Już od 6-ciu lat nie oglądaliśmy polskiego zespołu w fazie grupowej Ligi
Mistrzów, w całej historii tych rozgrywek tylko dwóm polskim klubom udało
się dostać do elitarnego grona. Niestety na przeszkodzie stawali przeciwnicy
z najwyższej europejskiej półki, ale jeszcze częściej bieda i dezorganizacja
polskiej ligi. Jak powiedział Jan Tomaszewski sierpień i wrzesień to
miesiące w których kibice polskich klubów płacą podatek od złudzeń i choć
nie jestem zwolennikiem wielu podglądów pana Jana, to w tej kwestii trudno
się z nim nie zgodzić. Od sześciu lat na arenie międzynarodowej żaden polski
klub nie odniósł klubowego sukcesu z prawdziwego zdarzenia. Żadna z drużyn
nie przeszła dalej niż do drugiej rundy Pucharu UEFA, żadna nie zagrała w
Lidze Mistrzów. Były co prawda małe sukcesy takie jak choćby pokonanie
przez Legię Panathinaikosu Ateny, czy zwycięstwo Wisły odniesione nad Realem
Saragossa. Za jeszcze mniejsze sukcesy można uznać pojedynki Amiki Wronki z
Ałanią Władykaukaz i Brondby Kopenhaga czy dojście Ruchu Chorzów do finału
pucharu Intertoto. Żaden z nich nie może się jednak równać do sukcesów Legii
w Pucharze Zdobywców Pucharów w roku 1991, czy rozgrywek Legii i Widzewa w
Lidze Mistrzów. W jakich okolicznościach polskie kluby przegrywały
rywalizację międzynarodową? Czy te trzy udane występy polskich drużyn w
całej dekadzie lat 90-tych były przypadkowe? Postaram się przypomnieć tamte
dni głównie z myślą o młodszych kibicach i tych którzy zbyt mocno wierzą w
pokonanie Barcelony, w awans Legii do Ligi Mistrzów i w powrót dawnej
świetności. Jeżeli mamy się rozczarować to chyba lepiej mile.
Nastoletni kibice mogą już nie pamiętać czasów gdy po raz ostatni rozegrano
Puchar Mistrzów w jego dawnej i nie zmienianej od lat postaci. W sezonie
1990 / 1991 po raz ostatni były to rozgrywki bez grup, rund wstępnych, bez
rankingów itd... Żeby było śmieszniej to UEFA liczyła wówczas 34 federacji
(dzisiaj 52), bo i państw w Europie było znacznie mniej. Ostatni Puchar
Europy zdobyła drużyna z wówczas jeszcze nie podzielonej Jugosławii - Crvena
Zvezda Belgrad. Aby dojść do finału trzeba było w ośmiu spotkaniach pokonać
czterech rywali. To był też świetny sezon dla Polski. To był dobry sezon
sukcesami było to pewne zwycięstwo Lecha Poznań nad greckim Panathinaikosem
(porażka w drugiej rundzie z mistrzem Francji i faworytem rozgrywek
Olimpikque Marsylia). Jednak to Legia w tym sezonie doszła aż do półfinału
Pucharu Zdobywców Pucharów, po świetnych występach przeciwko Sampdorii w
której grała wtedy połowa reprezentacji Włoch, aż można było wierzyć, że po
kilku chudzych latach znowu czekają nas miłe chwile jak te z pierwszej
połowy lat 80-tych.
1991 / 1992
Od następnego sezonu pojawiła się już faza grupowa, ale ustawiono ją na
szczeblu ćwierćfinału. Aby dojść tak wysoko należało przejść dwie rundy.
Mistrz Polski Zagłębie Lubin poległ już w pierwszej rundzie z Broendby
Kopenhaga. Znacznie mniej szczęścia w losowaniu miał Górnik Zabrze i już
pierwszej rundzie PUEFA trafił na Hamburger SV i pożegnał się z rozgrywkami.
GKS Katowice pokonał co prawda zdobywcę pucharu Szkocji, ale w drugiej
rundzie przegrał z zespołem Club Brugge.
