Nieznane są wyroki boskie dotyczące rozpoczętego właśnie sezonu. Znane są natomiast nowe i stare mankamenty oraz zalety zespołu Okuki. Tradycyjnie gra drużyny jest poukładana bardzo dobrze, zagrania z pierwszej piłki, płynność akcji i duże tempo ich przeprowadzania oraz agresja zaskakują rywali. Przynajmniej do momentu, kiedy Legia nie opadnie z sił, a z sił opada zaskakująco szybko. W meczu z Amicą wystarczyło pół godziny pierwszej połowy i 15 minut drugiej, żeby skończyła się gra, a zaczęło dogorywanie. A to objawia się seryjnymi stratami piłki, zatrważającą liczbą niecelnych podań i nie mniejszą zmarnowanych stuprocentowych sytuacji.
Droga przez mękę
Samo oglądanie widowisk piłkarskich - takich jak we Wronkach - jest męczące. To tak jakby ktoś transmitował mozolną pracę wielu ludzi, którzy zostawiają zdrowie, pot i nieraz krew, aby osiągnąć jak najlepszy efekt, po to tylko, by plony tej pracy są następnie wyrzucane na śmietnisko. Najgorsze jest zaś to, że plonów pozbywają się ci sami ciężko pracujący obywatele.
Mój układ nerwowy nie może uodpornić się na niecelne strzały z pięciu metrów, nietrafianie do pustej bramki, bezmyślne faule, w końcu oddawanie piłki przeciwnikowi po 60-metrowym rajdzie, w który było zaangażowane pół drużyny i teraz trzeba się wracać, tracąc dodatkowe siły. Wygląda na to, że mamy niezłego kierownika budowy, ale kiepskich majstrów i jeszcze gorszych murarzy, że o pomocnikach murarzy litościwie nie wspomnę. Cóż z tego, że Okuka z Kubickim znakomicie opracują taktykę, nauczą którędy i jak szybko przeprowadzać akcje, skoro i tak w którymś z momentów (najpewniej w decydującym) jakiś fachowiec z eLką na piersi pośle piłkę Panu Bogu w okno lub w ogóle gdzieś sprzeniewierzy? Jaki jest sens rozpracowywania z mozołem każdej zagrywki w środku pola, gdy i tak nie będzie komu jej wykończyć? Fakt, skuteczność nigdy nie była silną stroną naszych ligowców, a silną stroną Legii w szczególności. Za wizytówkę tego stanu rzeczy uważam mecz ze Spartakiem Moskwa w Warszawie, kiedy w pierwszych 10 minutach Kucharski i Podbrożny nie trafili kolejno do pustej bramki rywala. Historia lubi się powtarzać, ale nie obarczajmy winą tylko jej.
Sądy i przesądy
Futbol to taki dziwny sport, gdzie funkcjonuje wiele przesądów. Osobiście nie pamiętam, kiedy nasza drużyna wygrała cokolwiek, grając w czerwonych strojach. Pomimo posiadania kompletów biało-czarnych i zielonych, z uporem godnym lepszej sprawy w lidze gra w czerwonych. Może ma to zmylić przeciwnika?
Niepokoi mnie bardziej stan naszego szpitala klubowego. Od czasów bodajże trenera Białasa mamy notorycznie pól drużyny niezdolnych do gry. Podczas meczu z Amicą było to siedmiu legionistów: Zielińki, Łapiński, Siadaczka, Sokołowski, Citko, Jarzębowski i ktoś z młodziaków i Gusnić. Ciekawostka jest fakt, że niezdolni są nawet ci, którzy byli zdolni na koniec poprzedniego sezonu. Gdyby częstotliwość urazów odnoszonych przez legionistów na treningach była normą, żaden wielki klub nie zdobyłby Pucharu Europy, bo w ćwierćfinałach nie miałby już fizycznie kim grać.
Najciemniej pod latarnią
Jak trudno po dwóch kolejkach wyrokować na resztę sezonu, przekonali się kibice, którzy po porażce nota bene z Amicą wieszali psy na Okuce w zeszłym sezonie. Po dwóch kolejkach obecnego sezonu nasuwa mi się kilka spostrzeżeń, którymi podziale się z Państwem, bez względu na dalsze zmagania ligowców. Nie widziałem dostateczną liczbę razy Szewczyka w akcji, ale widziałem Dudka. Po tym co widziałem uważam, ze transfer to w dużej mierze chybiony. Facet gra dokładnie tak samo jak Jóźwiak, więc zawodnicy ci nie uzupełniają się, dają się za to seryjnie ogrywać w pojedynkach. Nie mają smykały do dryblerów. Lepiej im idzie wybijanie górnych piłek. W rezultacie obronę trzyma rewelacyjny Omeliańczuk. Jeśli akurat jest w pobliżu. Tak zestawiona defensywa - z popełniającym błędy Stanewem to najsłabsza formacja Legii. Dla mnie optymalne zestawienie obrony powinno wyglądać tak: Omeliańczuk – Zieliński – Szala. Nie wykluczam udziału Jóźwiaka, Siadaczki lub Łapińskiego jako zastępujących. Jeśli kiedykolwiek zobaczymy ich na boisku.
Pomoc prezentuje się najsolidniej. Rozgrywa piłki piekielnie szybko jak na naszą ligę, na jeden kontakt. Prostopadłe i błyskawiczne podania do napastników to najgroźniejsza broń Legii. Jednak pomoc ta prawie nie ma siły ognia. Ofensywny Vuković jest typem dogrywającego dryblera, potrafi akcję wykończyć, ale rzadko i raczej z bliska. Majewski z Magierą to pomocnicy defensywni, nad którymi zżymałem się w zeszłym sezonie. Magiera w roli zastępcy Murawskiego ma jakieś szanse na przyzwoitą grę, bo będzie tylko odbierał. Majewski natomiast gra w podobnym stylu jak Vuković, tylko gorzej. Od biedy strzelają, ale daleko im obu do siły ognia jaką prezentują choćby Kosowski, Moskal, Uche czy Pater. Wprawdzie Wiśle brakuje takich Majewskiego czy Vukovića dla odmiany, ale to jest jej problem, a mnie interesują problemy Legii i brak strzelających graczy daje się odczuć. Tym bardziej, że Sokołowski zazwyczaj długo dochodzi do siebie po kontuzjach. Zostają skrzydłowi. Szala nadspodziewanie dobrze radzi sobie na prawym skrzydle, ale tylko do momentu pola karnego rywala. Tam specjalizuje się w seryjnych niecelnych podaniach, faulach i stratach. To typ zawodnika twardego w obronie i nieźle prowadzącego piłkę, dobrego w krótkim jej rozgrywaniu. Strzał i długie podanie nie są najsilniejszymi stronami Szali. Kiełbowicz z kolei rzadko strzela z gry. Przyznam, że rozczarował mnie podaniem do Kucharskiego w końcówce meczu z Amicą. Ofensywny pomocnik 8 metrów przed bramką musi strzelać, a nie szukać zaplątanego wśród obrońców Kucharskiego.
Potrawy kucharskie
Dzięki temu ostatniemu nie znałem ataku za formację najsłabszą. Jednak warto pamiętać, że Kucharski w ostatnich czasach specjalizował się w dogrywaniu piłek Czereszewskiemu, Svitlicy, Karwanowi i innym. Ta umiejętność powoduje, że zbyt często jesteśmy świadkami seryjnych podań, podanek i odegrań pomiędzy Vukovićem i Kucharskim, natomiast strzałów albo nie oglądamy albo oprócz jednego celnego, oglądamy kompromitująco niecelne. Bo Kucharski powinien ustrzelić we Wronkach hattrick, jednak dwukrotnie nie trafił w bramkę strzelając z linii pola bramkowego. Moussa Yahaya jest tym, który ma zdobywać gole, ale ponieważ jest jedynym piłkarzem, który nie może odgadnąć tempa gry Legii niewiele z tego wychodzi. W bramkę Amiki oddał cztery groźne strzały, z których przynajmniej dwa powinny wylądować w siatce, bo były oddane z 5-7 metrów. Nie trafił żadnym. Yahaya albo za późno do piłki startuje, albo składa się za długo, ewentualnie w pośpiechu uderza bardzo niedokładnie. Drybluje zamiast strzelać i strzela zamiast dryblować. A ma wszystko, co powinien mieć napastnik. Mam wrażenie, że przydałby się psycholog.
Po jałowej ziemi
Jeśli ktoś dziwi się, dlaczego remisujemy wygrane mecze odpowiadam: siła ognia Legii jest słabiutka. Po dobrych, błyskawicznych akcjach w środku boiska, Legia staje nie tylko przed polem karnym rywala, ale też przed dylematem. Legioniści zastanawiają się bowiem, kto ma zadać decydujący cios. A jest nad czym dumać. Brakuje 2-3 piłkarzy, którzy mieliby głód strzelania. Potrafili uderzyć zza linii pola karnego. Z tego wszystkiego próbować zaczął kryjący Omeliańczuk. W pomocy mamy tylko Kiełbowicza, który też raczej woli centrować, a uderza najwyżej ze stałych fragmentów gry. A do Tarasiewicza czy Pisza to wciąż mu jeszcze daleko. Czyżby niebiosa upominały się z rykiem o Zganiacza? W początkowej fazie pobytu na Legii ceniłem Svitlicę za to, że nie szukał koronkowych akcji, tylko wchodził najprostszym zwodem i walił – jak na rasowego napastnika przystało. Teraz nie ma komu, bo Yahaya nie taki znów bombardier a i Svitlica już nie ten, zaś Kucharski w roli egzekutora zawsze czuł się niewyraźnie.
