- Jak Pan oceni swój występ?
Jacek Zieliński: Nie przypuszczałem, że trener zdecyduje się wystawić mnie od pierwszej minuty. Miałem długą przerwę. Zaryzykował, ale mnie to nie zmartwiło. Kondycyjnie wytrzymałem to spotkanie i z tego jestem zadowolony. Gorzej z szybkością, ale po takiej przerwie to normalne. Treningi wznowiłem cztery tygodnie temu, w poprzedni weekend zagrałem w rezerwach. Ale jak na początek było nieźle. Tym bardziej że po raz pierwszy wygraliśmy.
- Legia traci w tym sezonie gola za golem.
- I to mnie martwi. Górnik to dobra drużyna, zagrał z nami ofensywnie, otwarcie. A błędy popełnia każdy. Nie wszyscy je wykorzystują, piłkarzom z Zabrza się udało. Przy pierwszej bramce trochę za "luźne" było krycie rywali. Nie wiem skąd, ale na 18 m przed naszą bramką znalazł się Adam Kompała. Wiem, że potrafi strzelić z dystansu, więc do niego pobiegłem, on zagrał z pierwszej piłki do Gierczaka, ten wyłożył piłkę Niedzielanowi. Powinniśmy w tej sytuacji lepiej pilnować rywali. A drugi gol to rzut karny.
- W środę mecz z Barceloną.
- Nie myślę całymi dniami o potyczce z Katalończykami. Chcemy to spotkanie wygrać, sprawić miłą niespodziankę.
- Brakuje Panu chyba rytmu meczowego.
- Tak. Brakuje także pewności, zdecydowania. Czasem człowiek się zawaha, ale z dnia na dzień będzie lepiej.
Rozmawiał Robert Błoński