1992 / 1993
Mistrz Polski Lech Poznań przebrnął przez pierwszą rundę trafiając łatwego
rywala jakim było Skonto Ryga, w rundzie drugiej uległ jednak drużynie IFK
Geteborg, drugologowa Miedź Legnica zdobywca Pucharu Polski dzielnie
walczyła z AS Monaco przegrywając jednak dwumecz stosunkiem jednej bramki.
Prawdziwego wyczynu dokonał jednak łódzki Widzew, który ustalił rekord
najwyższej porażki w europucharach dla polskiego klubu. Po remisie 2:2 w
Łodzi we Frankfurcie przegrał 9:0! Wydawało się, że jesteśmy na dnie
tymczasem wraz z kolejnymi blamażami polskiej reprezentacji przyszły jeszcze
gorsze wydarzenia.
Sezon 1993 / 1994 przejdzie chyba do historii jako jeden z najbardziej
niechlubnych w historii polskiej ligi. Prowadzona przez Janusza Wójcika
warszawska Legia zdobyła tytuł mistrza Polski. Za zielonym stolikiem PZPN
odebrał tytuł Legii i ukarał ją odbierając trzy punkty w sezonie następnym.
Nie będę rozwodzić się nad okolicznościami tamtych decyzji, był to rozbój w
biały dzień bo zrobiono to bez jakichkolwiek dowodów a jedynie na podstawie
podejrzeń, gdyby stosować te kryteria do innych drużyn to możnaby unieważnić
kilka sezonów w ostatnich 20 latach. Po decyzji PZPN Legia została także
ukarana przez UEFA odunięciem z rozgrywek pucharowych. W Pucharze Mistrzów
zagrał Lech Poznań i w drugiej rundzie przegrał z moskiewskim Spartakiem
5:1, także w PZP już w pierwszej rundzie GKS przegrał z Benficą Lizbona. Na
skutek decyzji PZPN-u, miejsce w pucharach straciła Legia, ale nikt nie
zatroszczył się by w jej miejsce wystawić inną polską drużynę i dlatego w
PUEFA nie wystąpił żaden polski klub.
Rok 1994 to wreszcie upragnione i wymęczone mistrzostwo dla Legii, pod
koniec sezonu Legia grała rewelacyjnie i z meczu na mecz coraz lepiej.
Główny rywal do tytułu Górnik Zabrze siedział jednak mozno na karku i tracił
do Legii jedynie punkt. Tuż przed zakończeniem rozgrywek ligowych Legia
rozgromiła Górnika 5:2 w Pucharze Polski i wydawało się, że ostatni mecz
właśnie z Górnikiem na Łazienkowskiej będzie formalnością - zwłaszcza, że
Legii do mistrzostwa wystarczał remis. To był horror, mimo iż Legia
praktycznie nie schodziła z połowy rywala jedna chwila nieuwagi wystarczyła by po rajdzie Szemońskiego Górnik objął prowadzenie. Im bliżej końca tym bardziej nerwowo robiło się na boisku, przez ostatnie 20 minut Legia nie schodziła już z pola karnego rywali, piłkarze Górnika grali wyjątkowo ostro w następstwie żółtych a potem czerwonych kartek kończyli mecz w 9-tkę. W końcu po bramce Fedoruka Legia wyrównała. Przed samym zakończeniem meczu kibice wzięli odgwizdanego spalonego za gwizdek końcowy i wbiegli na murawę, widząc to sędzia zakończył spotkanie. Później wielu kibiców miało obawy czy przebieg tego meczu nie posłuży za pretekst do powtórki zagrywki PZPN z poprzedniego sezonu. Nic takiego się nie stało i Legia przystąpiła do eliminacji Ligi Mistrzów. Wylosowanie w jedynej wówczas rundzie eliminacyjnej LM Hajduka Split wywołało wśród warszawskich kibiców euforię. O piłkarskiej Jugosławii ogarniętej wojną wszyscy zdążyli zapomnieć, dlatego przed pierwszym meczem w Warszawie panowała pewność siebie - trener Janas zapowiadał zwycięstwo 2:0 3:0. Wyglądający jak gladiatorzy piłkarze Hajduka postawili jednak wysoko poprzeczkę i mimo przewagi Legii chorwacka obrona była nie do przebicia, co gorsza szybka kontra gości ustaliła wynik meczu na 0:1 dla Hajduka. To był szok i przed rewanżem nie dawano Legii większych szans tym bardziej, że po ostatnim ligowym meczu z Górnikiem jej skład został mocno przetrzebiony kontuzjami. W rewanżu długo utrzymywał się remis bezbramkowy, kiedy Legia nie mając już nic do stracenia ruszyła na wymianę ciosów Hajduk Split zdobył cztery bramki grzebiąc ostatecznie marzenia o Lidze Mistrzów. Warto pamiętać, że Hajduk Split dotarł w tych rozgrywkach do ćwierćfinału i uległ dopiero ówczesnej potędze piłkarskiej Ajax -owi Amsterdam. Gdy Legia przeżywała swoją porażkę w Pucharze UEFA aż do III-ej rundy dotarł GKS Katowice pokonując po drodze m.in. Borodeux, poległ tam jednak z Bayerem Leverkusen i to w dość wysokich rozmiarach. Od tamtej pory żaden polski klub nie doszedł do III-ej rundy PUEFA.
