży problem z
dopływem świeżej krwi, nie przypadkiem największa nadzieja w ostatnim
czasie, Smolarek, wychowywał się w Holandii. U nas wychowanie fizyczne i
dalsza selekcja i praca leży tam gdzie jest najwięcej chłopaków ciągnących
do piłki, w małych ośrodkach. Nawet w dużych jest to poziom żałosny. A
porównuję to z tym co widziałem w RFN prawie 20 lat temu!!!


reykjavik:

W obronie Sokratesa (czyli zamiast kilku słów komentarza)

Brak urzędowego optymizmu, prosty wręcz rynsztokowy język i nieudolne
silenie się na elokwencję to ABM zarzuca felietonom Genezypa Kapena. Zacznijmy więc od początku. Zapomina Pan, że rzetelny dziennikarz
przede wszystkim musi być krytyczny (ale i jednocześnie obiektywny) w
stosunku do tego o czym rozprawia. Trudno doszukać tu się (w felietonach)
jakiegoś emocjonalnego podłoża.

Podstawowy zarzut czyli brak wszechogarniającego futbolową brać
optymizmu to według autora komentarza wada. A ja chciałbym się dowiedzieć z
czego My mamy się cieszyć. Kadra po beznadziejnej prezentacji na mundialu
stała się jednocześnie obiektem drwin globalnej piłkarskiej rodziny.Brak
jednolitego systemu szkolenia młodych adeptów piłki, znikome nakłady państwa
na futbol, słaba liga, minimalne zainteresowanie społeczne podstawowym
produktem piłkarskiej centrali (czytaj ligą) to wg ABM powody do dumy i
zadowolenia.


Jedna jaskółka nie może zasłonić całego nędznego obrazu naszego futbolu.
Po 1 września dla rodzimej kopanej wytworzył się fantastyczny klimat, z
reprezentacją chciały się identyfikować rzesze ludzi. Różnego formatu, od
zwykłego Kowalskiego poczynając, a na Mariuszu Walterze kończąc. Szkoda
tylko, że ta śmietanka nie została spita z należytym spokojem.

Skończyło się na huraoptymizmie i deklaracjach "jedziemy po medal, po
puchar", a nawet "celem jest puchar świata". Zabrakło dodatkowych godzin WF
w szkołach (chociaż sprawa nie jest taka łatwa jakby mogło się wydawać), nie
wiem czy wybudowano jakiekolwiek boisko dla zwykłych dzieci które w wolnej
chwili chciałyby poganiać za piłką. Atmosfera była fantastyczna, szkoda
tylko, że w żadnym stopniu nie przełożyła się na rzeczywistość. Teraz kiedy
światła zgasły, kiedy opadła kurtyna, obudziliśmy się z doskwierającym kacem
codzienności.

Boli fakt, że z porażką nie potrafimy się pogodzić. W społeczeństwie
przeważają dwie postawy. Albo huraoptymizm "nic się nie stało, Polacy nic
się nie stało" bądź chęci rzezi na chłopcach Engela. Brak merytorycznej,
obustronnej dyskusji nad wpadającą w agonię rodzimą piłką.


ABM deklaruje (zachowuję oryginalną pisownię) "A dam sobie uciac dlon
ze mecze polskiej reprezentacji ogladal z wypiekami na twarzy i z
wczepoinymi w fotel pazurami". Jestem gotów przyjąć to wyzwanie. Wątpię aby
ten Pański "zajarany tiffosi" był gotowy do tak chłodnej, spokojnej analizy.
Według mnie to właśnie to, czego zabrakło w dużej ilości sportowych tytułów.
Osobiście znalazłem tylko jeden naprawdę ciekawy, dokładny, pisany z mozołem
artykuł o przyczynach porażki na mundialu, dominowała niestety nagonka na
Jerzego Engela.


Kolejnym obiektem zarzutu jest język felietonu. Sprawa najtrudniejsza,
bo do pióra piszącego o sporcie wkrada się dużo błędów jęz. Ta dziedzina
życia staje się coraz częściej obiektem badań językoznawców (oni najlepiej
mogliby ocenić poziom językowo-stylistyczny felietonu)


Jak mniemam przeczytał Pan cały artykuł, a do krótkich on nie należy.
Już to świadczy o tym że jest pisany w ciekawy sposób,. Gdyby nie był to nie
zostałby skończony przez autora polemiki.

Jednym z najbardziej bolesnych zarzutów, tyleż co bezpodstawnym jest
silenie się elokwencję. Autor (ABM) piszę coś o uwarunkowaniach
genetycznych, ale i o efekciarstwie Genezypa Kapena. Nie mnie to raczej
oceniać, ale używanie po kilka razy w jednym zdaniu zwrotu "Pan" przez
autora polemiki do najtrafniejszych chyba nie należy. Nie wiem może miało to
charakter ironiczny jeśli tak to było wg mnie w fatalnym guście. No cóż Ja
na temat elokwencji pojęcie mam raczej mgliste więc nie będę tego poddawał
krytyce...

Trudno wartościować człowieka po felietonach tym bardziej zdumiewa
opinia ABM głosząca fakt że autor należy do ludzi lubujących się w kopaniu
leżącego.

Nie wiem może ma to jakiś prywatny, wręcz osobisty charakter. Tylko w taki
sposób tłumaczę sobie fakt, że przedostało się to do polemiki.
I ostatnie zdanie czyli coś w rodzaju przesłania (oryginalna pisownia
została zachowana): "Zycze aby zaczal Pan pisac w koncu cos z sensem,
poniewaz kilku ludzi to czyta. A maja już tego tak samo dosc jak kometarzy
Tomaszewskiego".

Skoro tekst spotkał się z odzewem z Pana strony to już jest w tym jakiś
sens, miało to cel nikt przecież nie lubi pisać do szuflady.

Odnośnie ostatniej części tych dobrych rad, w stylu: "ABM poleca", to
żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju i ustawowego przymusu do czytania
felietonów Genezypa Kapena nie ma i nie będzie





Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: