- Kluivert to wielki cwaniak, już dawno nie spowodowałem karnego - mówił po meczu obrońca Legii Jacek Zieliński.
W 67. minucie Patrick Kluivert minął najpierw Marka Jóźwiaka, potem - już w polu karnym przewrócił się o nogę Zielińskiego.
- Był faul?
Jacek Zieliński: Był. I to ewidentny. Wcześniej Kluivert był niewidoczny, bo Marek nie pozwalał mu na wiele. Ciągle go wyprzedzał, odbierał piłkę. Ale przyszedł moment, w którym nas przechytrzył. Wpadł w pole karne. Wiedziałem, że za plecami mam jeszcze rywala, próbowałem ustawić się tak, by Kluivertowi nie dać się minąć i jednocześnie móc zablokować podanie. Holender zamarkował zagranie do partnera i puścił piłkę obok mnie. Ja cały ciężar opierałem na prawej nodze. Nie sięgnąłem piłki, a Holender sprytnie się o nią przewrócił. Zwykle nie daję się nabierać na takie sztuczki. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio spowodowałem karnego. Kiedyś, na Polonii, ale to była "nastrzelona" ręka.
- Po tym golu jakby ostatecznie zeszło z Was powietrze.
- Tak. Ale i Barcelona przestała atakować. Byli zadowoleni z wyniku. A my bardzo chcieliśmy nie stracić bramki. Po pierwszej połowie byłem optymistą. Liczyłem na jednego choćby gola. Ale różnica między Legią, a Barceloną polega na tym, że Katalończycy potrzebują jednego błędu, by go wykorzystać. A z takim rywalem nam nie starczają trzy dogodne sytuacje.
- Nie żal Panu straconej szansy na awans do Ligi Mistrzów?
- Żal. Aby polski klub grał w tych rozgrywkach, po zdobyciu tytułu mistrza Polski musi być wzmacniany. Muszą dochodzić zawodnicy, którzy coś wniosą do gry, poprawią styl. Uzupełnianie składu i wzmacnianie konkurencji w drużynie nic nie daje.
- Trener Okuka powiedział, że taka gra na Barceloną nie wystarczyła, ale na Wisłę powinna.
- Mecz w niedzielę będzie inny. Dziś nie mogliśmy zaatakować, bo jeśli pozwolilibyśmy Barcelonie na grę z kontry, to byłby to gwóźdź do trumny. Nie mogliśmy się odkryć, z Wisłą zagramy ofensywniej.
Rozmawiał Robert Błoński