Lata 1995 i 1996 to były wspaniałe lata, najpierw gładko wygrana liga.
Świetnie poukładana drużyna, sensowne wzmocnienia. Legia na trzy kolejki
przed końcem rozgrywek była mistrzem, a jej gra była wyśmienita. Przed
eliminacyjnym pojedynkiem z IFK Geteborg byliśmy pełni obaw, po pierwsze
była to wtedy bardzo silna ekipa, w której jeszcze grali reprezentanci
Szwecji - półfinaliści MŚ w 1994 roku. Przed meczem w Warszawie wynik 1:0
dla Legii pewnie byłby wzięty w ciemno, po meczu był niedosyt, bo Legia
mogła wygrać go wyżej i ta jedna bramka zdobyta z karnego nie
odzwierciedlała przewagi Mistrza Polski. W rewanżu Szwedzi zapowiadali
wysokie zwycięstwo i rzeczywiście przez pierwszą połowę to oni przeważali na
boisku, strzelając bramkę wyrównali straty z pierwszego spotkania i
naciskali dalej (później strzelili jeszcze bramkę ze spalonego - nieuznaną).
Szybkie tempo z pierwszej połowy nadwyrężyło jednak siły rywali, którzy
przegrywając pojedynki biegowe zaczynali faulować i wkrótce grali w 10-tkę,
trener IFK tak szalał przy linii bocznej, że na polecenie arbitra zamknięto
go w klatce. Tymczasem przewaga Legii rosła i rosła pewność, że wynik
dwumeczu będzie korzystny. W końcu rewelacyjny Leszek Pisz wchodząc między
dwóch obrońców wyższych od niego o dwie głowy każdy, strzelił główką
wyrównującą bramkę. Zaczęła się fjesta i kompletny amok, Szwedzi aby wygrać
musieli strzelić jeszcze dwie bramki a tym czasem to Legia nadal cisnęła -
byliśmy w raju! Bramka Jacka Bednarza 2:1 i Liga Mistrzów stanęła otworem.
Przed Ligą Mistrzów w Legii nastąpiły kolejne wzmocnienia i drużyna grała
wyśmienicie. Po zwycięstwie nad Rosenborgiem, pechowej porażce ze Spartakiem
Moskwa, legioniści pokonali Blackburn Rovers mistrza Anglii najeżonego
reprezentantami Anglii i piłkarzami światowej klasy. Był to chyba najlepszy
mecz Legii w LM, także rewanż w Anglii mimo przewagi gospodarzy w drugiej
połowie zakończył się remisem, który jak się później okazało zapewnił Legii
drugie miejsce w grupie i awans do ćwierćfinału. Po kolejnych wzmocnieniach
wiosną Legia stanęła na przeciwko Panthinaikosu Ateny, jednak widać było że
drużyna grała znacznie słabiej niż jesienią. Po remisie 0:0 w Warszawie
przyszła porażka 3:0 w Atenach i koniec pucharowej przygody. Warto
wspomnieć, że ta porażka nie załamała zbytnio warszawskich kibiców. Po
pierwsze sukces i tak był olbrzymi, a po drugie Legia szła pewnie po
mistrzostwo Polski i wydawało sie, że już niebawem ponownie zobaczymy LM na
Łazienkowskiej. Gdyby wtedy ktoś powiedział, że co najmniej przez kolejne 7
lat żadna polska drużyna nie dojdzie tak daleko, że Legia na kolejny tytuł
mistrzowski będzie czekała 7 lat, że drużyna zupełnie się rozsypie wszyscy
popukaliby się w czoło. Wtedy mówiliśmy, że mamy wreszcie klasową drużynę
europejską, jeszcze nie potęgę ale drużynę która zajmie stałą i wysoką
pozycję w europejskim futbolu.