Nie mam pojęcia, kiedy i jak zagra Gusnić. Ponoć mimo 31 lat na karku tego gracza można się po nim spodziewać wiele. Wiem, co nie jest znowu takie odkrywcze, że Legia potrzebuje natychmiast prawego pomocnika z prawdziwego zdarzenia i naprawdę dobrego napastnika – strzelającego z gry, karnych, wolnych itp. Gdyby tak jeszcze Majewskiego można było wymienić na Wosia...
Hiobowe transfery
Zgodnie z moimi marudzeniami zeszłosezonowymi stało się tak, jak krakałem - odeszli z Legii gracze wszechstronniejsi, a zostali jednostronniacy, którzy braki będą musieli nadrabiać bieganiem. Byłem zmęczony grą Magiery, Majewskiego, Sokołowskiego, Svitlicy i wszystkich mam nadal. Dokupiono mi jeszcze dręczyciela Dudka, sprowadzono irytatora Citkę, a forma Jóźwiaka wskazuje, iż szybko dołączy do grupy moich ulubieńców. W dodatku wyposażono tych arcygraczy w czerwone stroje, które kojarzą mi się wyłącznie z pewnym klubem z pobliskiego miasta. Ale nic to, ponoć cierpienie uszlachetnia. W lidze i tak Legia będzie groźna i choć wątpię czy obroni tytuł, to paru ekipom skórę powinna złoić.
Chciałbym jedynie przy okazji uniknąć męczarni obserwowania jak kaleczy się futbol i nie zdobywa goli oraz punktów na własne życzenie. Dlaczego zaś wątpię, że obroni? Bo remisuje na wyjazdach i to nie tylko w tym sezonie, ale i na wiosnę poprzedniego. Wtedy udało się, bo rywale gubili jeszcze więcej punktów, ale jak narzucą tempo, w którym można będzie sobie pozwolić na tracenie punktów raz na kilka spotkań, Legia tego tempa w obecnym zestawieniu nie wytrzyma.
PS. Z reguły nie odpowiadam w felietonach na komentarze poprzednich tekstów. Od dyskusji są wszak fora dyskusyjne. Jednak tym razem uczynię mały wtręt do komentarzy po „Nienawiści”. Mam wrażenie, że 90% czytelników odczytała ów tekst dosłownie i przypisała zawarte w nim fakty jako moje poglądy. Mam nadzieje, ze istota rzeczy nie umknęła uważniej czytającym.
W niedzielę dzikie stada ganiały się po boisku GKS, a policja ostrzeliwała trybuny. Nie obchodzą mnie problemy społeczne Śląska, choć może powinny, jednak po takich popisach nikt normalny, kto ma rodzinę i dzieci nawet nie pomyśli o przyjściu na stadion. Liga Polska i tak ma kłopoty, a ogołocona z normalnych widzów odstraszy ostatnich sponsorów, telewizje i pewnego pięknego dnia przestanie nas męczyć swym wątpliwym urokiem.
Sławek z Warszawy:
Po raz kolejny gratuluję autorowi. Zgoda w 100 % z obserwacjami. Mam tylko
jedną uwagę lub pytanie. Kto na rany boskie jest odpowiedzialny za to, że w druzynie Legii pieniądze za grę biorą nadal tacy zawodnicy jak:
Łapiński, Siadaczka, Citko, Magiera, Majewski, Yahaya? Pomijam tu innych
graczy takich jak Dudek (wyjątkowo nietrafiony transfer),
Solnica (może on będzie trafiał do pustej bramki), Mierzejewski (nadal młody
warto inwestować).
Przecież kontrakty tej pierwszej grupy ludzi to ogromne pieniądze i nie
trzeba być superznawcą, aby stwierdzić, że należy im podziekować.
Pomijając oczywiste sprawy ludzi, którzy stracili zdowie do grania (Łapiński i Siadaczka) to występ Magiery i fatalny błąd, który po raz kolejny zadecydował o tym ,że przegrywamy wygrany mecz (poprzednio Pogoń i Katowice na wyjazdach wiosną). Gra Majewskiego to nic wielkiego trzeba szukać bardziej wszechstronnego i wyrazistego zawodnika.