Przegrane mistrzostwo, mecz z Widzewem zakończony dziwną porażką 1:2,
oskarżenia o sprzedanie meczu i rozpad drużyny tak zaczynał się dla Legii
sezon 1996/1997. Z Legii odeszli Szczęsny, Podbrożny, Jóźwiak, Ratajczyk,
Pisz, Lewandowski, Michalski, Wieszczycki, Mandziejewicz, Jałocha. Część z
nich zasiliła budującego od dwóch sezonów swoją siłę łódzkiego Widzewa.
Mimo, iż tak osłabiona drużyna wydawała się skazana na ligową przeciętność
to w tym sezonie zdołała pokonać Panathinaikos Ateny a mistrzostwo przegrała
w dramacie na Łazienkowskiej - meczu z Widzewem zakończonym 2:3, tracąc
wszystkie 3 bramki w ostatnich pięciu minutach. Solidnie wzmocniony Widzew w
eliminacjach Ligi Mistrzów trafił na mistrza Danii Broendby Kopenhaga.
Prowadząc 2:0 w pierwszym meczu w Łodzi widzewiacy zlekceważyli rywala i
pozwolili sobie strzelić bramkę. Mimo to przed rewanżem wydawało się, że
raczej nic złego mistrzom Polski nie grozi. Tymczasem w Kopenhadze było już
3:0 dla Broendby i w zasadzie wszyscy sądzili, że jest po zawodach.
Łodzianie strzelili jednak gola i rozpoczęła się dramatyczna końcówka,
zakończona jak pamiętamy zdobyciem drugiej dającej awans Widzewowi bramki. W
fazie grupowej Ligi Mistrzów Widzew trafił gorzej niż Legia, mimo to mógł
awansować, grał jednak nierówno. Po bardzo dobrym meczu w Dortmundzie
niestety przegranym 2:1 przyszedł blamaż i baty od Atletico Madryt 1:4 w
Łodzi, awans mocno się oddalił, ale pozostały jeszcze dwa mecze z niżej
notowaną Stauą Bukareszt, zwycięstwo w obu meczach, oraz wygrana np. rewanżu
z Borussią Dortmund w Łodzi dawała szanse na 2 miejsce w grupie. Z Rumunami
widzewiacy zagrali jednak jak amatorzy, marnując niezliczone okazje do
zdobycia bramki trafili celnie jedynie do swojej własnej i ta porażka w
zasadzie pogrzebała szanse awansu. Co prawda w rewanżu Widzew wygrał pewnie
2:0, to jednak było to za mało by awansować. Widzew godnie pożegnał się z
LM, mecz w Madrycie był chyba najlepszy w wykonaniu łodzian, gospodarze byli
minimalnie lepsi, także remis z Borussią w Łodzi 2:2 także był dobrym
wynikiem, zwłaszcza patrząc z perspektywy i wiedząc, że Borussia wygrała
tamtą edycję LM.
W tamtym okresie kibice Legii, czy Widzewa rozpatrywali te porażki jako
wypadki przy pracy. Wierząc w siłe swoich drużyn ufnie czekali na kolejny
sezon, który miał przynieść powtórkę poprzednich sukcesów. Tak się nie
stało. Od tamtej pory żaden polski klub nie zagrał w LM. W następnym sezonie
wprowadzono do rozgrywek wicemistrzów z najmocniejszych lig Europy oraz
drugą rundę eliminacji. Widzew mimo, że wzmocniony i dobrze prowadzony przez
Franciszka Smudę nie sprostał włoskiej Parmie. Liga się wyrównała. Po upadku
Legii przyszedł czas na Widzew. Brak pieniędzy, wyprzedaż zawodników to co
doskonale znamy z naszego ligowego podwórka. Jednak to co miało nadejść w
najbliższej przyszłości było w nie do przewidzenia w najczarniejszych snach.
Kolejnym mistrzem Polski został ŁKS - Ptak Łódź, Legia i Widzew nie załapały
się nawet do pucharów. Właściciel ŁKS już po zdobyciu tytułu i na wieść o
wylosowaniu Manchesteru Utd. w eliminacjach LM sprzedał prawie całą drużynę.
Tylko grze na pół gwizdka MU można zawdzięczać, że te eliminacje nie
skończyły się jakimś kosmicznym pogromem. Tymczasem w Krakowie pojawiła się
Telefonica, Wisła Kraków która balansowała między pierwszą a druga ligą
zaczęła się intensywnie wzmacniać. Olbrzymia strata punktowa z rundy
jesiennej wystarczyła jej do zajęcia jedynie i aż trzeciego miejsca. Występ
Wisły w Pucharze UEFA przywrócił wiarę w naszą ligę, po rozgromieniu mistrza
Słowenii (nie zakwalifikował się do LM) i wyżej sklasyfikowanej drużyny
Trabzonsporu przyszedł dwumecz z Parmą, Wisła grała jak równy z równym
przgrywając dwumecz jedną bramką, ale kto wie dokąd doszła by Wisła gdyby
nie nóż rzucony z trybun.
W następnym sezonie Wisła gładko zdobyła mistrzostwo, rozbite Legia i Widzew
zajęły co prawda 2-3 miejsca w lidze ale dominacja krakowian była
bezdyskusyjna. Cóż z tego kiedy Wisła nie mogła czerpać korzyści ani z
tytułu, ani z licznych wzmocnień, UEFA wykluczyła ją z eliminacji LM, w
miejsce Wisły zagrał Widzew, a zwolnione miejsce w Pucharze UEFA zajął
poznański Lech. Ubiegłoroczny mistrz ŁKS żegnał się już z ekstraklasą w
towarzystwie - ku dużej radości wielu kibiców GKS Katowice - skończyła się
era Dziurowicza. Trwał konflikt PZPN - UKFSiT Eliminacje Ligi Mistrzów omal nie skończyły się już na 2-ej rundzie na
dwumeczu z bułgarskim Litexem Łowecz Widzew jednak błysnął dawnym
charakterem i po przegranej 4:1 wygrał tym samym stosunkiem rewanż i rzuty
karne. Po wylosowaniu Fiorentiny nikt nie łudził się oczywiście do do szans
Widzewa i tak też się stało tym bardziej, że zamiast wzmocnień była kolejna
wyprzedaż.
Rok później kolejna drużyna z czołówki poznański Lech pożegnała się z ligą.
Mistrzem została Polonia i mimo trafienia stosunkowo łatwego rywala
greckiego Panathinaikosu przegrała eliminacje Ligi Mistrzów, potem
oczywiście prawie cała drużyna na czele z Emmanuelem Olisadebe poszła w rozsypkę. Dla Legii był to jeden z najgorszych sezonów w ostatnich latach, na dodatek z klubu wycofał się sponsor.
Należy podziwiać cierpliwość właścicieli Wisły Kraków, wszyscy spodziewali
się że po wykluczeniu Wisły z pucharów znajdą sobie inny klub. Na szczęście
dla krakowian Telefonica pozostała, choć źródełko z kasą zaczęło stopniowo
przysychać to Wisła zdobyła mistrzostwo w przedostatnim sezonie. Ani sponsor
Pogoni Szczecin, ani zwolnienie z Legii Franciszka Smudy nie przeszkodziło
krakowianom w drodze po tytuł. Legia co prawda długo starała się dotrzymać
kroku w walce o tytuł, ale gubiąc stopniowo punkty na parę kolejek przed
końcem wyraźnie dała sobie spokój. Wtedy właśnie mieliśmy kolejki cudów, kiedy to nagle
Stomil i Orlen Płock zaczęły wygrywać z Wisłą i Legią, wtedy też pojawiły
się pierwsze pomysły reformy ligi. Tym razem nie wyczyn chuligana, ale
drużyna Barcelony stanęła na drodze Wisły do Ligi Mistrzów. W porównaiu z
Legią Wisła była w tyle lepszej sytuacji, że nie miała kłopotów finansowych
i mimo braku wzmocnień nie doznała też osłabień. Jedynym ubytkiem było
wypożyczenie Kałużnego do Energie Cottbus, niemieckiej wersji Szczakowianki
Jaworzno. Okazało się, że Barcelona nie była taka straszna, po meczu mówiono
że Kluivert i Rivaldo załatwili Wisłę, wg mnie załatwiła ją krótka ławka
rezerwowych bo wykrzystując przewagę techniczną Barca zamęczyła wiślaków.