Naprawdę nie wiem ile cierpliwości mają Okuka i Kubicki, ale jak długo
będzie nas do szału doprowadzała gra Yahayi. Ten człowiek ma wydolność
przedszkolaka czego potwierdzeniem był sobotni mecz z Amicą. Na dwa dni
przed kluczowym meczem z Barceloną mamy pełną swiadomość, że dzialacze, którzy pozbyli się w ostatnich miesiącach kluczowych graczy
nie potrafili wraz ze sztabem trenerskim znaleźć następców nie tylko
na tym samym poziomie, ale nawet prezentujących te same walory na boisku -
przede wszystkim skuteczność w ataku i odbiorze piłki.
Zarząd postawił na ilość - liczba zawodników w kardze jest spora. Niestety
po czterech meczach o stawkę jest prawie pewne, że bez roszad
na kilku kluczowych pozycjach (co słusznie zauważył autor felietonu) nie ma
mowy o przejściu w jakość. Mamy jeden z najlepszych duetów trenerskich w
historii Legii. Dlaczego zarząd prowadzi tak bezsensowną politykę
personalną?. Czy naprawdę powodem jest tylko brak pieniędzy?
Przecież tak przygotowana i poukładana Legia z Czereszewski, Mięcielem lub
Kowalczykiem oraz Karwanem i Murawskim po mądrym
wzmocnieniu defensywy (niezależnie od klasy, formy i zdrowia Zielińskiego
jest to konieczne) nie byłaby bez szans nawet w dwumeczu z Barceloną.
Natomiast, jeżeli gra defensywna będzie w środę na poziomie Groclinu,
rewanżu z Vardarem lub meczu z Amicą to czeka nas kompromitacja.
Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję obiektynych i wnikliwych ocen
Kriss z Kwidzyna:
Muszę przyznać,że autor "rozebrał"LEGIÄ na czynniki pierwsze oceniając
niezwykle trafnie to co sie z tym zespołem dzieje. Anemia Majewskiego jest poprostu nie do zniesienia ! To co wyprawia Jóźwiak w obronie woła o pomstę do nieba. Nawet najwięksi fanatycy Legii(również do nich należę)muszą obiektywnie przyznac,że jest to w tej chwili zlepek delikatnych panienek z przebłyskami fenomenalnych zagrań i porażającym brakiem skutecznosci.
Kilku piłkarzy gra na poziomie IV ligi - tak włąśnie IV ponieważ w III
lidze grają dużo lepiej a napewno twardzej i ambitniej. Tępy blyszczący wzrok Okuki również poraża - ten chłop sprawia również wrażenie narkotycznie kompletnie bezradnego. Panowie działacze popatrzcie jak wypluwa płuca Kossowski i pozostali piłkarze Wisły. Powiecie ,że oni mają pieniądze -gów.....o prawda, potrafią dobrać piłkarzy walczaków i jest to cały ich sukces. W LEGII tylko Wróblewski gryzie ziemię tak jak Wislacy !(porzednio również Murawski) Działacze Legii jak juz kogoś sprowadzą to pożal się Boże - jest to niepełnosprawny, mięczak lub dożywotni inwalida. Ostatnie niby transfery potwierdzają,że Zarząd Legii tak naprawdę to Ligę Mistrzów ma w du..... Błagajmy niebiosa żeby tylko nie było w Barcelonie kompromitacjii !!!!!
P.S. Działacze Legii nie macie pieniędzy ? Ruszcie dupy
i udajcie się na mecze IV lub V ligi -są tam rosli i ambitni piłkarze - za
małe pieniądze WYSZUKAJCIE WRESZCIE SAMI KOGOŚ WARTOŚCIOWEGO .
Kozi:
Pozwolę sobie na krótki komentarz do Twojego felietonu. Mam nieco inny pogląd na obecną Legie niż Ty. Piszesz, że Magiera się nie nadaje, że Majewski słaby i tak dalej ... Pozwolę sobie jednak zauważyc, że przez ostatnie 7 lat na łazienkowskiej aż roiło się od znakomitych piłkarzy, gwiazdeczek i grajcarów. Jakie były wyniki wiemy. Jak wiesz piłka nozna to gra zespołowa. Problem polega na tym by ten zespół odpowiednio ustawić. Okuka (choć na początku nie należałem do jego zwolenników) robi to znakomicie. Śmiejesz się z Magiery i całej reszty, ale tak naprawdę Magiera ma to co pozwala wygrywać. Wola walki. Chłop zapiepsza i pomimo, że nie jest niesamowitym technikiem to w drużynie zrobił w zeszłym sezonie swoje i trzeba mu to przyznać. Jeżeli chodzi o przygotowanie kondycyjne to przypomnij sobie mecz w Grodzisku gdzie prawie przez pół godziny Legia grała w dziesiątkę i wywiozła z tego bardzo trudnego terenu punkt.
P.S. Fajnie jest obśmiać tego czy tamtego, ale wyjść samemu na plac i pokazać to już gorzej.
Skomentuj felieton wysyłając maila na adres: woytek@legialive.pl