Widać było także braki w obronie Mistrzów Polski, co ciekawe było o tym
dobrze wiadomo jeszcze podczas rozgrywek ligowych, ale właściciele Wisły nie
zrobili nic aby ten stan zmienić.
Dzisiaj mamy upragnione po 7-miu latach mistrzostwo, może nie było ono
wywalczone w jakimś porywającym stylu, pomogła też słabość głównego rywala.
Legia przystępuje do walki z Barceloną osłabiona. Kilku nowych piłkarzy
Dudek, Zganiacz czy Gusnić jeszcze nie prędko zastąpią Murawskiego, Karwana
czy Czereszewskiego. Z braku pieniędzy wypożyczono Mięciela i teraz atak
Legii jest beznadziejny bo Kucharski nie ma po prostu z kim grać Svitlica
zamiast trenować szukał innego klubu a Yahaia jest po prostu cienki. Trener
Okuka wykonał dobrą robotę. Z piłkarzy spisanych na straty takich jak
Kucharski, Czereszewski, Magiera a przede wszystkim Karwan zrobił klasowych
piłkarzy, lub przywrócił dawną formę. Co z tego jeżeli większości z nich nie
ma już w Legii. Nie ma też pieniędzy na nowych piłkarzy, wielu innym kończą
się kontrakty, nawet jeżeli nowi piłkarze pod opieką Okuki osiągną dobrą
formę i nauczą się dobrej gry, to pewnie i tak za rok odejdą. Może to i
lepiej, że trafiliśmy na Barcelonę odpadając z AEK Ateny, czy Sturmem Graz
byłyby żal za utraconą szansą, a tak zrobi to za nas los.
Jako kibic Legii gdzieś tam w podświadomości liczę na niespodziankę - a
raczej sensację, władze klubu nie zgodziły się na zamianę terminów ryzykując
stratę pieniędzy za transmisję rewanżu (jak Legia przegra 5:0 żadna
hiszpańska stacja ich nie kupi). Może Barcelona jest rzeczywiście w słabej
formie...zobaczymy jednak nadmiernym optymistom polecam lekturę tych
wspomnień aby zobaczyli ile rozczarowań przeżyli już polscy kibice w
ostatnich 10-ciu latach.
Sukcesy "Wielkiej Legii" Pawła Janasa nie wzięły się znikąd, nie były
skutkiem farta w jednym meczu czy słabszej gry rywali. W polskiej marnej
lidze po prostu na krótki okres pojawiły się dwa kluby o europejskiej
klasie. Dominacja Legii i Widzewa w latach 1994-1997 była absolutna,
przewaga punktowa nad 3-cią drużyna w tabeli sięgała momentami 30 punktów.
Drużyny te były budowane przez kilka lat, mimo początkowych niepowodzeń:
zabranie tytułu, przegrana z Hajdukiem drużyna była systematycznie
wzmacniana, podobnie było w Widzewie. Przegrywane i remisowane mecze ze
słabymi rywalami tłumaczono brakiem zaangażowania, ale tamta Legia grając
na pół gwizdka rezerwowym składem, poza Widzewem mogła w naszej lidze ograć
każdego. Później jeszcze jeden taki sezon miała Wisła, a potem liga się
wyrównała, ale nie na skutek podniesienia poziomu wszystkich drużyn tylko na
skutek upadku tych najlepszych i największych.
Felieton
Krótka i bolesna historia zmagań o Ligę Mistrzów!
sobota, 10 sierpnia 2002 22:44
Poll